eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Dekada niestabilności

Jedenastego kwietnia 2008 roku przypadła dziesiąta rocznica wyboru Marka Hipsza na prezesa Klubu Sportowego Energetyk Gryfino

 

- Obecne wybory zarządu do Energetyka były bardzo burzliwe. Wielu członków podkreślało, że nie pamięta takich emocji związanych z wyborem nowego zarządu. Członkowie klubu podzielili się na dwa obozy (…). Zgromadzenie rozpoczęło się o godzinie 17.00, a skończyło przed północą – relacjonował Kamil Miler, jeszcze jako dziennikarz 7 Dni Gryfina. Chociaż zapewne nie był tego do końca świadomy, uchwycił słowo, które idealnie oddaje rządy Marka Hipsza. Jego dekada była (i wciąż jest) burzliwym okresem balansowania między pozorną stabilizacją a destabilizacją, sukcesem a porażką, miłością i nienawiścią. Czasem, w którym nikt nie mógł narzekać na nudę i brak emocji. Nie było rozgrywek, w których piłkarski zespół nie walczyłby o „wyższe” cele. Drużyna każdorazowa biła się albo o awans, albo o utrzymanie. Nie było ani jednego okresu przejściowego, spokojnego bytowania w środku tabeli i czekania na wakacje.

Bilans dziesięciolecia to cztery mistrzostwa ligi, dwie walki o utrzymanie do ostatnich kolejek i cztery sezony „pod kreską”. Do tego należy dołożyć po jednym razie szczypiornistów, którzy w 2009 roku weszli do 1.ligi, by po sezonie z niej spaść.

Walka o „wyższe cele” cieszyła zarówno kibiców, jak i lokalnych dziennikarzy. Pierwsi mogli emocjonować się sukcesami i nawiązywać do złotych lat klubu. Przedstawiciele mediów nieustannie mieli natomiast o czym pisać. Jeśli nie o meczach i bramkach, to o kontrowersjach i problemach, których nie brakowało. Tylko pozornie był to atrakcyjny okres. Energetyk od lat funkcjonował jako kolos na glinianych nogach, co w końcu doprowadziło do jego upadku.

- Pieniędzy nie było już w 2009 roku, gdy za trenera Minkwitza wywalczyliśmy pierwszy awans do 3.ligi. Przez dziesięć lat były sukcesy, ale co z tego, skoro w tym czasie ani przez chwilę klub nie funkcjonował jak powinien? – kwituje Łukasz Łazarz, jeden z ważniejszych współpracowników Hipsza w drugiej dekadzie jego rządów. Szykując materiał o działaniach prezesa starałem się przedstawić jego postać wielopoziomowo, sięgając po różne perspektywy. Stąd – odrzucona przez Hipsza – propozycja wywiadu oraz próba zebrania wspomnień z ust jego najbliższych współpracowników. Bardzo trudno było znaleźć osobę, która zechciałby wypowiedzieć się pozytywnie o prezesie Energetyka. Wielu, przez przyzwoitość, odmówiło komentarza, spora część wypowiedziała się negatywnie. W pozytywnym świetle prezesa ukazał jedynie Lesław Duma, kierownik sekcji kajakarstwa. To niesamowicie wymowne.

Chociaż lista przewinień Hipsza jest długa, większość sprowadza się do jednego – prezes nie potrafi rozmawiać i radzić sobie z ludźmi. Każdą porażkę zrzucał na barki innych, obrazowo i ekspresyjnie przedstawiając swoje racje. Gdy w styczniu nie stawił się na spotkaniu z piłkarzami, tłumaczył, że to wina Łukasza Łazarza, który miał przekazać kolegom informację o absencji. Gdy zarzucano mu, że nie zadbał o 3-ligowy budżet, uznał, iż władze miasta obiecały mu więcej i to one nie dotrzymały słowa. Rozmowa o braku sponsorów? To wina lokalnych przedsiębiorców, którzy nie chcą dawać. Najbardziej lubił jednak zasłaniać się zawodnikami.

- Za bardzo zaufałem piłkarzom – powiedział w ostatnim wywiadzie udzielonym naszej gazecie (19.07.2011 r.), w rozwinięciu myśli zarzucając wychowankom pazerność, lenistwo i brak ambicji.

- Prezes powiedział w wywiadzie, że nauczył się rozmawiać z zawodnikami. To dziwne, bo w ostatnim sezonie praktycznie z nami nie rozmawiał!! Energetyk nigdy nie ratował mi życia jeśli chodzi o pieniądze. Grałem w nim dla przyjemności. Strasznie razi mnie to co prezes mówi na mój temat. Stwierdził, że nie dogadaliśmy się, bo chciałem większe pieniądze, podczas gdy my o tym nie rozmawialiśmy. Na dobrą sprawę w ogóle nie rozmawialiśmy. Hipsz nie odezwał się, a ja nie chciałem zostać na lodzie, więc odszedłem – na zarzuty prezesa odpowiedział w 2011 roku Marcin Łapiński.

Po siedmiu latach jego postawa w tym względzie jest jeszcze bardziej zajadła i krytyczna. Uwagę na to zwraca Łazarz, który wie o czym mówi. Był bowiem w każdym zespole Hipsza, od 2008 do 2018 r.

- Kiedyś były inne zasady. Prezes Hipsz przychodził do nas praktycznie co tydzień, rozmawiał, tłumaczył, motywował. Nic ta rozmowa nie dawała, ale zespół widział, że mu zależy, że szanuje zawodników. W ostatnim sezonie piłkarze widzieli prezesa może raz na pół roku? – komentuje „Łazi”.

Na równi z piłkarzami, w roli antagonistów prezes lubi ustawiać lokalnych dziennikarzy. Analizując szereg jego wypowiedzi zauważalne jest, że Marek Hipsz nie rozumie zadań jakie stawiają przed sobą współczesne, nowoczesne media.

- Moim zdaniem inna powinna być rola gryfińskiej prasy. Doszukujecie się sensacji, bawicie w dziennikarzy śledczych a nie opisujecie emocji sportowych. To negatywnie płynęło na atmosferę przed walnym. Rolą lokalnej prasy sportowej powinno być jednoczenie wokół klubu, pomaganie, relacjonowanie, a nie ciągła krytyka – wyżalił się tuż po wyborach w 2012 roku w rozmowie z Dariuszem Jachno, nie przyjmując argumentów redaktora N7DG, iż „rolą dziennikarza jest doszukiwanie się problemów i zadawanie trudnych pytań. Nawet wówczas, gdy pozornie wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku”.

Problem w tym, że Hipsz nie lubi trudnych pytań, ma na nich alergię i unika ich jak ognia. W jego imieniu z prasą rozmawiali Marek Suchomski, Andrzej Kejs i Łukasz Łazarz. Teraz czyni to Bogdan Kosmalski, któremu w ostatnich tygodniach Hipsz nieformalnie przekazał pałeczkę (o czym szerzej piszemy na stronie obok). Na jak długo? Zapewne nie na zawsze. Zdaje się, że mamy do czynienia z ciszą przed burzą, a jak wiadomo Marek Hipsz uwielbia pioruny i grzmoty.

 

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu