eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

O wyższości kota nad psem

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu sprawa kompletnie mnie nie zajmowała. Wprawdzie wiele osób z mojego otoczenia miało w domu zwierzaka, ale sprawa dotyczyła mnie wtedy jedynie w zakresie, jak ich nie urazić nie głaszcząc pupila, który nie daj Bóg wykazałby mną jakiekolwiek zainteresowanie.

Wszystko zmieniło się dokładnie rok temu. Nagle, zupełnie znienacka, w połowie sierpnia naszła mnie chęć przygarnięcia czworonoga. Za kotami zdecydowanie nie przepadałem, więc wybór padł na psa. Korzystając z dłuższego weekendu w związku ze świętem przypadającym 15 sierpnia, przez dwie noce przeglądałem strony internetowe schronisk dla zwierząt w całej Polsce. Odwiedzałem też miejsca w globalnej sieci, gdzie pojawiają się informacje typu oddam psa w dobre ręce. Im bardziej zagłębiałem się w temat, tym z serca płynąca chęć przygarnięcia bezpańskiego psiaka we mnie rosła. Byłem pewien, że mimo potencjalnej wizji demolki mojego wychuchanego, choć nierychliwie sprzątanego mieszkania, jak to się mówi w Wielkopolsce - od wielkiego dzwonu

Kiedy właściwie byłem już pewien poważnego życiowego wyboru, to postanowiłem podzielić się tą informacją z ojcem przy okazji niedzielnego rodzinnego obiadu. Nie ukrywam, że liczyłem choć na lekką pochwałę, tym bardziej, że posiadanie ukochanego psa-przyjaciela mojemu rodzicowi nie było obce. I jakież było moje zdziwienie, kiedy ojciec w kilku żołnierskich słowach wyraził swoją dezaprobatę dla pomysłu, przedstawiając ciąg rzeczowych argumentów. Oczywiście przeciw. I nie sposób było z nimi się nie zgodzić w myśl zasady, że nikt nie zna nas tak dobrze jak rodzice.

W efekcie wróciłem jak zbity pies do swojego jakże pustego w tym momencie mieszkania, w którym jeszcze kilka godzin wcześniej, oczyma wyobraźni widziałem biegającego szczęśliwego psiaka, który trafił tutaj zza zimnych krat któregoś ze schronisk dla niechcianych zwierząt. Tego samego dnia wieczorem przy pomocy skajpa skontaktował się ze mną nieopatrznie kumpel i to właśnie na niego padło wysłuchanie mojej historii z ostatnich dni. Obserując na kamerce potok mojego gęgania, wykazał się niespotykaną wręcz wrażliwością i taktem, a kiedy nareszcie dopuściłem go do słowa, powiedział krótko: mam dla ciebie propozycję, weź od moich rodziców kilkumiesięcznego kota.

Do dzisiaj mam uszach mój kategoryczny sprzeciw. Że nie lubię kotów, że uciekam przed nimi, że nie głaszczę pupili u znajomych, że wszędzie pełno sierści, że to, że tamto. Zdecydowanie więcej przeciw niż za. Kumpel znowu wysłuchał, po czym stwierdził krótko: jutro pojadę do rodziców na wieś i sfotografuję jednego ze zwierzaków. Jest ich tam kilka, ale wiem już na sto procent, którego z nich powinieneś wziąć. Tym razem ja wykazałem się wrażliwością i taktem. Niespecjalnie protestowałem, bo uznałem, że z całej sytuacji wyniknie niewątpliwy plus, bo syn odwiedzi rodziców.

Kolega okazał się niezwykle słownym, bo następnego dnia otrzymałem fotografię maleństwa. I… Siedzicie wygodnie? To było jak piorun z jasnego nieba. Patrzyłem na zdjęcie w telefonie komórkowym i od pierwszej chwili czułem, że… yes! Ten! Żaden inny! Byłem gotów udać się po niego natychmiast, ale pomyślałem o planach zawodowych. Chociażby o całodziennej pracy podczas zbliżających się… Dożynek Gminnych w Gryfinie. Miałem więc całe dwa tygodnie, by sprawę przemyśleć. By zyskać pewność, że nie skrzywdzę maleńkiego zwierzaka, że szarpnę sprawę…

Nie ukrywam, że w ostatni poniedziałek sierpnia jechałem po kociaka - pełen obaw - pociągiem do… Konina. Zdawałem sobie sprawę, że moje życie wkrótce ulegnie totalnej zmianie. Zastanawiałem się, czy kot mnie zaakceptuje, czy ja go polubię. Jak maleństwo zniesie kilkugodzinną podróż pociągiem, czy ja sobie w tej sytuacji poradzę, bo przecież może się przydarzyć chociażby siku czy kupa. Z kolei w Koninie, z nerwem obserwowałem zaniepokojenie i „walkę” Lucka - o zabawki, o miskę z żarciem i o kuwetę - w związku z niespodziewanym pojawieniem się na jego terenie, w niewielkiej kawalerce znajomego, wszak młodszego kuzyna, ale jednak drugiego kociego faceta.

Teraz nie wyobrażam sobie życia bez marJana. Jestem przekonany, że podobnie myślą wszyscy szczęśliwi posiadacze kotów. Z wielką życzliwością obserwuję, jak zwierzak anektuje kolejne miejsca w mieszkaniu. Cenię w nim to, że dzielnie czeka każdego ranka aż się obudzę, jakby rozumiał, że spanie to moja pasja. Ja też już wiem, że balkon jest spoko, że sucha karma jest OK, a jeśli mokra, to tylko od określonej firmy.

Zbliżają się kolejne dożynki w naszej gminie, tym razem w Bartkowie. Też będę podczas nich pracował, ale wiem, że gdy wrócę po wszystkim do swojego mieszkania, to marJan będzie tu na mnie czekał.

Czy wiecie, że głaskanie kota zapobiega depresji? :)

 

19 sierpnia 2017

 

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu