eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Bo należy mieć dystans

Czynność zwana obcojęzycznie shoppingiem, z definicji powinna należeć do sympatycznych. Słownik języka polskiego określa go bowiem jako formę spędzania wolnego czasu, polegającą na robieniu zakupów, przede wszystkim w dużych centrach handlowych. Z kolei obecna władza uważa, że jest to czynność niebezpieczna, bo odciąga społeczeństwo od innych, według niej, ważniejszych czynności, przynależnych chociażby niedzielom…

Nie będę jednak tym razem polemizował z zasadnością wprowadzenia wolnych od handlu niedziel, zwanych w niektórych kręgach jarosławowymi, bo nie to dzisiaj mnie dręczy. Chcę raczej zająć się kwestiami niebezpieczeństwa, jakie niesie za sobą kupowanie. I nie chodzi mi tym razem o bezpowrotne pozbywanie się ciężko zarobionych pieniędzy, czy stratę czasu. W przeciwieństwie do wielu mężczyzn, pędzę spokojne życie, które charakteryzuje się stuprocentowym samostanowieniem, szczególnie w zakresie decyzji o świadomym przystępowaniu do shoppingu i długości jego trwania. Bliskie mi osoby płci przeciwnej, które doświadczyły współuczestnictwa w tym przejawie mojej działalności, uważają, że - tu cytuję - jestem czasowo gorszy od niejednej baby. Oczywiście nie zgadzam się z tym, ale na wszelki wypadek, jeśli kroją mi się dłuższe i precyzyjniejsze zakupy, to zdecydowanie wolę wypuszczać się na nie samodzielnie. Żeby nikt mi nie marudził, że jest już głodna/głodny, czy bardzo zmęczona/zmęczony, więc chce natychmiast do domu :)

Mądrzy ludzie przed laty zdefiniowali jeden z objawów przestrzennych zachowań człowieka, który dla mnie ma niebagatelne znaczenie, szczególnie podczas wspomnianego kupowania. Nazwali go dystansem personalnym. Najprościej mówiąc jest to bezpieczna odległość dzieląca nas od drugiego człowieka, głównie obcego. Przede wszystkim z takimi mamy do czynienia w czasie zakupów, czyli codzienną odmianą shoppingu, gdy stoimy w ogonku do kasy czy przy stoisku garmażeryjnym…

Niestety w tym zakresie jesteśmy narodem, który ma zakodowane stanie w kolejce nawet wtedy, gdy nie ma takiej potrzeby. Wspominałem już kiedyś, że na każdym zagranicznym lotnisku bez problemu, nawet z daleka, jestem w stanie odgadnąć, że z określonego gejta odchodzi samolot do Polski. Tam na pewno będzie stała kolejka i to na długo przed planowym odlotem. Ot taka nasza przypadłość, której początki sięgają czasów, gdy w celu wejścia w posiadanie czegokolwiek, najpierw trzeba było swoje odstać. Ktoś nawet kiedyś zauważył także, że nie zainteresujemy się kramem, przy którym jest pusto. Natomiast tam, gdzie znajduje się co najmniej kilka osób, o taaaaaak… za moment będzie nas, Polaków jeszcze więcej, a za dwa momenty - spory tłum.

I tak oto, zupełnie niepostrzeżenie, kieruję pomału treść tego felietonu na tory, które obmyśliłem sobie stojąc w niedużej, bo to niejarosławowa niedziela, w kolejce do kasy jednego z gryfińskich supermarketów. Podanie jego nazwy nie jest tu niezbędne, bo w każdym z nich mam dokładnie takie same odczucia. To jest wręcz lęk - kto stanie za mną. I to nie w sferze płci, a świadomości w zakresie jednej z odmian dystansu personalnego zwanej intymnym, którego przekraczać nie powinna/powinien. Nie znoszę bowiem czuć w oddechu obcej osoby na swoim ciele, gdy nie mam możliwości ucieczki nawet o krok, bo tym naraziłbym na niewygodę osobę stojącą przede mną. Nie ma też mojej zgody na trącanie koszykiem mnie lub mojej torby z laptopem. Kiedyś, po zwróceniu uwagi, że takie trącanie mnie nie kręci, usłyszałem, że skoro tak stoję w tej kolejce po kiełbasę i zasłaniam innym, to trzeba mnie trącać. I najlepiej, żebym sobie stąd poszedł. Nie ukrywam, że ta wypowiedź kobiety w średnim wieku, pozbawiła mnie wszelkich argumentów, więc jakakolwiek ewentualna dyskusja wydała mi się wtedy bezcelową. Nie ma wreszcie mojej zgody na wywalanie swoich zakupów na moje na przykasowej taśmie samobieżnej, szczególnie, gdy są to np. Grześki, bo po prostu lubię, gdy w czasie konumpcji w domu nie wypada z opakowania na mnie i podłogę… pogrześkowe kruszywo. I już „słyszę” oczyma duszy mojej: jak się nie podoba, to nie kupuj! Ale nie w tym rzecz. Tym bardziej, że nie kojarzę w Gryfinie sklepu, w którym to kasjer czeka na klienta…

Fachowcy-psychologowie utrzymują, że dystans intymny rozciąga się w promieniu około 45 centymetrów wokół ciała każdego człowieka (obrazowo można powiedzieć, że jest to strefa na wyciągnięcie łokcia). W obszarze tym prawie zawsze dochodzi do kontaktu fizycznego z rozmówcą, więc jest on zarezerwowany jedynie dla bardzo bliskich osób. Naruszenie tej strefy przez inną osobę, odbierane jest jako agresja terytorialna. W efekcie jest doświadczeniem nieprzyjemnym dla osoby, której strefa jest naruszana, ale też dla intruza, w co - w przypadku wielu kolejkowiczów - niestety powątpiewam. Sytuacja taka może powodować zachowania agresywne, które obserwuję u siebie. Zazwyczaj duszę je jednak w sobie, a głębokie westchnięcie zazwyczaj nie jest niestety wychwytywane przez potencjalnego odbiorcę. Proszę więc, a wręcz błagam - nie właźcie na ludzi stojących przed wami w kolejce. Zdecydowanie nie skróci to czasu waszego oczekiwania.

A… i jeszcze jedno. Nie czekajcie - szczególnie mężczyźni - aż kasjerka powie wam dzień dobry. Bo to jest słabe jak diabli.

5 sierpnia 2018

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu