eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Na co komu Dni Gryfina?

To pytanie i mnóstwo bardziej lub - niestety - mniej rzeczowych wypowiedzi pojawia się od lat w postaci krótszych lub dłuższych komentarzy znawców tematu, którzy piszą je głównie z pozycji kanapy lub oceniają całą imprezę na podstawie krótkich odwiedzin

Idea majowego święta miasta pojawiła się w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Pierwsze Dni Gryfina odbyły się w 1995 r., a więc w momencie, kiedy w całej Polsce, jak przysłowiowe grzyby po deszczu, zaczęły pojawiać się lokalne inicjatywy, podczas których do większych i mniejszych miast oraz nieco bogatszych wsi zaczęły przybywać aktualne gwiazdy show-businessu. Moje zdanie w tym zakresie od lat jest niezmienne - bezpłatne i organizowane dla szerokiej publiczności koncerty doprowadziły do sytuacji, że na wydarzeniach zaczęły pojawiać się osoby przypadkowe, z których - w chwilą rozkwitu Internetu - wykluła się niestety spora grupa anonimowych krytyków… kulturalnych. Sekcja pseudo znawców idei dostępu do tzw. kultury szerokiej, dziejącej się poza budynkami instytucji organizujących najróżniejsze artystyczne przedsięwzięcia, w których wspominani nie uczestniczą, bo płacenie za bilety wstępu nie jest przedmiotem ich zainteresowania.

Ja nie bywam zatem chętnie na koncertach niebiletowanych, bo ponad wszystko cenię sobie uczestnictwo  w artystycznych wydarzeniach w środowisku przyjaznym, wśród ludzi zainteresowanych, bo wśród płacących za wejściówki, głównie takich znaleźć można.

Komentarz BLE na portalu egryfino.pl po koncercie Ani Dabrowskiej: Cóż za straszny skowyt tam był.

Moja odpowiedź będzie krótka, bo sprawa jest niezwykle prosta. Jeśli nie przepadam, to nie uczestniczę. No bo po co się męczyć. No chyba, że komentujący mieszka w okolicach nabrzeża ;)

RUSTI komentował/komentowała: Miejsce do kitu. Ciasno, wszędzie kolejki, jedzenia niby pełno, ale ludzi jeszcze więcej. Stadion miał swój urok i klimat, a przede wszystkim przestrzeń, której tu zabrakło. Program spoko, w końcu po czasie zastoju coś się działo, ale jednak organizacja i miejsce dno.

Nie da się ukryć, że nie mamy miejsca typu Stadion Narodowy w Warszawie. W ponad dwudziestokilkuletniej historii Dni Gryfina, organizatorzy zmieniali więc kilkakrotnie miejsce święta miasta, także dlatego, że w tym czasie diametralnie zmieniły się przepisy dotyczące organizacji tego typu imprez. Początkowo i w latach późniejszych były to korty tenisowe, ale w miarę rozwoju imprezy, zwyczajnie zaczynało tam brakować miejsca dla wszystkich chętnych. Podobna ciasnota doskwierała uczestnikom tłumnie przybywającym na plac Księcia Barnima I. Nie sprawdziło się też miejsce z 2007 r., czyli lasek za stadionem. Od 2015 r., po wyremontowaniu nabrzeża miejskiego, właśnie to miejsce wydaje się najbardziej idealnym spośród tych, którymi dysponuje miasto. Nie mam oczywiście nic przeciwko wspominaniu poprzednich miejscówek, ale radykalnie negatywne ocenianie poziomu imprezy przez pryzmat miejsca jej odbywania - bardzo mnie dziwi. Podejmowanie dyskusji w związku z osobistymi upodobaniami też niczego sensownego do rozważań nie wnosi.

Komentarz ALWARO: Gdyby nie Sławomir (który śpiewać nie potrafi, co udowodnił), to Dni Gryfina wyglądałyby jak te pierwsze, czyli kilka osób na tamtejszym placu. Wesołe miasteczko miało ceny kosmos! Jedzenie? Polędwica gruba na 2 cm, frytki, ziemniaki, szaszłyki też grube i golonka...

A że kolejki po jedzenie, picie i do toalet? Niech krytykujący organizację imprezy wybiorą się kiedyś na podobną choćby do Szczecina. Albo latem nad morze. Tam też jest tłok, uwierzcie mi i też nie ma gdzie parkować. I to nie jest kwestia organizatorów. Do nich należy jednak dobór artystów. Nie na każdego można sobie pozwolić ze względów finansowych, a do tego wydaje się, że bezpowrotnie minęły też czasy, kiedy głównymi sponsorami byli producenci piwa, którzy za tzw. wyłączność chętnie wykładali pieniądze.

NIEDZWIEDZ napisał: Mam nadzieję, że tegoroczne - powtarzam - ciekawe Dni Gryfina nie były tylko grą przedwyborczą, a raczej powrotem do starych tradycji, gdzie nasze miasto było znane z super koncertów i dobrej organizacji.

W zakresie lokalnej polityki - nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem ;)

Zatem po co nam Dni Gryfina? To niewątpliwie alternatywa dla spędzających majówkę na miejscu, sympatyczna możliwość spotkania się ze znajomymi w czasie wolnym od pracy. To także moment, kiedy nasze miasto odwiedzają tłumy przyjezdnych. Także szansa zobaczenia z bliska idola, zdobycia jego autografu czy zrobienia wspólnej fotografii w celu umieszczenia jej na Facebooku. To także możliwość występu przed dużą publicznością dla lokalnych artystów na wielkiej i profesjonalnej scenie. To więc po prostu… fajny czas. Obecność nie jest obowiązkowa J

6 maja 2018

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu