eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Kontakt z człowiekiem obowiązkowy

Ostatnio rozmawiałem z koleżanką, która postanowiła zmienić bank i zastanawiała się, któremu powierzyć prowadzenie swojego ROR-u w wersji nieskomplikowanej: wpływy w postaci jednej wypłaty na miesiąc, możliwość posiadania karty debetowej, bo kredytowa to samo zło, czytelna i przyjazna strona internetowa na okoliczność, gdyby zdecydowała się za prąd płacić jednak w domu, przy kawce.

Oczywiście wypytywała o moje doświadczenia, bo te są doprawdy kwieciste, ale nie potrafiłem jej odpowiedzieć na pytanie, dlaczego moje rozliczne konta bankowe czy karty kredytowe posiadam akurat w tych bankach, w których je mam. W związku z niezwykle korzystną opcją, koleżanka skłaniała się ku zjawisku typowo internetowemu. I tu zapaliła mi się czerwona lampka, że błąd! Bank nie może być jedynie tworem wirtualnym, znaczy nienamacalnym w postaci oddziału, najlepiej gryfińskiego, do którego można wejść nawet w godzinach swojej pracy, bo tak nietypowo jest otwarty z powodu braków kadrowych lub oszczędności agenta. Dlaczego to ważne? No bo jeśli coś nie zadziała po naszej myśli, to możemy urwać się na moment (oczywiście z późniejszą opcją obowiązkowego odpracowania tego kwadransa), by domagać się wyjaśnień, a w wyjątkowych sytuacjach wydrzeć nawet papę na pracownika placówki, której powierzyliśmy nasze pieniądze. Jeśli natomiast chodzi o inny przejaw naszego codziennego życia, a mianowicie szoping, ale nie w zakresie definicji fachowej, czyli formy spędzania wolnego czasu polegającej na robieniu zakupów, przede wszystkim w dużych centrach handlowych, a tej podstawowej, a więc kupienia żwirku dla kota czy modnego T-shirta, to jestem dużo bardziej liberalny. I nie, że całkiem zarzuciłem kupowanie ciuchów w Londynie (stali czytelnicy znają temat), ale dzięki jednej z wizyt w stolicy Wielkiej Brytanii, ponownie odkryłem pewną polską firmę, która niedawno otworzyła tam swój pierwszy sklep i to na Oxford Street!

Tak się ostatnio rozpędziłem w kupowaniu na ich stronie internetowej, oczywiście tylko w ramach widocznych, a przede wszystkim znaczących finansowo wyprz, że któregoś wieczoru po starej znajomości odwiedziłem stronę pewnej - przed laty - zagranicznej marki, która od kilkunastu lat jest już polskich rękach, a siedzibę posiada w Kaliszu. Kiedy tam mieszkałem, to ze zdziwieniem obserwowałem pęd ku ich ciuchom. To był początek lat dwutysięcznych, a firma wystawiła właśnie wspaniały, wielki - kosmiczny z wyglądu - sklep, którego specyficzny dach wystąpił nawet w teledysku grupy Varius Manx „Jest w nim” z 2002 r. w roli… łodzi podwodnej. W tamtych czasach każda z pielgrzymek autobusowych przybywających licznie do sanktuarium św. Józefa z najdalszych zakątków kraju, musiała mieć zagwarantowane w programie zatrzymanie się na wielkim przysklepowym parkingu przynajmniej na godzinę. Z każdego autokaru wysypywały się wtedy tłumy chętnych za zakupy w outlecie, które ustawiały się w wielkiej kolejce, a o porządek w sklepie i wpuszczenie określonej ilości nabywców dbało kilkunastu ochroniarzy. Nie ukrywam, że w pewnym sensie uległem tej masowej histerii, ale jedynie w zakresie prezentowania moim gościom tego wydarzenia architektonicznego, które posiadało wielkie okna wystawowe wyrastające wprost z kostki brukowej. Wzrok przyciągał także kosmiczny dizajnersko biurowiec z równie interesującym, jakby teletubisiowym trawnikiem. Obowiązkowo zawsze idealnie skoszonym i nieskazitelnie zielonym, nawet w czasie letniego upału. Tyle wspomnień…

No i właśnie ostatnio trafiłem na stronę tej wytwórni, a tam fantastyczna promka: druga para dżinsów o 90 procent taniej! Poprzeglądałem, zaznaczyłem trzy pary, a że był środek nocy, to udałem się do wyrka. Następnego dnia (środa) wróciłem do tematu, odrzuciłem jedną niepotrzebną parę i złożyłem zamówienie, uiszczając korzystną kwotę przy pomocy jednej z moich licznych kart kredytowych. Wkrótce otrzymałem mejla z informacją, że przesyłki mogę się spodziewać za dwa dni. Pomyślałem: fajnie, są jednak szybcy, mimo że na stronie internetowej widoczny był spory obrazek informujący, że w czasie promki termin oczekiwania może się wydłużyć do 4-6 dni. W piątek byłem trochę zabiegany, więc zapomniałem, że miałem czekać na przesyłkę. Potem był weekend, a we wtorek otrzymałem mejla, że firmie jest bardzo przykro, ale jednak nie ma na magazynie opłaconych przeze mnie dżinsów, oczywiście tych tańszych, za 14 zł. Grzecznie dopytywali, czy życzę sobie zwrotu pieniędzy na konto, czy może domówię coś w zamian. Tu muszę zaznaczyć, że po tygodniu promocji niewiele do domówienia na stronie zostało. Na koniec podali swój numer telefonu i nie była to infolinia.

Tu kłania się poruszana wcześniej opcja z żywym człowiekiem do przeprowadzenia zasadniczo niemiłej rozmowy. Panna przy telefonie oczywiście nie czuła się winna w zakresie dezinformacji czasowej, bo to błąd informatyka, który wygenerował treść zwrotnego automatycznego mejla, ale było jej piekielnie przykro z powodu zaistniałej sytuacji z brakiem opłaconego przeze mnie asortymentu. Mnie to nie satysfakcjonowało, więc drążyłem temat braku profesjonalizmu, tzw. strat moralnych spowodowanych długim oczekiwaniem na coś, co miało ostatecznie nie nadejść. Po kilku minutach rozmowy z zastosowaniem tonu niecierpiącego sprzeciwu, nagle okazało się, że moja rozmówczyni otrzymała sygnał z magazynu, że jednak brakujący model portek się odnalazł. Obiecała jednocześnie, że mimo dużego obrazka na stronie internetowej, moja przesyłka dotrze do mnie za niecałe dwie doby. I tak było :)

29 stycznia 2018

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu