eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Mocne postanowienie poprawy

Początek nowego roku sprzyja dokonywaniu wielu tradycyjnych czynności. Jedną z nich jest obowiązkowa garść postanowień, które nierzadko, jeśli nie mają totalnie wywrócić do góry nogami naszej dotychczas miałkiej egzystencji, to niewątpliwie choć trochę ją zmienić. Oczywiście na lepsze :)

Rzeczywistość okazuje się jednak dramatyczna. Badania przeprowadzone przez psychologów z jednego z amerykańskich uniwersytetów wykazały, że tylko jedna osoba na dwadzieścia dotrzymuje składanych sobie przyrzeczeń. I nie ma znaczenia, czy chodzi o codzienne spacery, bieganie, pozbycie się zbędnych kilogramów, rzucenie palenia czy lepszą organizację pracy. Ideę powolnego odchodzenia od szumnie składanych sobie obietnic doskonale swego czasu tłumaczyła uwielbiana przeze mnie za nietuzinkowe poczucie humoru (także) Kasia Nosowska w programie Kuby Wojewódzkiego. Otóż wspomniana miewa tzw. fazy związane z siłownią. Kupuje wtedy karnet na przysłowiowych kilka lat, bo uważa, że na miesiąc czy nawet na rok to za mało, bo wie ile powinna schudnąć. Dzięki tej swoistej prenumeracie czyni wobec siebie poważne zobowiązanie. Powinno być proste do zrealizowane, bo skoro zapłacone, to trzeba będzie korzystać w myśl zasady, że normalny człowiek nie wydaje pieniędzy po próżnicy. Przychodzi czas rozpoczęcia realizacji postanowienia, a wtedy łapie - jak to określiła - fazę neofity, że przecież powinna mieć porządną sportową torbę, bo z byle czym nie można się w sali pokazać. Potem przychodzi czas na zakup lepszych butów oraz skakanki, którą widziała w siłowni. Dlaczego? Żeby ćwiczyć także poza salą, bo wtedy lepszy efekt nastąpi szybciej. Jednak po mniej więcej trzech miesiącach przychodzi taki poranek, kiedy myśli sobie: eeeee… tak szaro i pada deszcz… musiałabym zatankować, bo nie dojadę na tym, co mam w baku… eeeee… zostanę dzisiaj w domu, jutro pójdę. Następnego dnia okazuje się, że znowu pada i bak samochodu nadal jest pusty. W końcu przychodzi myśl, że głupio tam ostatecznie pójść, bo wszyscy obecni w siłowni będą jej serwować pełne dezaprobaty spojrzenia typu: hehe… nie było cię. W efekcie zapomina o karnecie. Aż do następnego razu, kiedy znowu zapragnie skorzystać z uroków siłowni :)

Nie da się ukryć, że realizacja postanowień większości z nas tak właśnie wygląda. Wielu doskonale wychodzi tłumaczenie powodów tych niepowodzeń. Może być banalnie: pobiegałbym, ale jest zimno czy mokro, poćwiczyłbym, ale brakuje mi czasu lub przeczytałbym książkę, ale moje oczy zamykają się ze zmęczenia. Bywa też, że wytaczamy cięższe działa w szukaniu winowajców zaistniałej w naszym życiu sytuacji, na przykład złego rządu, układów i złodziei, przez których uczciwy człowiek do niczego nie może dojść samodzielnie. Chociaż każda wymówka jest inna, wszystkie można sprowadzić do jednej: nie chce mi się. Bo ten, któremu naprawdę na czymś zależy, nie szuka wykrętów, tylko stara się to robić. Przede wszystkim dla siebie, dzięki czemu mamy szansę bycia wspaniałymi egocentrykami, a przecież  bardzo to lubimy.

Nie wiem jak skończy się moje ciche postanowienie, którego podjęcie nie tyle było moją osobistą ideą, a raczej moich przyjaciół, którzy na okoliczność moich niezwykle poważnych urodzin sprawili mi fantastyczny prezent. To prawdziwa rakieta wśród przyrządów tematycznie z nią związanych. Działanie tego mistrza świata jest dla mnie nieodgadnione, ale oczywiście dopuszczam, że ktoś mógł to wymyślić, a swój pomysł skutecznie zrealizować. No bo skąd przyrząd może wiedzieć, że do realizacji powierzonego mu zadania potrzebuje jeszcze osiem ziarenek pieprzu czy 13 gramów masła?

Kiedy byłem w szkole średniej, to wraz z nauczycielem informatyki wybraliśmy się na wycieczkę do najbliższego miasta wojewódzkiego, by podziwiać jeden z cudów ówczesnej techniki. Produkowany przez Zakłady Elektroniczne Elwro we Wrocławiu komputer Odra zajmował wtedy całą piwnicę jednego z poniemieckich budynków w Szczecinie, które raczej do małych nie należą. Oczywiście mam świadomość, że „komputer pokładowy” thermomixa nie czyni działalności tożsamej z tą - odrową (choć nie mam pojęcia na czym tamta polegała, bo zapamiętałem jedynie taśmę perforowaną wypluwaną przez maszynę, której po kilka metrów każdy z uczestników wyprawy w 1984 czy 1985 r. otrzymał na pamiątkę), to i tak mój humanistyczny rozum tego nie ogarnia.

Zaczynam więc - mam nadzieję - długą przygodę z szybkim i prostym gotowaniem. Pozostaję w nadziei, że wytrwam w czynnościach, którymi do tych pór, głównie z powodu braku podzielności uwagi potrzebnej przy gotowaniu analogowym, charakteryzującym się jednoczesnym korzystaniem z kilku garnków (ewentualnie garnka i patelni), były nie do zrealizowania. Niewątpliwie pozwoli mi w tym zawartość flaszki stanowiącej kolejny urodzinowy, a jakże znaczący w moim wieku - prezent w postaci cudownego napoju leczniczego z maksymalnymi dawkami żelaza i witamin (dla mocnego serca), a nabytej w aptece.

Przed nami bardzo ciekawy 2018 rok. Jak go przeżyjemy i jakie w tym czasie zrealizujemy postanowienie oraz podejmiemy decyzje - zależy jedynie od nas. Życzę Wam wytrwałości w postanowieniach i wszystkiego wspaniałego! :)

29 grudnia 2017

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu