eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

[RELACJA NA ŻYWO] Trwa proces w sprawie ataku pizzą

Autor: Tomasz Obacz

Ruszyła pierwsza rozprawa przeciwko radnemu powiatowemu, który w lipcu poprzedniego roku przed budynkiem gryfińskiego sądu rozsmarował innemu mężczyźnie pizzę na twarzy. - Zostałem sprowokowany przez pana S. – tak zaczął swoje zeznania Marek B.

 Sprawę rozsmarowania pizzy na twarzy przechodnia przez radnego szeroko opisywaliśmy na naszych łamach. Zajęła się nią również gryfińska prokuratura. Do Sądu Rejonowego trafił pod koniec poprzedniego roku akt oskarżenia przeciwko Markowi B. Został on oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej pokrzywdzonego.

- Przyznaję, że naruszyłem nietykalność cielesną pana S. Działałem w emocjach. Zostałem przez niego sprowokowany i w tym zakresie złożę wyjaśnienia – tak zaczął Marek B.

W sądzie są dziennikarze. Dziś zeznawać będzie także jeden z policjantów obecnych na miejscu zdarzenia.

 

AKTUALIZACJA: "Aby ochłonął"

Kolejne zeznania radnego:

- Ten pan oparł pudełko na moich brzuchu i tym pudełkiem mnie popychał. Wszystko dalej działo się już nagle. Wyciągnąłem z tego pudełka kawałek pizzy i moim zamierzeniem było położenie temu panu pizzy na głowie. Aby ochłonął - mówi Marek B.

 

AKTUALIZACJA: "Wreszcie policja. Jestem bezpieczny"

- Chcę tutaj dodać, że niezwykle łatwo udało mi się otworzyć to pudełko. Proszę zrobić taką próbę sobie w domu, czy łatwo jest otworzyć pudełko trzymane przez kogoś w jego dłoniach. Chcę zwrócić uwagę na coś, co w zasadzie przyszło mi do głowy wczoraj. Proszę zobaczyć, jak było pudełko trzymane. Było trzymane wiekiem w kierunku zewnętrznym. Wydaje mi się, że naturalnym jest, że jeżeli się idzie z pudełkiem pizzy, to to wieko ma się do siebie – mówi Marek B., dodając: Wtedy jak spod ziemi wyrósł policjant. Nieumundurowany. Złapał mnie za łokieć i wyprowadził z tego zgromadzenia. Przez chwilę poczułem ulgę. Pomyślałem: wreszcie policja, jestem bezpieczny. Znamiona tej agresji pana S. były nie tylko tak przeze mnie odebrane, ale również przez innych uczestników tego zajścia

 

AKTUALIZACJA: "Spotkałem się ze współczuciem"

Dalsze zeznania Marka B.:

- W obecności policjantów powiedziałem, że jestem w stanie zapłacić za pizzę i podać rękę na zgodę, ale warunkuje to tym, że pan S. przeprosi mnie za bezpodstawne i publiczne nazwanie mnie chamem. Ale pan S. był skoncentrowany chyba bardziej na sobie i słyszałem, że powinienem mu zapłacić nie tylko za pizzę, ale i za fryzjera. Podczas samych czynności czułem od pana S. zapach alkoholu - relacjonuje radny. - Po zdarzeniu bardzo często zaczepiano mnie w sklepie, zarówno ci co uczestniczyli, ale i ci co widzieli to na filmach. Spotkałem się ze współczuciem tych ludzi. I niedowierzaniem, że taka agresywne zachowanie pana S. nie spotkało się ze zdecydowana reakcją policji - opowiada Marek B.

 

AKTUALIZACJA: "Niczego nie oczekują od pana S."

- Potrafię wnieść się ponadto i w tej chwili, przeprosić pana S. za to, że pozbawiłem go posiłku. Doszedłem do wniosku, że ja w zasadzie od pana S. nic nie oczekuje. I jego przeprosiny też nie są mi potrzebne. Nie będę odpowiadał na zadane pytania oskarżyciela pokrzywdzonego, jego pełnomocników oraz prokuratura - kończy Marek B.

Teraz czas na przesłuchanie kolejnych świadków, m.in. obecnego na miejscu zdarzenia policjanta.

Jak zachowywał się oskarżony i pokrzywdzony - pyta Sąd.

- Pan S. w naszej obecności był oburzony zachowaniem pana Marka B. – odpowiada policjant.

Czy wyczuł woń alkoholu?

- Absolutnie. Ani u jednej, ani u drugiej ze stron nie wyczułem – twierdzi policjant.

 

AKTUALIZACJA: Zeznaje pokrzywdzony S.

Zeznaje pokrzywdzony:

- W bardzo krótkim okresie, po tym jak przystanąłem przy tych osobach przy grzybku usłyszałem bardzo blisko swojej osoby wybuch petardy. W tym momencie straciłem ochote na dalsze rozmowy. Było to być może 5 minut. Udałem się dalej, do pizzerii, by zakupić obiadokolacje. Po zakupie pizzy udałem się tą samą drogą z powrotem w kierunku przejścia przed sądem. Tam spotkałem czterech policjantów stojących przy grzybku. Przeprowadziłem z nimi krótką rozmowę. Jeden z nich poinformował mnie, że osoby które stały przy grzybku, gdzie z nimi rozmawiałem wcześniej, udały się w jakimś kierunku. Podziękowałem za te informacje i chyba powiedziałem, że z nimi nie przyszedłem i nie interesuje mnie, gdzie poszły. W tym momencie zaproponowałem policjantom: panowie, pizza jest duża, to może po kawałku? Powiedzieli, że są na służbie i odmówili. W tym momencie obrałem najkrótszą drogę do domu – mówi S.

Dlaczego akurat tę drogę? Za chwilę dalsze jego zeznania.

 

AKTUALIZACJA: Mówiłem, przepraszam mam gorącą pizzę

Teraz opis samego do zdarzenia.

- Widząc to przejście nie dotykając nikogo, wypowiadając słowa kulturalnie, przepraszam mam gorącą pizzę, chciałbym przejść. Widzę jak coś na mnie leci i próbuje mnie pchnąć. Próbowałem uniknąć uderzenia. Zrobiłem unik, ale moje ciało nie było na tyle elastyczne. Poczułem pchnięcie w miednicę. A następnie potrąciłem z drugiej strony obcą mi osobę. W tym momencie się zatrzymałem i obróciłem się trzymając pizzę. Zobaczyłem osobę pana Marka. Pamiętam, że zadałem pytanie o intencje pchnięcia mnie. Z tego co pamiętam nie było rozmowy. Wyciągnął całą pizzę, a następnie uderzył mnie nią w twarz. I wcierał mi ją. Nie wiem czy ta osoba próbowała mi zrobić krzywdę na siłę. Nie było to zwykłe wyjęcie i położenie na twarz. Było to uderzenie i wcieranie – mówi S.

A po chwili dodaje:

- W tym momencie poczułem szarpnięcie za ramię. Przedstawiła się ta osoba jako policjant. Wykrzyknąłem wtedy słowa o co chodzi. Powiedział, abym poszedł z nim na bok. Gdy napastnik umieścił pizzę na mojej twarzy usłyszałem nagle te wszystkie osoby, które znajdowały się w tym miejscu. Byłem trochę skołowany, bo te osoby tak jakby nie popierały tego czynu, który oskarżony popełnił – opowiada S.

Zamykamy relację na żywo.

O tym co mówili inni świadkowie oraz jak wyglądała ostatnia część pierwszej rozprawy przeczytacie tylko w Gazecie Gryfińskiej, ponieważ nasz dziennikarz, jako jedyny z dziennikarzy wytrwał na sali do końca rozprawy.

 

to/km

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu