eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Każdy powinien mieć pasję

Jakiś czas temu, przy okazji niezwykle ważnej, a dla pary młodej - najważniejszej imprezy życia, zatęskniłem za czasami, kiedy posiadałem żelazko. Na szczęście ta tęsknota nachodzi mnie niezwykle rzadko, bo nieczęsto bywam w ostatnich latach na ślubach i weselach, a przede wszystkim nie przepadam za przesadnym strojeniem się w tak zwany strój galowy. Być może dlatego podświadomie wybieram sobie zawody, w ramach wykonywania których, zbyt często pod krawatem nie potrzeba, a już na pewno nie na co dzień.

Tu czuję się w obowiązku poinformować, że pozbyłem się tego fantastycznego wynalazku jeszcze w ubiegłym stuleciu, podczas jednej z przeprowadzek, najprawdopodobniej do innego miasta. No nie pamiętam szczegółów - tak dawno to było. Pozbyłem się tego sprzętu poprzez sprezentowanie go osobie potrzebującej i byłem z tego powodu bardzo dumny. Szybko zaobserwowałem niezliczone pozytywy tego życiowego kroku, z których najważniejszym było zaprzestanie pojawiania się zaniepokojenia, zazwyczaj już w podróży, a więc w sytuacji właściwie bez odwrotu, które można dookreślić w sposób następujący: Jezus Maria, czy ja aby na pewno wyłączyłem żelazko?  Pól biedy, gdy to pytanie nachodziło mnie w innej części miasta. Wtedy zazwyczaj biegłem, by sprawdzić. I mimo, że nigdy nie przytrafiło mi się zostawić go włączonym i mógłbym nareszcie sobie zaufać w tym zakresie, to nigdy nie mogłem zachować spokoju, gdy to pytanie znienacka rodziło się w mojej głowie. Podsumowując - jeden stres i powód niespodziewanych powrotów - mniej.

Nie przyszło mi jednak przez długie lata żyć w zupełnym spokoju, bo długo pojawiała się jeszcze opcja, którą można dookreślić w sposób następujący: Jezus Maria, czy ja aby na pewno wyłączyłem gaz?  W tych okolicznościach wielkiej niepewności, sytuacja z powrotami także była obowiązkowa, podobnie jak w przypadku wątpliwości, czy na pewno skutecznie zamknąłem, czyli zakluczyłem, a w niektórych rejonach Polski - przekluczyłem drzwi wejściowe do zajmowanego aktualnie mieszkania. Kilka lat temu osiągnąłem szczęśliwie status osoby zupełnie wolnej od tych groźnych, bo niespodziewanych wątpliwości. Gazu nie mam, a zamiast klamki zastosowałem opcję samozatrzaskujących się wrót. Teraz nie targają mną wątpliwości, bo nawet jeśli klucza nie użyję, to drzwi i tak będą skutecznie użyte.  Ze względu na dzielenie mieszkania z kotem, muszę jedynie pamiętać o zamykaniu okien i balkonu, ale czynię to przed opuszczeniem mieszkania i niejednokrotnie na dobre mi to wyszło, w związku z częstym nietrafianiem w wieszczeniu pogody przez wykorzystywane przeze mnie źródła informacji w tym zakresie.

Ale wracając do niedawnej tęsknoty. Brak żelazka nie zapobiegł w doprowadzeniu się do oszałamiającego wyglądu, na który składała się między innymi nienagannie wyprasowana biała koszula, której elegancję podkreślała niezwykle twarzowa muszka. Otóż w celu realizacji tego planu skontaktowałem się z moja sąsiadką, która od dawna sprawiała wrażenie posiadaczki wysokiej klasy żelazka. I nie pomyliłem się. Nie tylko nie odmówiła pomocy, ale sama zaoferowała się wyprasować, najprawdopodobniej w obawie, że mógłbym zepsuć. Przecież nie używałem tego przedmiotu ze dwadzieścia lat, a dodatkowo w tym czasie technika niewątpliwie poszła do przodu, więc zaiste nie wykluczam, że mógłbym nie szarpnąć… To oczywiście żarcik. Jak każdemu facetowi, było mi zwyczajnie na rękę, że ktoś mnie w tej niezwykle nudnej czynności wyręczy :)

Jakieś 24 godziny później, kiedy już pospałem po kilku godzinach weselnych uniesień i zabaw, choć się nie wyleżałem, naszło mnie rozmyślanie typu rozwiązywanie codziennych problemów socjalno-bytowych. Skoro mogę od tylu lat bez żelazka, to może można też bez innych sprzętów AGD, o których zwykło się uważać, że są człowiekowi aktualnie niezbędne. Może rozwinąć wątek niecnego wykorzystywania pomocnych sąsiadów i wydzierżawić półkę w lodówce pod ósemką, wychodzić sobie możliwość prania raz w tygodniu pod dziewiątką, a zmywanie w maszynie obstawić pod dziesiątką? Wszystko zorganizować tak, żeby nie trzeba było zbyt daleko chodzić no i nosić. Wtedy mógłbym pozbyć się niepotrzebnych już sprzętów, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczyć na waciki i lepszą wodą kolońską. Kolejne oszczędności pozyskiwane na znacznie mniejszym zużyciu prądu, mógłbym przeznaczyć na realizowanie się w ramach jakiejś pasji, koniecznie niespotykanie rzadkiej.

I niniejszym dochodzimy do clou mojego pisania. Dzisiaj około południa przeprowadziłem rozmowę telefoniczną z moją koleżanką z czasów szkolnych. Nie mamy intensywnego kontaktu typu życzenia urodzinowe i imieninowe na Facebooku, więc jak już coś drgnie w tym zakresie, to omówienie wszystkich spraw, które dotknęły nas w ciągu ostatniego pół roku - zajmuje minimum godzinę. Tak więc rozpoczęliśmy dzisiaj od pogawędki na temat zbliżającego się w Gryfinie widowiska historycznego, a następnie poruszyliśmy kwestie stanu naszego zdrowia, korzystnych i fatalnych diet, niezdrowych kurczaków i palącej potrzeby zastąpienia ich mięsem indyczym, wyższości kuchcenia w termomiksie nad gotowaniem analogowym, aż po obopólne stwierdzenie, że my to mamy klawe życie. Nie jak jedna z koleżanek mojej rozmówczyni, której mąż posiadł kilka lat temu niezwykle rzadką, czasochłonną i kosztowną pasję. Działając w jednej z grup rekonstrukcyjnych, potrafi wydać przysłowiowe pół wypłaty na oryginalny guzik, niezwykle ważny element posiadanego munduru z epoki.

16 września 2018