eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Bo jubileusz to nie tylko kwiaty

I niech nikt mi nie mówi, że kultura to jedynie uczestnictwo w koncertach popularnych artystów i kabaretów w tłumie ludzi albo oglądanie ich w telewizorach. To opcja jedynie dla niezwykle zapracowanych, ale głównie leniwych, a być może nieprzygotowanych do odbioru i uczestnictwa w szeroko pojętym zjawisku będącym pokarmem dla duszy.

Oczywiście pominę tutaj tę wąską grupę społeczną, którą dla potrzeb tego tekstu nazwę współczesnymi kanapowcami. Od tych sprzed lat różnią się jedynie tym, że są wyposażeni we współczesne i ogólnodostępne „przyrządy walki”, o których wspominałem dwa tygodnie temu w felietonie dotyczącym wszechogarniającego nas krytykanctwa.

Ostatnim przykładem, że ludziom chce się robić kulturę w zakresie czynnego i biernego w niej uczestnictwa, była odbywająca się w poprzedni weekend w naszym mieście pierwsza edycja Gryfińskiej Senioriady Artystycznej. Pewnie znajdą się tacy, którzy zarzucą, że była to impreza dla wąskiego grona odbiorców, bo jej inaugurację zaplanowano na godziny przedpołudniowe w piątek. Kolejne prezentacje odbywały się jednak przez kilka sobotnich godzin, a przedsięwzięcie przyciągnęło do Gryfińskiego Domu Kultury mnóstwo osób i nie tylko w wieku 55+. Warto zaznaczyć, że nie były to wyłącznie te same osoby, które odwiedzają placówkę, by podziwiać sceniczne prezentacje amatorskich teatrów działających tutaj krócej bądź dłużej. Każdy z nich ma bowiem szerszą lub węższą grupę odbiorców, ale przede wszystkim w swoich szeregach ludzi, którym chce się cokolwiek robić uczestnicząc w ich działalności.

Oczywiście w każdym wypadku dzieje się to na miarę możliwości każdego domu kultury, w tym także naszego. W każdym z nich odnaleźć jednak można perełkę, która rozsławia swoją działalność nie tylko na lokalnym podwórku, ale także w kraju, a często poza jego granicami. Czyż to nie wspaniały przejaw reklamy miejsca, w którym działa? I mam na myśli nie tylko placówkę, ale przede wszystkim miasto. Gryfino takich perełek ma wiele, a wśród nich aktorów-amatorów z Teatru Eliksir wywodzącego się z Gryfińskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Stowarzyszenia skupiającego dziesiątki mieszkańców naszego miasta, którzy mimo wakacji, kiedy zwykło się przecież odpoczywać, uwijali się jak mrówki, by organizowana przez nich impreza mogła okazać się wielkim sukcesem. Bo wielu z nich nie przyszło jedynie podziwiać scenicznych prezentacji artystów zaproszonych z Goleniowa, Szczecina czy Stargardu, ale autentycznie, z wielkim sercem i energią dbać o każdy szczegół artystycznego przedsięwzięcia, które poza sceną działo się prawie w całym budynku przy ul. Szczecińskiej 17. Najważniejszym w tym wszystkim było to, że nie oglądali się na innych, tylko zorganizowali imprezę według swoich planów, dyskretnie prosząc o pomoc w niewielkim zakresie, który przekraczał ich możliwości, a może je zaproponować Gryfiński Dom Kultury i jego pracownicy.

To wspaniała grupa ludzi. Nie ukrywam, że niektórzy z nich są mi bliscy, bo od kliku lat uczestniczą w zajęciach ruchowych, które prowadzę dla studentów GUTW. Ich zaangażowanie i chęci na cotygodniową gimnastykę przy muzyce niejednokrotnie przewyższają moje, ale kto jak nie oni najlepiej zrozumie, że w pewnym wieku tu i ówdzie zaczyna… strzykać. To od nich jednak uczę się każdego dnia, że warto. Choćby trochę. Na tyle, na ile zdrowie pozwala. Bo jeśli się chce, to można sobie pozwolić na wiele. Ba! Na coraz więcej! Chociażby zasilić grono aktorów-amatorów, świętującego właśnie 5-lecie artystycznej działalności Teatru Eliksir, mimo że nigdy wcześniej nie występowało się na scenie. Pokonać niekiedy wielką tremę, która wielu paraliżuje totalnie. Wcielić się w rolę doktor Piguły, pani Wyrostek czy pani Bolącej. Mieć na tyle dystansu do siebie, by zagrać w komedii, która przez wielu uważana jest niezwykle trudną formę sceniczną. Najpierw jednak, na długo przed przybyciem publiczności, pojawić się na zapleczu domu kultury i przygotować stoły z niewielkim poczęstunkiem dla innych artystów i gości, urządzić wystawę w sali tanecznej, a po wszystkim, kiedy widzowie już wyjdą, zwyczajnie wszystko uprzątnąć, bo przecież w niedzielę grało już kino, a w poniedziałek w miejscu wystawy odbywały się wakacyjne zajęcia teatralne dla dzieci.

Taka to bowiem rola jubilatów-amatorów w domach kultury, że poza niezwykle angażującą ich czas pracą artystyczną nad przygotowaniem kolejnego spektaklu czy występu, celebrowanie swojego święta trzeba zazwyczaj przygotować samodzielnie. Najważniejsze, że publiczność w takich sytuacjach nie zawodzi i niewątpliwie doceni cały włożony w organizację wydarzenia artystycznego wysiłek :)

3 lipca 2017

 

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu