eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Kiedy rozmawiać z mediami a kiedy tego nie robić

W czasie niedawno zakończonych Zimowych Igrzysk Olimpijskich, polska biathlonistka Weronika Nowakowska, za pośrednictwem Instagrama powiedziała kibicom, gdzie byli i co widzieli. Kilka dni później jej reprezentacyjna koleżanka Krystyna Guzik odmówiła wywiadu TVP, pośrednio zrzucając winę za wyniki na dziennikarzy.

To charakterystyczne nie tylko dla zawodowych sportowców. Sam kilka tygodni temu, czytając komentarze na portalu egryfino.pl dowiedziałem się, że jestem winien upadkowi Energetyka. Jak tłumaczył twórca tej teorii (anonimowy, oczywiście) zniszczyłem drużynę, bo pisałem… co dzieje się w klubie. A przecież mogłem skłamać i udawać, że wszystko jest dobrze. "To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać." – słowa Kisiela wciąż nie straciły na aktualności.

Anonimowe komentarze to jedno. Gorzej, gdy dziennikarzy, jako antagonistów traktują sportowcy. Konflikty na linii zawodnicy-prasa nie są wypadkową naszych czasów. Kłótnie między obiema grupami toczą się od wielu lat, zmieniły się jednak realia. W dobie Facebooka, Twittera, czy wspomnianego Instagrama przepływ informacji jest dużo szybszy niż przed 50-laty. Wyniki nie napływają z odległej Japonii z kilkudniowym opóźnieniem, wobec czego głos w debacie momentalnie mogą zabrać kibice. Gdy reprezentant kraju odmawia komentarza, wybucha burza. Co oczywiste, fani stają w takich sytuacjach zarówno po stronie dziennikarza, jak i zawodnika. Wielu, zwracając uwagę na strukturę finansowania sportu z publicznych pieniędzy, wymaga od sportowca skomentowania swojego występu, oburzając się na odmowę wypowiedzi, tak jak miało to miejsce w przypadku biathlonistek w Pjongczangu.

Kilka tygodni temu zwróciłem się z prośbą o wypowiedź do Darii Orzechowskiej, która nie miała ochoty rozmawiać ze mną na temat swoich międzynarodowych występów, w których kończyła udział na pierwszej rundzie.

Żyjemy w czasach, w których dziennikarz nie potrzebuje sportowca, by napisać artykuł o jego wynikach. Kilka godzin po zawodach, na stronie internetowej można znaleźć nie tylko komplet rezultatów i statystyk, ale także nagrania wideo, bogatą fotorelację. To jednak suche fakty, które stanowią, o tym, że zawodnik, jak w przypadku Darii, przegrał w pierwszej rundzie. Prasa, telewizja i radio dają sportowcom szansę zarysowania szerszego tła, ukazania problematyki, bądź zwykłego przyznania, iż tego dnia rywal był w lepszej formie. Tak sprawy funkcjonują od początku istnienia zawodowego sportu.

Tworząc swój dział w Gazecie Gryfińskiej staram się czynić to jak najdokładniej i jak najpełniej. Nie zamykam się we własnym światopoglądzie. Uważam, że najciekawsza jest różnorodność treści i opinii. Z tego względu zapraszam do współpracy trenerów i działaczy, których felietony można regularnie przeczytać na 28 stronie (dotąd byli to Sebastian Kuchcik, Kuba Blejsz, Piotr Bykowski, Marcin Kochanowski, Sebastian Rożko, Jerzy Miler, a za tydzień Dariusz Żołnowski).

W pośredni sposób sportowe łamy tworzą też nasi czytelnicy. Często cytuję komentarze internetowe, bądź odnoszę się w tekstach do pytań, które w interenecie zadają mieszkańcy gminy. Pod publikacjami dotyczącymi walki Darii o igrzyska coraz częściej pojawia się kwestia: co na ten temat sądzi sama zainteresowana? Nie wiadomo, bo nie chce rozmawiać z mediami. Teoretycznie ma do tego pełne prawo. Denis Urubko, który bezskutecznie atakował zimą szczyt K-2, za wywiad dla „Przeglądu Sportowego” zażyczył sobie czterech tysięcy złotych (ostatecznie na propozycję zgodziło się radio Weszlo.fm), uznając, że nie ma obowiązku publicznego uzewnętrzniania się. Sęk w tym, iż w przypadku gryfińskiej karateczki sponsorami wyjazdów do Niemiec, Austrii, Hiszpanii i Japonii są mieszkańcy Gryfina. Nie licząc dotacji z budżetu miasta, którą otrzymało Kamikaze, na przełomie roku burmistrz Paweł Nikitiński przekazał zawodniczce 10 tysięcy złotych na zawody w odległej Okinawie. Nie uczynił tego ze swoich prywatnych środków, lecz z pieniędzy podatników. Orzechowska może stać przy swoim i tłumaczyć, że nie chce rozmawiać konkretnie z nami, z redaktorem Racinowskim. Dlaczego jednak udzielała nam informacji, gdy opisywaliśmy jej sukcesy na Mistrzostwach Świata i Mistrzostwach Europy federacji CIKA? Wysyłała swoje zdjęcia z pucharami, snuła wizję planów na przyszłość oraz informowała o przyszłych startach? Wtedy Gazeta była cacy, a teraz jest be? To niekonsekwencja, podyktowana wiadomymi względami: „wtedy” było dobrze, „teraz” jest źle.

To nie tylko moje zdanie. Mieczysław Sawaryn, czytając jedną z naszych publikacji, w których przepytywaliśmy przedstawicieli sportowego środowiska, oburzył się na wypowiedź Marka Saneckiego. A raczej na jej brak. Trener i kierownik Delfa jako jedyny z lokalnych działaczy nie skomentował podziału środków z budżetu na zadania z kultury fizycznej, konstatując, że nie rozmawia z naszą gazetą. I już.

Burmistrz uznał, że osoba, która otrzymuje publiczne pieniądze na wyjazdy i szkolenie nie ma prawa odmówić kibicom i mieszkańcom komentarza, jak te pieniądze zostały wydatkowane. Tymczasem w Gryfinie zrobiła się z tego mała tradycja. Od blisko sześciu lat z mediami nie rozmawia Marek Hipsz. Prezes Energetyka Gryfino obarcza dziennikarzy za całe zło, które dzieje się w klubie. Nie dopuszcza też sympatyków do wchodzenia w poczet członków KSE. Wspomniany Sanecki, w 2016 roku obwinił media za zniszczenie kilku pokoleń gryfińskich triathlonistów. Na pytanie, w jaki sposób to uczyniliśmy, odrzekł, że odpowie, gdy na pierwszej stronie „przeprosicie za szkody, które gazeta wyżądziła dzieciom, młodzieży, Gryfińskiemu Klubowi Delf, mi osobiście i mojej rodzinie!” (cyt. za sanecki.club).

Teraz do tego grona dołączyła Daria Orzechowska, co jest niepokojące. Mowa bowiem o wojowniczce, która wróciła po kilku latach przerwy, by walczyć o swoje marzenia. Nawet jeśli nie uda jej się pojechać na igrzyska, to cóż z tego? Daria doskonale wie, że sport to nie tylko łzy radości, ale też smutek i konieczność pogodzenia się z porażką. Ważne jednak, by nie przegrać jednocześnie na wszystkich możliwych płaszczyznach.

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu