eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Halloween po polsku?

Mimo mojego otwarcia na świat zewnętrzny i wszelakich przejawów świętowania, które przecież zbliża ludzi, coraz mniej podoba mi się Halloween w naszym swojskim, polskim wydaniu. Na wstępie zaznaczam, że nie zamierzam wchodzić w dyskusję światopoglądową, którą obserwuję od pewnego czasu i jestem nią cokolwiek zaskoczony.

Niestety zauważam również, że w związku ze swoistym brakiem wieloletniej, a najlepiej wielowiekowej tradycji w jego celebrowaniu, w młodym pokoleniu kuleje wiedza w zakresie cywilizowanej zabawy, a starsi nie czając bazy - jak gdyby nie potrafią młodych odpowiednio ukierunkować, więc niestety wymyka się to spod kontroli. Zupełnie jak marsz niepodległości w stolicy niestety. Otóż po raz pierwszy poczułem wczoraj swoiste wieśniactwo młodych ludzi. Po wszystkim myślę, że gdybym wiedział - jak to się skończy w mojej najbliższej okolicy, to jednak otwierałbym drzwi każdej grupie i robił im fotki, żeby nie czuli się bezkarnie. Ale po kolei…
Na pierwsze pukanie do drzwi zareagowałem wzorcowo. W związku z padającym chwilę później pytaniem: cukierek albo psikus? – poinformowałem dwóch młodych ludzi płci męskiej niespecjalnie przebranych za zjawy, że bardzo ich przepraszam, ale nie przygotowałem się tego roku na ich przybycie i nie zabezpieczyłem niezbędnych słodkości. Byli nieco skonfundowani, bo nie bardzo wiedzieli - jak wybrnąć z tej sytuacji, ale ostatecznie darowali życie mnie i moim drzwiom. Na kolejne w nie walenie i intensywne wykorzystywanie dzwonka - nie reagowałem, choć - nie ukrywam - czułem spory dyskomfort w zakresie swojego bezpieczeństwa, bo dobijanie się do mnie było niezwykle nachalne, a ja pozwolenia na broń niestety nie posiadam. You know what I mean? Około godziny 18.30 wszystko ucichło i wróciło do względnego wieczornego spokoju i równowagi. Kiedy natomiast wychodziłem po kilkudziesięciu minutach do pracy, okazało się, że niektóre drzwi sąsiadów i schody na klatce mamy utytłane keczupem, a podłogę oraz ściany na parterze - rozbitymi i rozbryzganymi jajami kurzymi. Na podłodze nie brakowało oczywiście papierków po - zapewne zdobycznych - cukierkach, co w tym miejscu jest zdecydowanie niespotykane. Zawdzięczamy to przede wszystkim okolicznej cywilizacji, a także sprzątaczce.

To bardzo smutne, ale mam pewność, że ja i moi sąsiedzi, być może do 31 października tego roku miłośnicy tej niewinnej zabawy, będziemy teraz przeciwni wspomnianej - sympatycznej skądinąd - nowej świeckiej tradycji. A co najmniej będziemy już pilnować dzieciaki, które w razie powtórzenia demolki - osobiście będą sprzątać z podłogowych kafelków i ścian zostawiony po sobie syf! No bo skoro rodzice nie dają rady, to ktoś powinien zająć się tym, by młodzi ludzie nauczyli się porządku. Nieprawdaż?

1 listopada 2018

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu