eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Dobrze się stało

Informacja o tym wywołała przed sezonem u piłkarzy wściekłość. W pierwszym odruchu, solidarnie ogłosili oni zakończenie gry w Energetyku. Chociaż zapewniali, że ich zapowiedzi zostaną spełnione, ostatecznie jedynie Sebastian Szych zdecydował się na taki ruch, wykazując się konsekwencją. Pozostali gracze uznali, że szkoda porzucać klub, w którym spędzili całe piłkarskie życie. Klub, którego w stanie obrzydzić im nie jest nawet Marek Hipsz i szereg jego działań

A-klasa miała być dla gryfińskiego klubu ucieleśnieniem jego upadku. Na naszych łamach pojawiły się głosy środowiska, które nie pozostawiały wątpliwości, że rezygnacja z gry w klasie okręgowej jest skandalem.

- To policzek dla klubu z tradycjami – mówili kolejni piłkarze, trenerzy i działacze.

W głównym rozrachunku decyzja Hipsza o przystąpieniu do A-klasy okazała się… słuszna. Każdy, kto oglądał jesienią poczynania naszego zespołu i orientuje się w meandrach „wyższych lig” ma świadomość, że Energetyk nie pasuje nawet do klasy okręgowej. Nie mam tu na myśli sfery organizacyjno-finansowej (wszak klub dostał w poprzednim roku 210 tysięcy złotych, podczas gdy 4-ligowe Morzycko dysponowało budżetem w wysokości 80 tys. zł…). Dzisiejszy Energetyk nie dałby sobie rady w okręgówce. Podopieczni trenera Marcina Łapińskiego pokazali to szczególnie w drugiej części rundy, gdy przegrali z każdym „mocniejszym” przeciwnikiem. Skoro nie sprostali Inie Ińsko, Czciborowi Cedynia i Orkanowi Suchań, jak wyglądałyby ich szanse w potyczce choćby z Flotą Świnoujście, Odrą Chojna, Ogniwem Babinek, czy nieoczekiwanym wiceliderem, Iskrą Golczewo? Cebulski, Łazarz i Prawucki przejechaliby się po dawnych kolegach. Tak samo jak Krzysztof Sobieszczuk i jego Iskierka Szczecin.

W moim odczuciu zgłoszenie drużyny do A-klasy było najlepszą z możliwych decyzji. W klasie okręgowej Energetyk czekałyby trudne spotkania i prawdopodobnie upokorzenia. W A-klasie życie toczyło się natomiast powoli, a nowy trener miał możliwość budowy. Pomijając fakt, że od kilku lat seniorzy KSE są w permanentnej budowie, po upadku drużyny i wycofaniu z 3.ligi Energetyk potrzebował takiego sezonu, jak bieżący. Przeświadczenie o niskim poziomie rozgrywek pozwoliło oprzeć skład w niemal stu procentach na wychowankach i wprowadzić do zespołu młodych piłkarzy. W klasie okręgowej każdy mecz toczyłby się o życie, a w A-klasie szansę na ogranie otrzymują zawodnicy, którzy jeszcze kilka lat temu nie mieliby szans na grę w Energetyku. Przez lata pomijani, w końcu dostają swoją szansę, sprawiając, że klub odzyskuje swój lokalny charakter. A w kolejce czekają kolejni wychowankowie. Niemal pewne jest, że piłkarzami Energetyka zostaną Łukaszowie: Szandruk, Deptuła i Turtoń.

Mam mieszane uczucia co do tych zapowiedzi. Z jednej strony powroty doświadczonych i lubianych zawodników mogą przyciągnąć na trybuny więcej kibiców. Obserwując sytuację i słuchając wypowiedzi działaczy, zakładałem jednak, że w najbliższym czasie trenerzy postawią na klubową młodzież. Jesienią mieliśmy zresztą tego zapowiedź, gdy Łapiński coraz odważniej stawiał na nastolatków. Tymczasem klub sprowadza 31-, 34- i 35-latka i to w dodatku na silnie obsadzone pozycje.

Nie dostrzegam w działaniach trenera jakiejkolwiek wizji. Tak naprawdę to nie zawodnicy ofensywni są brakującym ogniwem zespołu. Wzmocnień, w pierwszej kolejności wymaga defensywa, a w szczególności pozycja na lewym boku obrony. Znacznie cieplej przyjąłbym informację o transferze Darka Bucińskiego, niż Łukasza Turtonia, który nie ma szans w rywalizacji z Patrykiem Deptułą, Szymonem Wierzchowskim, Hubertem Perżyło, Kamilem Makułą, czy Markiem Lipką, a będzie zabierał minuty, które „należą się” juniorom.

Zresztą jesienią to nie w personaliach był problem. Patrząc na kadry innych zespołów z A-klasy, Energetyk prezentował się pod tym względem więcej, niż solidnie, mając w składzie piłkarzy ogranych na 3-ligowym poziomie. Dla wspomnianych zawodników oraz Gracjana Żeglina, klasa „A” nie jest wymagającym polem. Problem w tym, że naszym graczom około 70 minuty odcinał się tlen. Wszystkie ważne mecze Energetyk przegrał w końcówkach, gdy resztka sił nie pozwalała na zabezpieczenie dobrego wyniku. Złośliwi mówili przed sezonem, że trener Łapiński nie otworzył latem kantorka, w którym znajdują się piłki lekarskie i sztangi. Koniec rundy pokazał, że przygotowanie fizyczne do sezonu kuleje, a zawodnicy „jadą na oparach”. Jeśli Energetyk nie chce spędzić kolejnego sezonu w A-klasie, lecz sukcesywnie wzmacniać swoją pozycję, zimą powinien trenować więcej niż raz w tygodniu, jak miało to miejsce do tej pory.

Godny odnotowania wydaje mi się jeszcze jeden aspekt. W moim odczuciu informacja o kolejnych porażkach i zajęciu przez KSE tylko szóstego miejsca na półmetku rozgrywek zostały przyjęte z ogólną obojętnością. Nie przejął się tym praktycznie nikt, włączając w to samego trenera i piłkarzy. W połączeniu z niewielką ilością kibiców na trybunach jest to mocno niepokojące. Zawodnicy i ich poczynania, interesują coraz mniej mieszkańców miasta. Mimo, że zespół niemal w stu procentach składa się z wychowanków i osób z regionu, trybuny wciąż są puste. Markowi Hipszowi udało się doskonale obrzydzić gryfinianom futbol i ukochaną drużynę. O skali upadku poświadcza moje ulubione zdjęcie, na którym Jan Jucha pokrzykuje do podopiecznych, podczas inauguracji 3.ligi w sezonie 2009/10. Za jego plecami widać rzesze kibiców. Według klubowych statystyk, na stadionie pojawiło się wówczas półtora tysiąca osób. Obawiam się, że te czasy mogą już nie wrócić, bez względu na ligę, w której będzie występował Energetyk i procenta zawodników pochodzących z miasta i najbliższego regionu.

 

Grzegorz Racinowski

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu