eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Ostatnio wpadłem w pułapkę. Zresztą niejedną

Wiadomo wszem i wobec, że wszystko co fajne, niestety szybko się kończy. Tym razem mam na myśli wytęsknioną złotą polską jesień. Przez kilka ostatnich lat doświadczaliśmy niestety gwałtownych zmian aury, które powodowały błyskawiczne kurczenie się ilości liści na drzewach, czemu towarzyszyły opady deszczu, jedynie ten przejaw nadchodzącej zimy potęgujące. Jesienna deprecha i łykanie witaminy D były więc nieuniknione :)

Tegoroczne wybitnie dłuuuugie lato obdarzyło nas także w pierwszej połowie października pogodą na tyle przyjazną i sympatyczną, że gdy jednego dnia mijałem drzewa czy krzewy z kosmicznie kolorowymi jesiennymi liśćmi, to następnego dnia miałem pewność, że niewiele w tym zakresie się zmieni, a być może będą wyglądały jeszcze piękniej w towarzystwie promieni słonecznych i na tle błękitnego nieba. W efekcie te niezapomniane obrazy na długo pozostaną w mojej pamięci, że o fotografiach zgromadzonych w katalogu „jesień 2018” w moim komputerze nie wspomnę. Wszystko wskazuje jednak na to, że sobota, a więc dzień kiedy piszę ten felieton, był ostatnim dość słonecznym tej jesieni. A kiedy będziecie czytać ten tekst, to nie wykluczam, że śladu po jej kolorach już nie będzie :)

Przede nami więc czas wielkiej tęsknoty i oczekiwania na wiosnę, kiedy świat wizualnie powróci do kolorowej równowagi. Podobnie w zakresie oczekiwania, sytuacja będzie się miała w przypadku pragnienia oglądania drugiego sezonu serialu „Pułapka”. Kilka tygodni temu wpadłem w jego… pułapkę i absolutnie nie wstydzę się tego! Tym bardziej, że jest nas więcej. Śmiało mogę napisać, że znacznie więcej, ale nikt precyzyjnie nie może podać ilości. Nie wykluczam jednak, że przeoczyłem badania oglądalności serialu, szczególnie w grupie moich telewizyjnych prawie równolatków.

Kiedy kilka sobót temu informowałem w okienku kasowym, że nie ma już biletów najpierw na pierwszy, a potem na drugi pokaz najnowszego filmu Wojtka Smarzowskiego „Kler” w Kinie Gryf i proponowałem seans w niedzielę o 20.30, to od kilku osób usłyszałem, że nie są taką opcją zainteresowane, bo przecież wtedy w telewizji idzie własnie… „Pułapka”. Stanęło więc ostatecznie na tym, że widzowie przyjdą w tygodniu lub w następny weekend, kiedy szał na film w naszym mieście i jego okolicach nieco opadnie, bo w końcu chętnych do jego obejrzenia, którym jeszcze to z jakichś powodów się nie udało, z każdym dniem będzie pewnie coraz mniej. Albo pojadą do Szczecina, no bo skoro nie mamy tutaj dla nich biletów, to już drugi raz nie będą się fatygować. Ano tacy trochę obrażalscy. Ostatecznie „Kler” okazał się bestsellerem niemalże wszech czasów, który wyświetlany był w naszym kinie przez dwa tygodnie i każdy z ponad dwudziestu seansów był całkowicie lub w najgorszym wypadku - w 95 procentach wyprzedany. Teraz, po tygodniowej przerwie znowu go wyświetlamy, jak to się zwykło mawiać - wychodząc naprzeciw oczekiwaniom widzów.

Ale wracając do „Pułapki”… Cieszę się, że są jeszcze na tym świecie tak zwami analogowi, którzy nie oglądali poszczególnych odcinków serialu wcześniej w internetach, tylko czekali do następnego niedzielnego wieczoru i - podobnie jak ja - gryźli paznokcie z tak zwanych nerwów. A po obejrzeniu kolejnego odcinka właściwie wiedzieli jeszcze mniej, bo kolejne ich przypuszczenia nie miały nic wspólnego z kolejnymi odsłonami akcji filmu. Niezwykle wciągnięty w serialową intrygę, czekałem wręcz momentu, kiedy ktoś wymyśli zakłady - kto jeszcze zginie i dlaczego. Nie ukrywam, że bardzo mnie kręcą takie zwroty akcji, mimo że nie jestem miłośnikiem kryminału czy sensacji. W jakimkolwiek przejawie sztuki cenię to swoiste wodzenie mnie-widza za nos, kiedy od początku sprawy nie są oczywiste, a tym bardziej nie da się przewidzieć zakończenia.

Podobnie rzecz miała się z długo zapowiadaną nową solową płytą Kasi Nosowskiej zatytułowaną „Basta”. Pierwsze dwa odcinki w postaci zaprezentowanych wcześniej piosenek „Ja pas!” i „Nagasaki” zmiotły mnie na tyle, że postanowiłem posiąść tę płytę jak najszybciej. Dzięki możliwości internetowej przedsprzedaży, złożyłem zamówienie znacznie wcześniej, więc finalnie miałem ją w rękach na dzień przed oficjalna premierą. Nie będę oczywiście prezentował recenzji i opisu, bo to nie miejsce. Nadmienię jednak, że wpadłem w tę pułapkę do cna. Podobnie zapowiada się sytuacja z kolejnym zapowiadanym krążkiem Agnieszki Chylińskiej. Jestem niemal pewien, że i tej nie będę w stanie się oprzeć, tym bardziej, że nadal nie ma żadnych muzycznych przecieków, żadnego pierwszego odcinka. Póki co poznajemy jedynie kolejne tytuły piosenek oraz spis miast, gdzie wkrótce odbędą się pierwsze koncerty promujące płytę „Pink Punk”.

Łooooo…. Tym razem - w związku z kilkutygodniową przerwą w pisaniu - sporo musiało się zmieścić w przewidzianej dla mnie rubryce. Podsumowując - ależ to fajne, że istnieje jeszcze jakieś życie poza polityką, która atakowała nas przez ostatnie miesiące praktycznie zewsząd. To fajnie, że czyhają na nas…  fascynujące pułapki, szczególnie jesienią J

20 października 2018

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu