eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Lajki i inne… chłopaki

Tytuł felietonu tak naprawdę jest przewrotny, bo nie będzie traktował o tym, na co wielu z nas czeka po dokonaniu wpisu lub wrzuceniu fotki na któryś z portali lub serwisów społecznościowych...

Mam wielu znajomych (tych realnych), którzy odliczają liczbę opcji "lubię to!" czy "super" pod wpisami lub fotografiami zamieszczanymi na Facebooku lub czerwonych serduszek w przypadku Instagrama. Sam jednak chętniej korzystam z klikania "ha ha" lub "wow". A czy używam opcji "duma"? O tym wiedzą jedynie moi fejsbukowi znajomi :)
W tym momencie muszę się przyznać, że z innych możliwości internetowego informowania o moich podróżach, wspomnieniach, zamieszczania kolejnych fotek najfajniejszego na świecie kota marJana, ale także zawiadamiania wszystkich chętnych o działalności Gryfińskiego Domu Kultury nie korzystam, więc nie będę udawał, że jestem w stanie w nich się połapać. Nie da się ukryć, że wiek mam już słuszny, więc czuję się usprawiedliwiony. I tyle o fajnych i pozytywnych sprawach.
Jedną z negatywnych stron Internetu jest zjawisko zwane hejtem. Według „Miejskiego słownika slangu i mowy potocznej” to opinia na tematy związane z wyglądem osoby, zachowaniem danej osoby lub grupy, jej pracą i twórczością, wydarzeniami. Za genezę hejtu uznaje się fora dyskusyjne lub obszary do komentowania w Internecie, a swoją polską nazwę zawdzięcza angielskiemu słowu hate, czyli nienawidzić, nienawiść. No i jesteśmy w domu. Nie tylko w zakresie genezy wszechogarniającego nas zjawiska, ale i miejsca, gdzie zazwyczaj do niego dochodzi. To działa bowiem na podobnej zasadzie, gdy otyły, łysy i szczerbaty dziad z przykrym zapachem z ust podaje się za nastolatka w celach często niestety oczywistych. Podobnie postrzegam także wszystkich hejterów. Także tych, którzy robią to z powodu czerpania jakichkolwiek profitów z rąk swoich ewentualnych mocodawców lub zajmują się quasi dziennikarstwem.
Wracając do cytowanego wcześniej słownika: hejtująca osoba zwykle nie osiąga żadnych korzyści z hejtu, choć może zyskać świadomość, że komuś dokuczyła swoim zachowaniem lub poczuje się lepiej ze względu na zauważenie jakiejś niedokładności, niedoskonałości itp. Nie rozumiem zatem ludzi, dla których hejt stał się pomysłem na życie. Bo czemu ma służyć pisanie w większości przypadków bzdur, a tak należy nazwać sporą ilość komentarzy, które często piszą w Internecie osoby kompletnie nie znający się na rzeczy. No chyba, że chcą w ten sposób zaistnieć. Słownik slangu podaje, że hejt może także być traktowany jako wyznacznik popularności, gdyż w dużym gronie osób obserwujących lub komentujących zawsze zdarzy się osoba o silnie negatywnym nastawieniu. Ale potem już jedynie krok do sytuacji, do jakich dochodziło ostatnio chociażby pod Teatrem Powszechnym w Warszawie.
Często sam także nie zgadzam się z tym, co oglądam lub czytam. Po wielokroć zdarza się mi ostatnio nerwowo dyskutować z telewizorem lub zwyczajnie czy ostentacyjnie nie kończyć czytania artykułu. Bo skoro coś mnie drażni, to po co narażać się na niepotrzebne nerwy. Przecież życie jest takie krótkie…
Nie wypisujcie więc pierdół w ogólnodostępnych miejscach w necie. Nie popisujcie się w efekcie swoją obezwładniającą niewiedzą, która może ewentualnie przyjąć się w gronie kółka wzajemnej adoracji, ale w zderzeniu z wiedzą i doświadczeniem mądrzejszych w danym, nawet wąskim temacie wypada po prostu żenująco słabo. Szczególnie, gdy wypowiedź podpisana jest nic nie mówiącym nickiem, bo w takim wypadku nie jesteście nawet stroną w ewentualnej dyskusji.
A… i pamiętajcie, że karma wraca. Zła zaboli podwójnie.

17 czerwca 2017

 

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu