eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

11. Ekstremalny Nocny Rajd na Orientację Włóczykij Trip Extreme już dzisiaj o 16.00

Już za kilka godzin rozpocznie się 11. Ekstremalny Nocny Rajd na Orientację Włóczykij Trip Extreme. W ramach zapowiedzi imprezy prezentujemy felieton Sebastiana Rożko, biegacza na orientację z Gryfina

Bieganie dzisiaj jest modne. Żartem można rzec, że kto dzisiaj nie biega ten jest passé. Po co w ogóle biegać? Dla zdrowia, aby schudnąć, dla dobrego samopoczucia, żeby odreagować dzień. Owszem też, ale osobiście znam bardzo mało osób, które biegają tylko z tego powodu. W naturze człowieka leży samodoskonalenie. Chcemy być lepsi i stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej. Fun run? Jak najbardziej, ale nic nie stoi na przeszkodzie by szły za tym wyniki.

Zaczynamy od truchtania po mieście albo od razu dowalamy z grubej rury po 10 km co 2-3 dni i leczymy pierwszą kontuzję. Potem jesteśmy mądrzejsi, ale i tak po czasie przeginamy i leczymy kolejną kontuzję. W końcu uczymy się, że rozgrzewka przed i rozciąganie, rolowanie mięśni po biegu, a także odpowiednie ćwiczenia siłowe wykonywane nawet w domu, są równie ważne niż przebiegnięte kilometry. Ale wiemy to dopiero po dziesiątkach złotych wydanych na maści, fizjoterapię i tym podobne zabiegi. Tak wyglądają w większości przypadków początki z amatorskim bieganiem.

Aktualnie najmodniejsze są biegi uliczne. Dziesiątki imprez w całej Polsce w prawie każdy weekend przez cały rok. Od "dyszek" po maratony. Z setką uczestników na imprezach lokalnych po kilka tysięcy na największych krajowych półmaratonach i maratonach. Coraz większą popularność zdobywają jednak biegi trailowe oraz górskie. Na wielu z nich limit uczestników zostaje wyczerpany na długo przed datą startu. Organizatorzy coraz mocniej muszą walczyć o biegaczy. Dzisiaj w pakiecie startowym nie wystarczy już posiłek regeneracyjny i koszulka techniczna. Koszulki zalegają w szafie, bo i tak biegamy w trzech ulubionych. Przy tylu konkurujących ze sobą  imprezach trzeba się naprawdę postarać i wymyślić coś ekstra. A gdzieś obok tego wszystkiego, trochę w cieniu, funkcjonują sobie biegi na orientację.

Orientacja wywodzi się ze Skandynawii, a powstała pod koniec XIX wieku. Bieg na orientację (BnO) to dyscyplina w której zawodnik, posługując się mapą i kompasem, ma za zadanie w jak najkrótszym czasie przebiec określoną trasę wyznaczoną w terenie przez punkty kontrolne. Przebieg pomiędzy punktami jest dowolny i właśnie wybór wariantu stanowi istotę tych zawodów.

Istnieje rowerowa, narciarska, kajakowa orientacja, marsze na orientację (zazwyczaj do 5 km) oraz biegowa orientacja długodystansowa, na której najpopularniejsze są dystanse 25, 50 i 100 km. Są też zawody adventure (od 50 do ponad 200 km) łączące orientację z biegiem, rowerem, kajakiem i zadaniami specjalnymi typu zjazd na linie. Tak naprawdę to już nie jest rywalizacja typowo sportowa, jak wyżej wspomniany BnO. Bardziej zabawa, ale dająca naprawdę mnóstwo radochy.

Osobiście z tego typu zawodami po raz pierwszy zetknąłem się w 2009 roku na drugiej edycji gryfińskiego Włóczykij Trip Extreme. Słaby nawigacyjnie start z kolegą Arkiem Kołuckim, drugi najgorszy czas przejścia (prawie 15 i pół godziny), w nogach ponad 60 km. Ale zacięcie i wytrwałość, dzięki którym zaliczyliśmy komplet punktów kontrolnych (co jest ważniejsze niż czas przejścia trasy), dały nam 6 miejsce na ponad 40 startujących. Wtedy to połknąłem bakcyla orienteeringu i zacząłem w miarę regularne starty.

Dlaczego w ogóle w to się bawić? Uważam, że tylko orientacja zapewni prawdziwe wyzwania. Nie ma dwóch identycznych tras. Nawet jak wracasz na te same zawody to i tak są one rozgrywane gdzie indziej. Mapę otrzymujesz tuż przed samym startem, masz dosłownie kilka minut na decyzję jaki wariant przyjąć. Dla mnie to jeden z dwóch najbardziej emocjonujących momentów. Drugi gdy podbijasz kartę startową na ostatnim punkcie kontrolnym i gonisz do mety ciesząc się zaliczonym kompletem punktów. Ale przede wszystkim warto poczuć wolność wyboru. Taką prawdziwą. Nie jesteś ograniczony wyznaczoną przez organizatora trasą. Chcesz skrócić przez pole? Proszę bardzo, w nogach mniej o 300 m. Nie chcesz obchodzić rzeczki przez mostek? Nie obchodź, idź do niej, może będzie powalone drzewo przez które da się przejść. W najgorszym wypadku po kolana w wodzie przejdziesz na drugą stronę. I już zaoszczędziłeś 800 m. A może ekstremalnie przebrnąć przez bagno jeśli da to nam 1,5 km mniej? Śmiało, azymut i lecisz. Ty decydujesz.

W orientacji nie musisz być nawet demonem szybkości. Wystarczy, że jesteś wytrzymały i potrafisz czytać mapę. A mapy i kompasu nauczysz się czytać szybko. Już po pierwszych zawodach dowiesz się co to są poziomice, czym jest granica kultur, po co na kompasie jest linijka i jak w lesie uratować mogą słupki oddziałowe. Dzięki tej wiedzy czasami jesteś w stanie idąc wyścignąć biegacza, który jest słabym nawigatorem.

Zacząłem biegać, bo w orientacji osiągnąłem już maks tego co mogłem chodząć. Zacząłem biegać, bo chciałem być lepszy w orientacji, która sprawia mi niesamowicie dużo frajdy. A początki biegania nie były łatwe, bo...  I w tym momencie wystarczy, że wrócisz na początek tego tekstu.

Już za kilka godzin 11. edycja naszego gryfińskiego, nocnego Włóczykij Trip Extreme na dwóch trasach 25 i 50 km. Co zaserwują organizatorzy tym razem? Już nie mogę się doczekać!

 

Początek o godzinie 16.00.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu