eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Kazik Pawłowski wspomina początki gryfińskiej piłki ręcznej

- Pamiętam taki mecz: gra toczyła się na noże, cios za cios, męskie zagrywki. Miałem wielkiego krwiaka, ale zszedłem tylko na chwilę. Na ławce znalazł się też Andrzej Sawicki, którego zabolała ręka. Wkrótce znów pojawiliśmy się na boisku, zagraliśmy do końca. Następnego dnia nie mogłem chodzić, a u Andrzeja wyszło złamanie palca. Wszyscy byliśmy jednak twardymi chłopakami, nie odpuszczaliśmy – mówi Kazimierz Pawłowski, działacz KPR, który jako zawodnik współtworzył gryfińską piłkę ręczną. Na naszych łamach opowiada o czasach dawnych i dawniejszych

Zanim Kazik Pawłowski zagrał w barwach Hermesa, z piłką ręczną zetknął się w szkole podstawowej.

- W piątej klasie przeszedłem z Piaseczna do szkoły w Baniach. Był tam taki nauczyciel, Marian Świst. Stworzył zespół, w którym znalazłem się z m.in. z Markiem Bieniewiczem. Chodziliśmy dwa razy w tygodniu, po lekcjach, na treningi. Mieliśmy malutką, kubełkową halę, więc graliśmy na asfaltowym boisku przy starej szkole – wspomina 55-latek.

Wspominany Świst nie był zawodnikiem, jedyny kontakt z piłką ręczną złapał podczas studiów na AWF-ie.

- Nie graliśmy skomplikowanych zagrywek, tylko prostą koronkę. Bardzo szybko, więc zawsze jakaś luka się zrobiła. Rozgrywający, w jego „filozofii”, mieli albo rzucić, albo dograć – opowiada obecny działacz KPR, którego pełne wspomnienia znajdują się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu