eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Trzydzieści pięć lat temu zmarł Lechosław Paruszewski. Przypominamy legendę Polonii i Energetyka

Chociaż dzisiaj jest osobą nieco zapomnianą, w latach sześćdziesiątych jego nazwisko znał każdy mieszkaniec Gryfina. Lechosław Paruszewski był bowiem nie tylko znakomitym bramkarzem, który zagrał 45 minut w nieoficjalnym meczu reprezentacji Polski, ale także uznanym trenerem i autorytetem. Od tragicznego wypadku, w którym stracił życie, minęło właśnie trzydzieści pięć lat

Jedną z ostatnich osób, które rozmawiały z Lechosławem Paruszewskim był Marek Blumka.

- Prowadziłem indywidualny trening na stadionie z Władkiem Kowalkowskim. Staliśmy za bramką, od strony siedziby klubu. Rzucałem mu piłkę, gdy usłyszałem głos Leszka: „Za krótko mu rzucasz, weź rzuć mu dalej”. Paruszewski był oparty o ogrodzenie i obserwował nas. Wiedział o czym mówił, był nie tylko świetnym bramkarzem, ale również trenerem, fachowcem i autorytetem. Kowalkowski „wychował się” zresztą przy nim – wspomina Blumka.

Był 12 października 1983 roku, za kilka godzin Pogoń Szczecin miała rozegrać mecz z Widzewem Łódź.

- Gdy skończyliśmy trening, Leszek spytał mnie czy jadę z nim na mecz. Z Gryfina wybierała się spora grupa, mieliśmy załatwiony autobus i zaproponowałem mu, by pojechał z nami. Machnął jedynie ręką i powiedział, że woli swoim. To był ostatni raz kiedy go widziałem – mówi Blumka.

Pogoń wygrała z Widzewem 2:0, lecz Paruszewski nie zobaczył zwycięstwa drużyny, której był wychowankiem. Nie dotarł na mecz, ginąc tragicznie kilka kilometrów od Gryfina.

- Jego Fiat zatrzymał się na betonowym cokole z napisem „Szczecin”, znajdującym się między Radziszewem a Kluczem, przy wjeździe na autostradę. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero po powrocie do domu – wspomina 27-letni wówczas trener.

- Nie mogłam w to uwierzyć. Był młodym, wysportowanym człowiekiem, który odszedł tak nagle – głos Teresy Paruszewskiej grzęźnie w gardle. - Poznałam go jako sportowca, sport towarzyszył nam przez całe wspólne życie. Cały czas tylko sport i sport. Do ostatniego dnia - dodaje po chwili.

 

Dwustronnicowy artykuł o Paruszewskim znajduje się w aktualnym wydaniu Gryfińskiej.

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu