eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Byłem w Londynie w czasie ostatniego zamachu

Wyjazd do stolicy Wielkiej Brytanii na początku czerwca planowałem już od kilku miesięcy. Powodem kolejnej mojej wizyty w tym mieście był tym razem koncert grupy Depeche Mode. Zespół w lipcu wystąpi także w Warszawie, ale okazało się, że bilety na ich show w Londynie można było kupić zdecydowanie taniej. Doliczając do kosztów wyprawy bilety zagranicznych tanich linii lotniczych, które były niewiele droższe od proponowanych przez polską kolej czy narodowego przewoźnika lotniczego, wydatki na oba wypady były właściwie podobne. Nie da się jednak ukryć, że przeżycie koncertu idola z czasów młodości na potężnym stadionie na terenie Queen Elizabeth Olympic Park było też bardziej nęcące niż wizyta w Berlinie...

Muszę szczerze przyznać, że pomimo niedawnych aktów terrorystycznych w Wielkiej Brytanii, ani przez moment nie pomyślałem, że mógłbym zrezygnować z wyjazdu. Zanim 22 marca tego roku na Westminster Bridge doszło do pierwszego z serii tych w ostatnim czasie, wielokrotnie zdarzało mi się tamtędy przechadzać. Big Ben to przecież jedno z miejsc, gdzie tysiące turystów każdego dnia robi sobie selfie. Będąc tam ponownie podczas ostatniej wizyty widziałem mnóstwo kwiatów dla zamordowanego policjanta złożonych przy bramie wjazdowej do Pałacu Westminsterskiego.
Tragedia, która miała miejsce 22 maja na terenie Manchester Arena po koncercie, również bardzo mnie przygnębiła. Po kilku dniach pomyślałem jednak, że londyński stadion olimpijski będzie jednym z najlepiej strzeżonych miejsc w tym kraju. I tak faktycznie było. Nikt nie protestował, gdy służby porządkowe dokładnie przeszukiwały nawet damskie torebki. Wszyscy wiedzieliśmy, że to niezbędne, by w czasie zabawy nie myśleć o jakimkolwiek niebezpieczeństwie.
O tym, że koncert wyrywał z kapci, oczywiście pisać nie muszę. Wraz z ponad siedemdziesięcioma tysiącami ludzi o różnym kolorze skóry, bo tak wygląda londyńska ulica, bawiłem się doskonale. Niezwykle bezpiecznie czułem się także, gdy po zmroku opuszczałem stadion. Na trasie do najbliższej stacji - Stratford, której przejście zabrało mi ponad 30 minut, mijałem dziesiątki pracowników ochrony w jaskrawych kamizelkach, którzy w każdej chwili byli gotowi zatrzymać morze ludzi opuszczających stadion, by zagwarantować im bezpieczne wejście do metra, miejskich autobusów i podmiejskiej kolei.
Kiedy byłem już w jednym z wagonów Jubilee Line, usłyszałem komunikat, że stacja London Bridge w powodów bezpieczeństwa została zamknięta, więc metro się na niej nie zatrzyma. Był to wtedy dla mnie kłopot, ponieważ właśnie tam planowałem przesiadkę na podmiejską kolej. To bowiem jedna z dwóch najważniejszych stacji, z których odjeżdżają pociągi w kierunku południowych dzielnic miasta. Jest ich na tyle dużo, że nie korzysta się tam raczej z rozkładu jazdy, a po prostu wsiada w najbardziej odpowiedni pociąg. Szybko zdecydowałem więc o przesiadce o dwie stacje wcześniej, na Canada Water do kolei naziemnej London Overground. Właśnie po wyjściu na powierzchnię dodzwonił się do mnie ojciec. Pytał gdzie jestem i czy nic mi nie grozi. I wtedy opowiedział mi o przekazie płynącym z Londynu do Polski i w świat. O tragedii, która miała miejsce kilkadziesiąt minut wcześniej o dwie stacje dalej - na London Bridge i w sąsiadującym z nim Borough Market. Pewnie tylko dlatego z moimi kompanami powoli docieraliśmy do kolejnych informacji w Internecie przy użyciu telefonów komórkowych. Tłumnie podróżujący z nami w tym czasie mieszkańcy Londynu nie sprawiali wrażenia, by wiedzieli o kolejnym ataku terrorystycznym w ich mieście. To z kolei w pewnym sensie i nas uspokajało. Wszak oddalaliśmy się z każdą minutą od miejsca dramatu kilkudziesięciu ludzi i ich najbliższych. Do Croydon, czyli miejsca zamieszkania przyjaciół, u których zatrzymuję się każdego razu, przybyłem po północy lokalnego czasu, dwie godziny po zakończeniu koncertu. Oni także mieli problem z dotarciem do domu z centralnego Londynu. Jeszcze przez kilkadziesiąt minut przy pomocy komunikatora internetowego uspokajałem przyjaciół i znajomych w kraju zaniepokojonych informacjami ze stolicy Wielkiej Brytanii, że nic mi nie grozi.
Następnego dnia wróciłem do Polski i tak naprawdę dopiero tutaj zacząłem dokładnie śledzić informacje o sobotnim londyńskim horrendum. W programach informacyjnych oglądałem miejsca, w których jeszcze na kilka godzin przed zamachem przecież byłem…
Londyn to wspaniałe miasto. Już zaplanowałem tam kolejną wizytę. W październiku :)

10 czerwca 2017

 

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu