eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Osobista faza REM

Posiadam sny, które niestety wracają od czasu do czasu. Efekt jest zawsze taki sam - straszliwy lęk w trakcie i brak świadomości, że śnią mi się nie po raz pierwszy, a więc nie ma się czego obawiać, bo w realu sytuacja została przecież definitywnie rozwiązana. W każdym z wypadków zresztą pomyślnie…

Akt pierwszy (najczęstszy, wyśniony co najmniej kilkanaście razy)

Sprawa dotyczy matury, a właściwie jej przebiegu. I tu na wstępie pragnę zaznaczyć, że za tak zwanych moich czasów, zaliczenie egzaminu dojrzałości choćby na tróje, wcale nie było takie oczywiste. Krążyły bowiem legendy, poparte jednak ziarnkiem prawdy albo nawet ich kilogramem, że tzw. poważnie podpadnięty w czasie czteroletniej nauki w liceum ogólnokształcącym, nie ma żadnych szans na egzaminie dojrzałości, więc prędzej czy późnej się… wyłoży. Zdarzały się i takie przypadki, że niektórzy podchodzili do egzaminów trzykrotnie - przez trzy lata z rzędu - i także bez pozytywnego skutku. Niektórzy po pierwszej nieudanej próbie, sprawę sobie odpuszczali i po prostu wyjeżdżali za granicę, co wtedy łatwym nie było, ale tam nikt ich o polską maturę raczej nie pytał.

Ale powróćmy do powracającego snu, który w pewnym sensie był podparty realnymi zdarzeniami, czyli przeżywanym przeze mnie paraliżującym strachem przed i w trakcie każdego z siedmiu egzaminów. Pisemny z języka polskiego nagle stał się mega trudnym, bo nie sprawdziły się wieszczone przez fachowców tematy, a zaliczenie tego z matematyki - dodatkowo niezwykle utrudniało wylosowanie pierwszej ławki. Po tygodniu oczekiwania na wyniki okazało się, że jest OK, choć byłem przekonany o swoim polegnięciu już na tym etapie. Zresztą nie tylko ja, bo znacząca większość współtowarzyszy niedoli z klasy. Potem przyszedł czas na egzaminy ustne, okupione chyba jeszcze większymi nerwami. Języki polski i rosyjski poszły, oba na ocenę wystarczającą. Geografia z kolei - co piszę w wielka dumą -na pięć. Egzamin z propedeutyki nauki o społeczeństwie - tegoroczna nowość w zestawie, do prostych nie należał, choć w tamtych czasach zdecydowanie łatwiej było zapamiętać ważne w skali ogólnokrajowej nazwiska, bo stołki zmieniało się znacznie rzadziej niż obecnie. Było więc więcej niż zadowalająco.

Ostatecznie więc matura zaliczona. I mam tego świadomość podczas snu, ale okazuje się, że właśnie zmieniły się przepisy. Według dotychczasowych, można ją było zdawać już po trzeciej klasie. Jeśli natomiast to podejście ewentualnie skończyło się porażką, to na przysłowiowym luzaku można było je powtórzyć po klasie czwartej. Ja zdałem w sposób opisany w trzeciej, ale w związku ze wspomnianą zmianą przepisów, tamta matura została anulowana i… czeka mnie ponowne jej zdawanie. Oczywiście mam świadomość, że pierwsze podejście było okupione wielkimi nerwami i brakiem wiary w pozytywne efekty, więc nie wyobrażam sobie ponownego podejścia. Lament, szok i niedowierzanie! [kurtyna]

Akt drugi(powracający co najmniej kilka razy, być może dlatego, że podłoże realne działo się znacznie później)

Jestem piekielnie rozdarty, bo od dłuższego czasu nie mogę podjąć decyzji, gdzie pragnę mieszkać. W Kaliszu czy w Gryfinie? Posiadam już mieszkanie w najstarszym mieście w Polsce, ale niedawno otrzymałem także własny kąt w naszym mieście, zresztą niezwykle fikuśny architektonicznie, bo z wejściem z długiego balkonu, na drugim lub trzecim piętrze. Mieszkanie znajduje się daleko od centrum, w południowej części miasta, choć zdecydowanie nie jest to Osiedle Południe. Otóż obok nowego budynku znajduje się wielki park. Nie ma tam z kolei torów kolejowych, choć jest ulica przypominająca Łużycką. No i mam to mieszkanie, nowiuśkie, gotowe do zamieszkania, ale coś mnie powstrzymuje, by w nim zamieszkać. Jednocześnie zajmowane aktualne mieszkanie, obiecałem odstąpić koleżance. Piekielnie pragnę wywiązać się z obietnicy, ale nie mam pewności, czy chcę wyprowadzki do nowego. Siedzę więc w tym obecnym przez kilka dni, po czym jadę do Gryfina, a tam wkrótce zaczynam tęsknić i wracam do Kalisza. Pamiętam, że budynek z kaliskim mieszkaniem posiada zupełnie inne otoczenie, znajduje się na sporym wzniesieniu, na którym zawsze jest mnóstwo ludzi, głównie młodych. Być może dlatego, że to dość nowe osiedle. Niespodziewanie spotykam w tłumie koleżankę, a ona znowu pyta - i co? Podjąłeś już decyzję? Bo ja jestem w ciąży i gdzieś musimy zamieszkać z moim mężem. Przecież obiecałeś! A ja co? Ciągle nie wiem, jaką podjąć decyzję, bo oddanie mieszkania w Kaliszu wiąże się z definitywną przeprowadzką do Gryfina, a ja nie mam pewności, czy tego chcę… [kurtyna]

Akt trzeci (pojawił się dopiero raz, jako ciąg dalszy ostatnio śnionego aktu drugiego)

Po długim zastanawianiu oddałem jednak kaliskie mieszkanie koleżance. Sprawa jednak się komplikuje, bo nowe i fikuśne w Gryfinie zostało już zajęte. Mam nieodpartą ochotę dowiedzieć się - kto w nim mieszka. Obawiam się jednak tam pójść, bo piekielnie żałuję, że nie zdecydowałem się w odpowiednim czasie w nim zamieszkać i zwyczajnie mi szkoda braku tej decyzji… (tu muszą zaznaczyć, że ani przez moment nie czułem się bezdomnym) [kurtyna]

7 lipca 2018