eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Napiszę, mimo że wszyscy o tym wiedzą

O czym by tu napisać, skoro nic szczególnego się nie dzieje? Przecież nikogo nie zainteresuje, że jestem chory, a zamiast polegiwać - siedzę przy laptopie i pracuję. Fakt, że obowiązki służbowe czynić mogę spod kołdry, jest niezwykle wygodnym i przydatnym w pracy dziennikarskiej. Ból gardła i ogólne rozbicie nie sprzyjają jednak nieskrępowanemu korzystaniu z intelektu, który z powodu choroby jest jakby trochę przytłumiony, a to nie sprzyja sprawnemu składaniu myśli w zgrabne zdania, że o wymyśleniu tematu przewodniego nie wspomnę.

Bo nie będę przecież pisał o tym, że w czasie mrozu bywają dni, kiedy w mieście, a szczególnie w jego północnej części trudno jest oddychać z powodu duszącego dymu wydobywającego się z kominów niektórych domów, bo przecież wszyscy o tym wiedzą. Kiedy wracam po pracy do domu, to muszę niestety przejść przez niesympatyczną strefę zadymienia, gdzie smog z kominów swobodnie spływa ku chodnikom znajdującym się po obu stronach torów kolejowych. Wchodząc w dnie bezwietrzne w strefę ścielącego się dymu, niejako odruchowo usiłuję pokonać ją na bezdechu. Niestety nie jest to możliwe, tym bardziej, że staram się czynić podobnie, pokonując najbliższe okolice wąskiego przejścia pod torami między ulicami Szczecińską a Pomorską, gdzie każdorazowo jestem „częstowany” kłębiącymi się w tej okolicy spalinami wydobywających się z ogonków samochodów czekających na zielone światło z obu stron. Marsz na bezdechu na odcinku kilkuset metrów nie jest jednak możliwy z przyczyn oczywistych. No i wdycham. Zresztą nie tylko ja, żeby nie było, żem taki przewrażliwiony.

Nie będę przecież pisał o tym, że rozpoczął się długo oczekiwany remont, a właściwie budowa - szczególnie bliskiej mojemu sercu, a bardziej karcie kredytowej, dzięki której nabywam kolejne niezbędne do jej pokonywania pary butów - ulicy Mazowieckiej. Nie ukrywam, że z wypiekami na twarzy będę eksplorował postęp robót, oczywiście z jednoczesnym uwiecznianiem zmian z iście reporterskim zacięciem, głównie jednak fotograficznym, czemu ujście nadal będę czynił na fejsbukowej stronie Superdzielnia, którą ostatnio zaczął odwiedzać i udzielać się na niej nawet lokalny radny…

Nie będę też pisał o rozpoczynającym się w czwartek 12. Gryfińskim Festiwalu Miejsc i Podróży Włóczykij, bo przecież wszyscy o tym wiedzą. Zarówno ci, których to wydarzenie nieprzyzwoicie wręcz zassało i odbieramy od nich w Gryfińskim Domu Kultury dziesiątki telefonów dziennie od jakichś trzech miesięcy, jak i tych, dla których fenomen tego zjawiska i fakt tłumnego odwiedzania naszego miasta w celach niehandlowych - jest zupełnie niepojęty. Nie będę wspominał, że zjawisko z takim dorobkiem i renomą w całym kraju nie może pomieścić wszystkich chętnych i od lat musimy tłumaczyć się im z niepokojąco niewielkiej ilości karnetów czy biletów, z którą nie wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom potencjalnych nabywców, bo wszyscy o tym wiedzą. Nie będę wspominał, że każdorazowe przysposobienie podupadającego z każdym rokiem, bo pozbawionego ciepła i prądu budynku nieistniejącej już piekarni przy ul. Szczecińskiej na tzw. salę projekcyjną, kosztuje nas - chociażby - mnóstwo zachodu i energii, którą można by spożytkować na inne wspaniałe działania. Oczywiście co roku staramy się być niezwykle przekonujący w roztaczaniu bajek i baśni o swojskości, pewnej takiej rubaszności, a dzięki temu niespotykalności tego przedsięwzięcia. Że to niemalże celowe zabiegi, by festiwal - jedna ze sztandarowych imprez Gryfina, dzięki której jesteśmy znani w kraju i poza jego granicami - był inny od miliona mu podobnych. Nie muszę jednak pisać, że to ogromna siara dla naszego miasta, bo o tym też wszyscy przecież wiedzą.

Wszystko o czym dzisiaj wspominam, to jedynie - oczywiście niezwykle subiektywne, jak sama idea felietonu jako specyficznego rodzaju publicystyki - moje osobiste odczucia. Być może dla wielu okażą się mało istotne wobec ich problemów, z którymi przychodzi im się codziennie mierzyć.

Nie będę za to pisał o lokalnej polityce, bo wszyscy wiedzą, że jesienią odbędą się wybory samorządowe. Podobno mają wyglądać nieco inaczej niż dotychczas, ale jakoś nie było kiedy zagłębić się w nowe przepisy i ich opisy, ale gdy przyjdzie czas najwyższy, to niewątpliwie przysiądę. Pisanie o wielkiej polityce też nie ma sensu, bo jaka jest - każdy przecież widzi. Jeśli jednak ktoś wpadłby na pomysł, że także ja powinienem złożyć obowiązkowe oświadczenie majątkowe, to już teraz mogę poinformować, że nie mam samochodu, własnego mieszkania oraz oszczędności w euro i złotówkach. Dlatego muszę pracować na dwa etaty, łącząc obowiązki dziennikarza i pracownika Gryfińskiego Domu Kultury, a że posiadam odpowiednie umiejętności i wykształcenie, to nie widzę żadnych przeciwwskazań w łączeniu obu stanowisk. Żałuję jedynie, że na publicznie obiecaną ze dwa lata temu podwyżkę, wraz z moimi koleżankami i kolegami chyba się nie doczekam. Ale o tym być może nie wszyscy wiedzą…

18 lutego 2018

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu