eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Lubię wracać tam, gdzie byłem

Któż z nas nie zna tej piosenki wykonywanej przez nieodżałowanego Zbigniewa Wodeckiego. Pewnie niewielu z was wie - ja nie widziałem, ale od czego Internet - że tekst tej piosenki napisał Wojciech Młynarski. Ale nie o piosence tym razem…

Kiedy byłem dzieckiem, a dorastałem za czasów, kiedy władzę sprawowała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, która wobec poprawki (z 1976 r.) do Konstytucji PRL, stanowiła przewodnią siłę narodu. Z przyczyn oczywistych w tamtych czasach polityką się nie interesowałem, niewiele w tym zakresie więc pamiętam. Została mi jednak w pamięci sytuacja pewnego rodzinnego spaceru, kiedy na drodze przez Międzyodrze, mniej więcej w 2/3 odległości od gryfińskiego mostu zatrzymali nas mundurowi i zdecydowanie oświadczyli, że bliżej mostu na Odrze Zachodniej już nie podejdziemy. Nikomu ze starszych nie przyszło do głowy, by pytać o przyczyny. Wtedy po prostu tak było i cześć pieśni. Zdaje się, że doszło wtedy także do spisania starszyzny. Nie dam sobie jednak uciąć ręki, że miało to miejsce akurat wtedy. W czasie większości wizyt naszej rodziny z Wielkopolski, spacerowaliśmy po spokojnym w zakresie ruchu kołowego Międzyodrzu i tęsknie spoglądaliśmy w kierunku zagranicy za rzeką.

Inny strzał z tamtych czasów w mojej pamięci to wizyta z ciotką, wujkiem i kuzynką w Słubicach. I znowu most na rzece, którego nie można było swobodnie pokonać. To znaczy rodzina mogłaby udać się tam na spacer (bez zakupów z powodu braku niemieckich marek i polskich kantorów), ale ja nie miałem wtedy paszportu, a bez niego przekroczenie granicy z ówczesną Niemiecką Republiką Demokratyczną było niemożliwe. Widziany z brzegu rzeki Frankfurt nad Odrą był kompletnie inny od bliźniaczego zapyziałego polskiego miasteczka.

Kiedy kilka miesięcy temu moi znacznie młodsi znajomi zaproponowali mi wyjazd do Słubic na koncert Kasi Nosowskiej, to po jego zakończeniu zaproponowałem szybki spacer w to samo miejsce, z którego przed laty mogłem jedynie popatrzeć na obcy kraj. Ci dwudziestokilkuletni ludzie nie chcieli mi uwierzyć, że przed laty nie można było swobodnie przejść w tamtym miejscu na druga stronę rzeki. Ja te czasy jeszcze pamiętam i nie wyobrażam sobie, że mogłyby wrócić. Nie ukrywam, że od pewnego czasu zaczynam się tego bać :(

W latach 1970-1980 pierwszym sekretarzem Komitetu Centralnego PZPR był Edward Gierek. W tamtych czasach głośnio było o wyprawach sekretarzowej do Paryża w celach wizyty u fryzjera oraz dokonywania shoppingu. Zainteresowany już wtedy geografią świata, wiedziałem, gdzie leży stolica Francji i potrafiłem ją pokazać na moim niewielkim globusie, którego dostałem od ojca w prezencie. Nie pamiętam, czy zazdrościłem pani Stanisławie wizyt w stolicy jednego z zachodnioeuropejskich krajów, ale wtedy nie liczyłem na to, że kiedykolwiek cos podobnego mnie to spotka. Jako (młody) mieszkaniec kraju demoludów zaliczyłem jedynie wizytę w stolicy bratnich Węgier i to tylko dlatego, że ciotka będąca pracownikiem naukowym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, miała kontakty z podobnymi sobie Węgrami, którzy załatwili nam niedrogi nocleg w niedalekim Szentendre, oddalonym od Budapesztu jak Gryfino od Szczecina.

Wychodzi na to, że przywołana wyżej stolica Węgier, to jedno z niewielu miejsc odwiedzonych przed laty, do którego nie udało mi się powrócić. A mógłbym, bo przecież żyjemy w czasach, kiedy granice w Europie przekraczamy bez żadnego problemu, a paszporty niezbędne w przypadku dalszych eskapad możemy trzymać we własnej szufladzie.

Inaczej w zakresie moich powrotów mają się sprawy z Londynem. Od pierwszej wizyty w stolicy Wielkiej Brytanii w listopadzie 2009 r., pojawiałem się tam jeszcze kilkunastokrotnie. Nie żebym w tym momencie jakoś szczególnie się przechwalał. Po prostu lubię wracać tam, gdzie byłem (już) i mam tam przyjaciółkę jeszcze z czasów pracy w kaliskim Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego, która bardzo chętnie mnie u siebie gości. W Londynie jest mnóstwo miejsc, których jeszcze nie widziałem, więc przy okazji każdego tam pobytu odkrywam jakieś nowe sytuacje. Każda z wizyt ma jednak jeden punkt wspólny. To Oxford Street, czyli sporej długości miejscówka skupiająca chyba najwięcej sklepów z ciuchami najróżniejszych marek. Mam już obczajonych kilka adresów, gdzie kupuję to wszystko, czego aktualnie mi (zależnie od akurat panującej pory roku) trzeba. Nie szaleję jednak z zakupami jakoś szczególnie, bo nie mam pewnie takich możliwości finansowych, jakimi przed laty dysponowała Stanisława Gierek, a bilet na samolot na planowaną w listopadzie wyprawę nabyłem niedawno za 78 złotych w dwie strony. Jedynym więc ograniczeniem w wypadku moich londyńskich zakupów jest pojemność walizki w ramach bezpłatnego bagażu podręcznego akceptowanego przez linię lotniczą, z której usług akurat korzystam.

Ile razy swobodnie, bo jedynie z dowodem osobistym i dzięki tanim liniom lotniczym, uda mi się jeszcze wyjechać do Londynu? Mam nadzieję, że będzie to możliwe tak długo, dopóki zdrowie pozwoli :)

5 sierpnia 2017

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu