Advertisement
eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

61-latek, który wciąż bawi się tenisem stołowym

- W Gryfinie nie było przede wszystkim miejsca, gdzie można było trenować młodzież. Mała salka LKS Piasta, z filarem na środku ograniczała możliwości. Mogły na nią wejść tylko dwa stoły, a nie można wziąć na salę dziesięć osób i kazać czekać na swoją szansę. To nie buduje atmosfery i dezorganizuje pracę. Dlatego, spędzałem tam czas do nocy. Rozciągałem treningi w czasie, by każdy uczestnik był zadowolony, by mógł odbyć pełnowymiarowy trening. Na dłuższą metę nie mogło to jednak funkcjonować - mówi Roman Kolin, zawodnik oraz trener tenisa stołowego, a także były kierownik Energetyka Gryfino

Gdy usłyszałem adres, myślałem, że zmienił pan branżę i jest teraz trenerem fitness.

- (śmiech). Nie, cały czas bawię się tenisem stołowym, tyle, że nie w Gryfinie. W tym miejscu jestem od pięciu lat, gdy rozwiązano SP nr 4 i przeszedłem na wcześniejszą emeryturę.

 

Nie spotkałem się dotąd z sytuacją, by w klubie fitness odbywały się zajęcia z tenisa stołowego.

- Ściągnął mnie tutaj kolega, który kiedyś trenował tenis w Czarnych Szczecin. Miał klub fitness „Bene” i zaproponował mi, bym prowadził zajęcia. Dwa lata temu zmienili się właściciele, ale chyba spodobałem się im, bo postanowili nie tylko zachować zajęcia, ale powstała też Akademia Tenisa Stołowego Prime Szczecin, którą zarządzam. Opowiem ci o niej, ale powiedz co cię do mnie sprowadza. Trochę się nie widzieliśmy.

 

Chciałem połączyć przyjemne z pożytecznym. Porozmawiać o historii, powspominać czasy, gdy przychodziłem do pana „popykać” na zajęcia, a przy okazji napisać artykuł do działu historycznego. Od kilku lat gryzie mnie zresztą jedna kwestia.

- Aż jestem ciekaw jaka.

 

Chłopaki mówili, że w finale mistrzostw kraju młodzików pokonał pan Leszka Kucharskiego, późniejszą legendę, wicemistrza świata w deblu z 1989 roku.

- Nie, nie, to nie było tak. W 1972 r. o wejście do półfinału ograłem Andrzeja Konopczyńskiego, który później też grał w reprezentacji Polski. Z Kucharskim przegrałem w walce o finał, po fajnym, zaciętym spotkaniu. Później Leszek zdobył złoto pokonując Jacka Mielewczyka.

 

Z Romanem Kolinem porozmawialiśmy też o pracy w Łabędziu Widuchowa oraz okresie, gdy był kierownikiem klubu w Energetyku Gryfino.

- Najpierw podjąłem pracę w Policach, ale ściągnęli mnie do Gryfina. Szukali kierownika klubu.

 

Zakładam, że z pensją większą niż nauczycielska.

- To były trzy nauczycielskie pensje. Wtedy, a mowa o środku lat 90. z Dolnej Odry płynęły do klubu niewyobrażalne pieniądze. Była to jednak niewdzięczna praca. Ludzie odchodzili po dwóch miesiącach. Ja też zapowiadałem z pięć razy, że z tym kończę, ale zostawałem. Trzy lata, które spędziłem jako kierownik, to był ewenement.

 

Cały wywiad można przeczytać w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu