eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

RACjonalnie – prezentujemy nową rubrykę w „Gazecie Gryfińskiej”

Z zamiarem stworzenia nowej rubryki nosiliśmy się od dłuższego czasu, traktując ten ruch jako kolejny etap zmian, poczynionych w dziale sportowym. Jak zapewne zdążyliście zauważyć, w minionym roku odeszliśmy od relacji, w klasycznym słowa rozumieniu. W dalszym ciągu, na naszych łamach można oczywiście znaleźć opisy pojedynków, wyniki i tabele, lecz zamiast szerokich sprawozdań, postawiliśmy na publicystykę, analizy, ujęcie historyczne. Za pomocą szczegółu obrazujemy ogół, co naszym zdaniem jest znacznie bardziej atrakcyjną formą informowania o stanie i aktualnościach lokalnego sportu. Dołożenie do tego regularnych, co tygodniowych felietonów, dopełni i wzbogaci obraną przez nas formułę. Co istotne, „przemawiać” do was będą nie tylko dziennikarze naszej gazety. Tworząc nową rubrykę, zaprosiliśmy do współpracy działaczy, trenerów i piłkarzy, a także polityków, nauczycieli wychowania fizycznego, historyków kultury fizycznej. Każdego, kto ma cokolwiek ciekawego do powiedzenia, czy jak w tym przypadku – napisania. Szerokie spektrum felietonistów sprawi, że w blisko 5000 znaków poruszone zostaną najważniejsze problemy lokalnego sportu. Te, mające miejsce na boiskach, a także rozgrywające się w gabinetach prezesów. Otwieramy się na polemikę, odmienne opinie, przemyślenia czytelników. Mamy pewność, że w nowej rubryce padnie wiele ważnych słów, które pomogą rozwiązać problemy, z jakimi boryka się „nasz sport”.

Zostało 3000 znaków, w sam raz na kilka sentymentalnych zdań. Podczas świąt zastępca redaktora naczelnego w „Przeglądzie Sportowym” zamieścił na Twitterze zdjęcie kolekcji naklejek piłkarskich z 1999 roku. Skłoniło mnie to do zagłębienia się w odmętach szafek i odkopania unikatowych dziś albumów z kartami piłkarskimi z Mistrzostw Europy w 1996 roku. Chociaż nie obejrzałem w TV ani jednego meczu angielskiego Euro, to właśnie wtedy rozpoczęła się moja fascynacja futbolem. Dosyć przypadkowo, bo od wydania pięciu złotych, co dla 6-latka było bajońską sumą, na dwie paczki kart z anonimowymi postaciami.

Niewiedza o futbolu dała o sobie znać już kilkadziesiąt sekund później. Po wyjściu z „Azetki”, tzw. „starszy, obcy chłopak” pozbawił przyszłego redaktora karty z podobizną Jurgena Klinsmana, wciskając w zamian Arona Wintera i kilka mniej wartościowych egzemplarzy. Tego samego lata uznałem, że Edwin van der Saar nie jest tak cenny jak pewien Szwajcar, którego nazwiska dziś nawet nie pamiętam. Jedynie przekora pozwoliła mi za to zachować kartę Zinedina Zidana, mogącego poszczycić się w 1996 roku bujną czupryną. Słuchając kolegów, wyzbyłem się naiwności i uczyłem wartościować zbiory z kolekcji. W ten sposób Raul stał się lepszy od Statuto, a cała rzesza zawodników ze Szkocji, Turcji, Rosji i Szwajcarii nie mogła stanąć w szranki z Maldinim, del Pierro, Matheusem, Kluivertem, czy braćmi de Boer. Pasja podsycana przez tatę i wujków (kupowanie albumów, książek, lektura Bravo Sport) sprawiły, że nie było odwrotu.

Przeglądanie kart sprzed 21 lat, co Marcel Proust nazwałby zapewne „wspominaniem spraw minionych”, dobitnie zobrazowało, że moje życie definiuje sport. Godziny spędzone na „żużlu” przy SP nr 2, bądź prowizorycznym boiskiem pod blokiem na Listopada stanowiły podwaliny pod przyszłą ścieżkę zawodową. To dzięki piłce zainteresowałem się historią, językiem polskim (chciałem czytać jak najwięcej, oczywiście o „kopanej”) i zbierałem najlepsze oceny z geografii, w czym pomogły godziny spędzone nad atlasem świata w poszukiwaniu miejsc, gdzie grają ci wszyscy herosi. Flaga Niemiec odruchowo kojarzyła mi się z Borussią i Bayernem, a Brazylia z Ronaldo (tym prawdziwym). Francja nie funkcjonowała jako kraj Balzacka, lecz Deschampa, a Londyn nie był stolicą dawnego imperium, tylko miejscem, gdzie mecze rozgrywa Arsenal, którego kapitanem był pijak Adams (razem z kolegami błędnie ożeniliśmy go z Victorią Adams, późniejszą panią Beckham). Gdy jako dziecko nie chciałem nałożyć na plaży chustki, chroniącej przed słońcem, przekonywały mnie słowa mamy, że Andre Agassi nosi identyczną. Zainteresowanie piłką bardzo szybko przerzuciło się bowiem na inne dyscypliny, a od 2004 roku na Igrzyska Olimpijskie, które cenię wyżej nawet od Mundiali i Euro.

Chociaż lata upływają, fascynacja nie mija. Sport nie jest już jednak wyłącznie beztroskim hobby. Stał się zawodem, platformą, dzięki której nie musiałem martwić się o miejsce na studiach doktoranckich. Mimo, że w tym roku czeka mnie sporo pracy związanej właśnie otwarciem przewodu doktorskiego, nie jestem w stanie zrezygnować ze swojej pasji. Razem z Rysiem Stefanikiem dopisujemy ostatnie zdania do książki o piłce w Pniewie i zaczynamy badania nas historią Polonii Gryfino (1945-1972), będące pierwszą częścią monografii Energetyka Gryfino.

A wszystko to dlatego, że dwie dekady temu tata odciągał mnie od zabawek, bo „Polak zaraz będzie skakał”, „Legia gra z Widzewem”, a „Korzeniowski zdobył złoto w Sydney”. No, i przez kilka papierowych kartek z podobiznami piłkarzy, co pokazuje, że nigdy nie wiadomo, jakie pasje z dzieciństwa przydadzą się w dorosłym życiu.

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu