eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Merytorycznie, lecz z humorem o „babskich sprawach” - wywiad z fizjoterapeutką intymną Magdaleną Mackiewicz

Magdalena Mackiewicz, fizjoterapeutka intymna, na zdjęciu trzyma model miednicy kostnej wraz z narządami
Magdalena Mackiewicz, fizjoterapeutka intymna, na zdjęciu trzyma model miednicy kostnej wraz z narządamiAutor: Barbara Gmiter

Nie odkładaj zdrowia „na potem”. Na co powinny zwrócić uwagę kobiety? Między innymi o tym rozmawiamy z gryfinianką, która ma sposób na kobiece bolączki

Magdalena Mackiewicz gryfinianką jest z wyboru, mieszka tu od kilku lat. To aktywna młoda mama, która pomaga innym kobietom. Pomoc ta niesiona jest w sferze przez niektórych traktowanej jako tabu, przez innych pomijanej, wstydliwej, a tak naprawdę dotyczącej każdej z nas i w każdym wieku. Magda zajmuje się fizjoterapią intymną, jest edukatorką seksualną, prowadzi zajęcia nordic walking dla ciężarnych i z dzidzią. W swoim repertuarze ma ponadto jeszcze wachlarz innych zajęć. Przede wszystkim jest jednak uśmiechniętą, otwartą kobietą, która w wyjątkowy przystępny sposób potrafi podzielić się swoją fachową wiedzą.

 

Dla chętnych pań mamy do rozlosowania wejściówkę na wybrane warsztaty, które organizuje bohaterka artykułu, a prowadzi ich wiele, jest w czym wybierać. Można się o nich dowiedzieć, śledząc np. profil facebookowy Magdalena Mackiewicz Fizjoterapia Intymna: https://www.facebook.com/fizjoterapiaintymna/

Wystarczy napisać maila na adres redakcja@gryfinska.pl a w nim zgłosić chęć udziału w losowaniu. Nazwisko zwyciężczyni podamy w najbliższym wydaniu Gazety Gryfińskiej w dniu 17 kwietnia.

 

Czym jest fizjoterapia intymna?
- Fizjoterapia intymna jest to wąska dziedzina fizjoterapii. Aby się tym tematem zajmować, musiałam skończyć najpierw studia licencjackie, a także kierunkowe studia podyplomowe oraz mnóstwo szkoleń i kursów. W moim przypadku studiowałam w Poznaniu Holistyczną Opiekę Okołoporodową w Wyższej Szkole Edukacji i Terapii. Chodzi o pracę z kobietami, ale nie tylko z tymi, które są w ciąży lub już urodziły dzieci. Również z tymi, które dzieci nie mają, ale mają jakieś dolegliwości „poniżej pasa”. Chodzi tu m.in. o zaburzenia miesiączkowania, bolesne miesiączki, problemy z nietrzymaniem moczu, dolegliwości bólowe w okolicy miednicy, narządów rodnych bądź kości krzyżowej.

Pomaga też pani kobietom przed porodem?
- Tak, tym kobietom, które planują mieć dziecko. Istotne są ćwiczenia mięśni dna miednicy, czyli nauka świadomego napinania i rozluźniania tego obszaru. Później też oczywiście podczas ciąży, aby paniom ułatwić poród naturalny. Jeśli jest poród przez cesarskie cięcie, to też nie jest jednoznaczne z tym, że pani nie będzie miała żadnych dolegliwości związanych z dnem miednicy.

To nasz najważniejszy narząd?
- Miednicę oraz mięśnie dna miednicy posiadają wszystkie kobiety. Mężczyźni co prawda też, ale ja z nimi nie pracuję. (śmiech) Kobiety mają zazwyczaj problem z osłabieniem tych mięśni, stąd np. bardzo powszechne kłopoty z nietrzymaniem moczu, ale też w wielu innych przypadkach pracujemy nad rozluźnieniem tych że mięśni oraz mięśni pleców. Bywamy bardzo spięci, obszar wokół miednicy, czyli pośladki, więzadła, mogą być w napięciu, co daje ból i dyskomfort. Czasem niezbędne jest rozluźnienie manualne, ćwiczenia, masaże, praca oddechowa. Zaburzenia ze strony mięśnia gruszkowatego mogą dawać mylny objaw rwy kulszowej. Trzeba po prostu rozpoznać, która część tak naprawdę boli i wymaga mojej uwagi i pracy.

Jak to jest z tym nietrzymaniem moczu, o którym nie mówi się otwarcie, a niejedna kobieta boryka się z tą dolegliwością. Czy to naturalne dla każdej z nas po ciąży?
- Kiedy kobieta jest w ciąży, wiadomo, że dzidziuś rośnie, w naszym organizmie dochodzi do wielu zmian, jest ucisk na pęcherz i podczas kichania, kasłania, albo nagłego śmiechu, może się zdarzyć niemiła niespodzianka. Nie zawsze po porodzie wszystko wraca do normy. Nietrzymanie moczu może wystąpić również po cesarskim cięciu na skutek zrostów pooperacyjnych.

Czy jest się czym niepokoić? Czy skoro jednak dość często występuje zjawisko nietrzymania moczu po porodzie, to nie ma co się nad tym głębiej zastanawiać?
- Nietrzymanie moczu to problem, który stawia kobiety w niezręcznej sytuacji. Obawiają się one, że do „uciekania moczu” dojdzie w najmniej odpowiednim momencie, że ktoś zobaczy, a co gorsza wyczuje, że coś jest nie tak. To z kolei wpływa na relacje z otoczeniem. Warto dodać, że kobiety są bardziej obciążone niż mężczyźni, bo nasze mięśnie dna miednicy muszą podtrzymać więcej narządów, które znajdują się w środku. Nasze mięśnie muszą więc być wydolne, elastyczne – nie pomylić z silne (!), bo silne to nie jest właściwe tutaj. Nie powinny być w zbyt dużym napięciu, może to skutkować bolesnymi miesiączkami, problemami z zajściem w ciążę i donoszeniem ciąży, również brakiem komfortu, bólem podczas zbliżenia intymnego z partnerem. Ale przy tym musi też prawidłowo działać klatka piersiowa.

Możemy te mięśnie ćwiczyć?
- Możemy, jest to nawet wskazane. I nie mówimy tu tylko o kobietach, które planują zajść w ciążę bądź już urodziły. Prawidłowo działające mięśnie mają wpływ również na satysfakcję w życiu intymnym.

Kobiety mają więc albo zbyt napięte te mięśnie, albo zbyt luźne, stąd nasze różne dolegliwości?
- Zazwyczaj tak. Ale przyczyną dolegliwości bólowych nie są tylko nieprawidłowości mięśni dna miednicy. To praca globalna organizmu, wszystko musi współgrać: i klatka piersiowa, i plecy. Ja podczas pracy z kobietami konsultuję się też z lekarzami czy innymi fizjoterapeutami, aby mieć zupełną jasność obrazu, jak dalej prowadzić terapię.

Pomaga pani również kobietom nieco starszym, które borykają się z jakimś dyskomfortem? Kiedyś chyba nie interesowano się tak tymi kobiecymi mięśniami, prawda?
- Oczywiście. U tych kobiet problemy mogą wynikać z wieku, ale także w zależności od tego jak przebiegał poród, czy były jakieś operacje, zmiany hormonalne. Fizjoterapia intymna to faktycznie bardzo świeży temat.

Starsze panie też mogą ćwiczyć, aby powstrzymać dolegliwości, choćby to nieszczęsne nietrzymanie moczu?
- Tak, ale powinno się też uczyć prawidłowych nawyków, które należy stosować stale. Poprawnego wstawania z łóżka, czyli przez bok ze zgiętymi nogami, prawidłowego podnoszenia cięższych przedmiotów, w jakiej pozycji kichać czy kaszleć, aby nie dochodziło do uciekania moczu. Bywa, że jest to stan zaawanasowany, który wymaga operacji, chociaż przed zabiegiem mięśnie dna miednicy też powinny być ćwiczone. Każda kobieta powinna ćwiczyć mięśnie dna miednicy, pamiętać o tym, aby rozciągać się, rozluźniać ciało w obszarze pośladków i pleców. To wszystko ma niebagatelny wpływ na nasze samopoczucie, na funkcjonowanie w życiu codziennym, na niwelowanie problemów uroginekologicznych.

Ta gimnastyka, o której pani mówi to chyba nic trudnego?
- Owszem, ale na początku kobiety mają problem ze zlokalizowaniem tych mięśni. Stosuje się różne wizualizacje, np. radzi się, aby wyobrazić sobie, że od rejonu krocza do góry należy wciągnąć windę albo „zassać żelka” – takie też słyszałam określenie, kobiety szukają słów kluczy.

Czy tym ćwiczeniom mogą towarzyszyć jakieś akcesoria?
- W zależności od potrzeby stosuje się specjalne ciężarki. Jest też przyrząd o nazwie edukator. To malutki przedmiot wykonany z tworzywa sztucznego, ma antenkę, wprowadza się go do pochwy, podczas napięcia i rozluźnienia antenka się porusza dając sygnał, że mięśnie pracują. Zdecydowanie odradzam kupowanie wszelkiego rodzaju kulek do treningu mięśni dna miednicy na własną rękę. Można narobić sobie więcej szkody niż pożytku.

Kobiety na co dzień mają tyle zajęć, że chyba raczej nie myślą o żadnych mięśniach.
- To prawda, zapominamy o sobie. Nie zastanawiamy się nad źródłem wielu naszych drobnych i większych dolegliwości. Co może być przyczyną bólu pleców, bólu głowy? A przyczyna może tkwić właśnie gdzieś „na dole”. Kobiety nie wiedzą, że mogą ćwiczyć, nikt im nie powiedział, wręcz mówi się, że jest to niepotrzebne. Uważam też, że zbyt szybko lekarze decydują się kierować panie na operacje, z uwagi na nietrzymanie moczu, a można temu zaradzić w inny sposób.

Tego rodzaju specjalisty brakuje przede wszystkim w szpitalach, na oddziałach, gdzie panie rodzą. Tam się nic nie mówi kobietom o „tych” sprawach.
- Oczywiście, według mnie w każdym szpitalu na oddziale ginekologiczno-położniczym powinien być fizjoterapeuta. Można ich znaleźć na oddziałach kardiologicznym czy neurologicznym, dla mnie to jest niezrozumiałe, dlaczego konsekwentnie oddział ginekologiczno-położniczy jest w tej kwestii pomijany. Kobiety po porodzie podnosi się na zasadzie „podaj mi rękę, ja cię podciągnę”, albo podnieść mają się same. Brakuje wytłumaczenia, jak powinno się zadbać o siebie. Są kraje, w których kobieta, która jest w ciąży musi podpisać zobowiązanie, że spotka się na kilku konsultacjach z fizjoterapeutą. Jeżeli tego nie wykona, w przypadku diagnozy np. o wysiłkowym nietrzymaniu moczu, będzie musiała sama zapłacić za operację niwelującą ten stan.

U nas się o tym nie mówi.
- Niestety, taka jest rzeczywistość. Kobiety nie mają świadomości, chodzą takie biedne ze wstydliwymi – według siebie – dolegliwościami. Do mnie zwracają się panie, które rodziły około dekadę temu i pytają, czy uchronię je przed operacją. Po tym czasie mięśnie nie nabiorą na nowo swojej funkcjonalności w ciągu miesiąca. Tutaj potrzeba pracy, wprowadzenia nawyków, o których już mówiłam, ale próbować zawsze warto. Natomiast jeśli panie zgłaszają się tuż po połogu, to mięśnie są wówczas bardzo wdzięczne do pracy.

Kiedy o gimnastyce tego rodzaju powinna zacząć myśleć pani, która urodziła dziecko?
- W pierwszej dobie. Wystarczy dać sygnał mięśniom, delikatnie, jeden raz. Mam nadzieję, że ta świadomość pań będzie rosła, że tych późniejszych problemów będzie coraz mniej.

No dobrze, a co z blizną po cesarce? Zajmuje się pani czymś takim jak „mobilizacja blizny po cesarskim cięciu” – o co chodzi?
- Wspomniana blizna ma to do siebie, że znajduje się bardzo blisko ważnych narządów: pęcherza, macicy, jelit. Tam mogą powstawać zrosty, które mogą prowadzić do jakichś ograniczeń, ruchomości chociażby. Mobilizować bliznę trzeba, aby nadać tkance elastyczności, blizna jest bowiem nowo powstałą strukturą na naszym ciele.

Jak się tę bliznę mobilizuje? Masując ją?
- Tak, ale też wykonując odpowiednie techniki, które mają pomóc jej w byciu elastyczną. Ona ma stać się taka… przyjazna. Te ćwiczenia mogą sprawiać ból. Tę mobilizację prowadzi się na trzech warstwach: zewnętrznej, środkowej i docieramy głębiej. Jeżeli z blizną nie popracujemy, mogą, ale nie muszą oczywiście, występować różne dolegliwości, choćby bolesne miesiączki. Bóle głowy, pleców, biegunki, bulgotanie w brzuchu to też mogą być pochodne tej blizny. Zresztą pracować powinno się z każdą blizną, aby ją uelastycznić, aby była przyjazna, mięciutka. To samo dotyczy blizny po nacięciu lub pęknięciu krocza. Też się ją mobilizuje. Niestety są kobiety, które po porodzie fizjologicznym nie współżyją z partnerami z uwagi na to, że przez tę bliznę odczuwają po prostu ból przy zbliżeniu. Cierpi na tym relacja partnerska. A można temu zaradzić, właściwie to po prostu trzeba.

Z jakimi jeszcze problemami zgłaszają się panie?
- Przychodzą do mnie trenerki fitnessu, które mają problem z rozstępem mięśnia prostego brzucha. Te panie mają zazwyczaj bardzo mocne mięśnie brzucha, jak skała, i kiedy zachodzą w ciążę, dzidziuś zaczyna coraz więcej ważyć, brzuszek rośnie, mięśnie brzucha zaczynają rozchodzić się na boki, kresa biała się rozciąga, w końcu rozchodzi się, po prostu nie wytrzymuje.

Można to u siebie zdiagnozować?
- Tak. Trzeba położyć się plecach, zgiąć nogi w kolanach, przysunąć brodę do mostka. Jeśli jest rozejście, to taka kobieta jest w stanie włożyć palce między mięśnie. Możemy odróżnić rozejście fizjologiczne, czyli prawidłowe. Jeżeli ono się nie zamknie, to potrzeba terapii. Da się nad tym pracować choćby za pomocą odpowiednio dobranych ćwiczeń. Wiele kobiet nie ma pojęcia o istnieniu tej nieprawidłowości.

Dotyka to też pań, które nie mają nic wspólnego z fitnessem? Jakie konsekwencje może to mieć dla naszego ciała?
- Oczywiście, dotyczy to naprawdę bardzo wielu pań. Z tego powodu też mogą pojawiać się problemy z nietrzymaniem moczu. Ściana brzucha nie trzyma odpowiednio narządów, one się przemieszczają. Mogą też występować bóle pleców, ból przy stosunku, a nawet brak orgazmu. Dlatego trzeba dobrać odpowiednie ćwiczenia i pracować nad tym.

Pomówmy teraz o emocjach z punktu widzenia fizjoterapeuty – zaleca pani kobietom, żeby sobie czasem pokrzyczały?
- Chodzi o to, aby nie dusić w sobie emocji. Czasem ktoś chciałby płakać, ale nie pozwalają na to okoliczności. Występuje wówczas coś takiego jak cichy płacz, tłumiony gdzieś w gardle. Jego konsekwencją mogą być zaburzenia pracy tarczycy. Emocje, które nie mają ujścia mogą zadziałać na nas fizycznie. Od stresu bolą nas barki, bo się napinamy, te napięte mięśnie powodują ból. Podwyższone napięcie mięśni miednicy ze stresu to z kolei bóle pośladków czy bolesne miesiączki. Trzeba znaleźć dla siebie rodzaj relaksu, coś co daje nam ulgę, żeby się wyciszyć. Pokrzyczeć też możemy, jak najbardziej, ale niekoniecznie w domu. (śmiech) Idźmy do lasu wypłakać się czy wykrzyczeć, niech te emocje z nas ujdą, niech nie siedzą w środku, bo to niezdrowe.

Uczy pani masażu partnerskiego? Na czym to polega?
- Krótko mówiąc chodzi o to, żeby kobieta i mężczyzna zrobili sobie przyjemność masując się nawzajem. Jest taki mit, że kobiety w ciąży się nie rusza, ona ma leżeć. A to najgorsze, co można zrobić. Kobieta, której nikt nie dotyka jest sfrustrowana. Oczywiście pomijając przypadki, kiedy ewidentnie panie są w nastawieniu: nie ruszaj mnie. Kobiety w ciąży mają nagminnie bóle odcinka lędźwiowego, barków, stóp, więc ja sobie nie wyobrażam, żeby ich nie masować. Wypada, żeby się zrewanżować partnerowi, więc może zrobić mu masaż głowy czy dłoni, nie jest to zbyt obciążające. Jest to przyjemne dla obojga. Ludzie powinni okazywać sobie ciepło, uczucie na każdym etapie związku. Kobieta w ciąży musi dostawać dużo tego rodzaju ciepła, to bardzo ważne.

Wśród licznych zajęć, które pani prowadzi jest też nauka chustonoszenia dla młodych mam. Czyli jest pani zwolenniczką noszenia maluchów w chuście?
- Tak, ale trzeba do tego podejść rozsądnie, z głową. Nie zawijamy dziecka w chustę rano i odwijamy dopiero wieczorem. Maluszek też musi się swobodnie ruszać, żeby się rozwijać.

Dla kogo to jest lepsze – dla mamy czy dla dziecka?
- Myślę, że dla obojga może być dobre, jeśli tylko nie ma przeciwwskazań u dziecka. Jeżeli mama zastosuje odpowiednie wiązanie, to może odciążać jej plecy. Ma również dwie ręce wolne, a czasami w domu to się przydaje. (śmiech) Te dzieciaczki, które są określane mianem high needs baby, czyli wymagające więcej uwagi i troski, możemy wtedy cały czas przytulać, miziać, głaskać. Chusta w tym pomaga, choć należy pamiętać, że to nie jest lekarstwo na wszystko i należałoby poszukać przyczyny takiego stanu rzeczy.

Do którego miesiąca można w ten sposób nosić dziecko?
- Tak naprawdę, ile mama da radę dźwigać. I ile dzieciaczek będzie chciał w ten sposób być noszony. Wózek i chusta na przemian to najlepsze rozwiązanie.

Organizuje pani dla gryfinian warsztaty z zakresu rozwoju psychoseksualnego dziecka. Zdradzi pani, o czym można wówczas porozmawiać?
- To spotkanie kierowane jest do rodziców dzieci żłobkowych i przedszkolnych. Podczas zajęć rozmawiamy o masturbacji dziecięcej, zabawach pseudoerotycznych, seksualnych pytaniach najmłodszych oraz trzech najważniejszych seksualnych odkryciach dziecka – czyli o sytuacjach, które często niepokoją rodziców. Dorośli nie wiedzą, jak reagować – czasami zakazują tych „dziwnych” zachowań, krzyczą, stosują kary, czasami udają, że „nie widzą”. W wymienionych sytuacjach najważniejsze jest ustalenie przyczyny, czyli np. dlaczego dziecko się masturbuje, czy jest to wywołane ciekawością, chęcią poznania własnego ciała, czy być może jest to sposób na rozładowanie negatywnych emocji. Ustalenie przyczyny podpowie nam co robić i czy faktycznie mamy powody do niepokoju – jeśli obawy się potwierdzą, konieczna może być wizyta u seksuologa. Ja ze swojej strony - jako edukatorka seksualna - mogę zwrócić uwagę na kilka istotnych kwestii. Bywa, że rodzice niepokoją się pytaniami dzieci: skąd się wziąłem, co robiliście z mamą w sypialni, dlaczego Janek ma siusiaka, a ja nie? Odpowiadać należy na temat, zawsze prawdę. Między bajki należy schować historie o bocianach i kapuście, które wprowadzają dzieci w błąd. Nie chodzi o to, aby wyciągać atlas anatomiczny i wszystko rozkładać na czynniki pierwsze – odpowiedź na pytanie dziecka powinna być dostosowana do wieku. Między innymi o tym porozmawiamy już lada dzień w Gryfinie.

Dużo jest fizjoterapeutek intymnych w Polsce?
- W Szczecinie z tego co się orientuje jest pięć, w Gryfinie jestem tylko ja. Ogólnie zachodniopomorskie kuleje pod tym względem, jeśli chodzi o taką kobiecą i okołoporodową pomoc.

Co pani lubi najbardziej w swojej pracy?
- To moja pasja, cieszę się, że moje życie potoczyło się tak, że mogę pracować z kobietami. A wszystko zaczęło się od tego, że kiedy sama zaszłam w ciążę, zobaczyłam, że czegoś mi potrzeba, czegoś brakuje. O wielu sprawach się nie mówi, na mnóstwo pytań nie dostałam odpowiedzi. Dlatego zaczęłam się w tym kierunku sama kształcić. To niesamowita praca, w której bardzo cenię rozmowy z kobietami, wspieranie par, które mają problemy. To jest zajęcie, które daje efekty i ma sens, bo to wszystko jest prawdziwe.

Na koniec luźne pytanie – jak się pani mieszka w Gryfinie, lubi pani nasze miasto?
- W Gryfinie mieszkam od około sześciu lat, jednak dopiero kiedy na świat przyszedł mój syn Artur, miałam okazję bardziej poznać miasto i ludzi – zwłaszcza inne mamy. Wcześniej pracując i ucząc się w Szczecinie nie było okazji. Podoba mi się, że jest „u nas” mnóstwo wspaniałych i aktywnych kobiet, które robią bardzo ciekawe rzeczy. Ostatnio brałam udział w zajęciach z samoobrony, jakiś czas temu było spotkanie z coachem, bal karnawałowy czy sobotni aktywny poranek, gdzie można się trochę poruszać – za tym wszystkim stoją kobiety, którym „się chce” i to bardzo pozytywnie nakręca. Jeśli więc ktoś mówi, że w Gryfinie nic się nie dzieje jest w błędzie. Uwielbiam chodzić z moim trzyletnim synkiem do oddziału dziecięcego biblioteki publicznej, gdzie nie brakuje ciekawych książek dla dzieci, a przy okazji jest przestrzeń do zabawy. Po drodze zawsze wstępujemy do sklepu zoologicznego pooglądać zwierzaki i porozmawiać z ekspedientką. Trochę mi żal, że mamy mało zieleni – jeden park to zdecydowanie za mało. Jestem pewna, że zgodzą się ze mną wszystkie mamy, które na urlopie macierzyńskim przemierzyły park wzdłuż i wszerz. Ubolewam też, że na nocnej opiece zdrowotnej nie przyjmuje pediatra i w sytuacjach nagłych trzeba jechać do szpitala w Zdrojach.

 

 Rozmawiała Barbara Gmiter

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu