eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Kim był Florian Geisler?

Ilekroć słyszałem o Florianie Geislerze, a zawodnicy i działacze mówią o nim nieprzerwanie odkąd pracuję w gazecie, ciekawość wzrastała. Przez tych kilka lat na moją wyobraźnię oddziaływała nie tylko osoba dawnego prezesa Energetyka i Polonii, ale klimat epoki, w której funkcjonował. Ówcześni, a mam tu na myśli współpracowników, otoczyli Geislera nimbem, tworząc legendę o „prezesie ubeku”, który mógł wszystko. Hagiografia? Pan Florian zasłużył na wnikliwsze potraktowanie. Zasadne wydało mi się więc rozszerzenie perspektywy o działalność zawodową Geislera. Bez tego wątku, obraz postaci i opisywanych czasów byłby zniekształcony.

To dzięki pracy w aparacie bezpieczeństwa mógł dokonać wszystkiego, za co został zapamiętany. Wysokie stanowisko w bezpiece pozwoliło mu stać się skutecznym działaczem, który rozsławił Polonię, a następnie Energetyk. Oba kluby były jego wizytówką i oczkiem w głowie. Ówcześni piłkarze otrzymywali wszystko o czym tylko zamarzyli: sprzęt, wyżywienie, wyjazdy na obozy i mecze do DDR, a wraz ze zwiększeniem oczekiwań, etaty w Dolnej Odrze. Im więcej wiedziałem o „tamtych czasach”, utwierdzałem się w przekonaniu, że nie ma lepszej osoby do zobrazowania dziejów lokalnego sportu oraz przemian społeczno-polityczno-gospodarczych, jakie zachodziły w naszym regionie między 1945 a 1989 rokiem niż Florian Geisler. W ten sposób trzy strony tekstu stały się czterema, by w końcowej fazie rozrosnąć się do niemal siedmiu. A reportaż, na który zaplanowałem trzy tygodnie, zajął mi niemal pół roku.

W moim autorskim odczuciu największa atrakcyjność artykułu leży w jego złożoności. Nie przedstawia wyłącznie jednej sfery życia, jednego światopoglądu. O Geislerze możemy przeczytać zarówno w kontekście sukcesów, jak i porażek, okresu, w którym świecił tryumfy oraz wówczas, gdy jego pozycja znacząco osłabła (Czerwiec 1976, karnawał Solidarności, Stan Wojenny). Starając się podejść do biografii rzetelnie, dopuściłem do głosu każdego, kto był w stanie wnieść ciekawe spojrzenie do „debaty nad Geislerem”. Stąd, obok pochwał ze strony dawnych zawodników, opinie osób, którym nie było po drodze z działaczem. „Z obu stron”, padają więc krytyczne i często gorzkie słowa, obarczające siebie nawzajem winą za przeżyte krzywdy. Pośrodku wszystkiego znajdował się autor, wiedzący, że „w toku postępowania badawczego osąd jest przeszkodą zamykającą drogę do zrozumienia”. To istotne, bo w artykule o Geislerze chodziło właśnie o zrozumienie.

- Badacz nie powinien też narzucać swoim czytelnikom potępiającego werdyktu swoim, gdyż „od autora nie oczekuje moralnych pouczeń, lecz wiedzy, która ułatwi mu wyrobienie własnego sądu – napisał przed laty Karol Modzelewski, nadmieniając jednak, że „nie sposób również odmówić badaczowi prawa do osądu. Ten „powinien jednak wydać swój werdykt moralny po fajerancie”.

Jak więc oceniam osobę, której nie poznałem, lecz spędziłem blisko pół roku? Ze wszystkich materiałów, które wykorzystałem (prasa, dokumenty SB, archiwum rodzinne, książki i wspomnienia), Geisler jawi się jako działacz, którego interesowało proste życie w otoczeniu przyjaciół i rodziny.

O tym, że nie pociągała go działalność operacyjna świadczy kilka faktów, na czele z naganą, którą dostał w 1966 roku za brak działań ku stworzeniu siatki tajnych współpracowników na terenie Gryfina. Znając swoje ograniczenia (pisali o nich zresztą przełożeni), postanowił oddać się działalności na niwie społecznej, wykorzystać swoje stanowisko, by zostać zapamiętanym nie jako ubek, lecz życzliwy i dobry działacz sportowy. Geisler był synem swojej epoki i doskonale wiedział, że bez odpowiedniego umocowania nie można wiele zdziałać. Funkcjonując w danej grupie, przejął jej zachowania, na czym nie korzystał jednak on sam, lecz także szerokie grono jego „ukochanych piłkarzy”. Nie jest wykluczone, że działania prezesa irytowały przedstawicieli niesportowej części Gryfina. Czy my, żyjący w 2019 roku, lubimy jednak wszystkich sąsiadów, radnych i działaczy piłkarskich? Gorąco zachęcam do lektury tekstu, gdyż nieskromnie uważam, że naprawdę warto.

 

Grzegorz Racinowski

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu