eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Po co nam jesienna deprecha?

Nie będę ukrywał, że występ młodego akordeonisty Lukasa Gogola w finałowym odcinku zakończonej w ostatnią sobotę 10. edycji programu „Mam talent” doprowadził mnie do łez wzruszenia. Pasja, z jaką ten chłopak grał na guzikowej odmianie instrumentu, dosięgła gwiazd. Drugi raz wzruszyłem się, gdy okazało się, że wygrał program.

Zaczął się grudzień, pokończyły się kolejne serie programów rozrywkowych i seriali każących mi siadać praktycznie każdego wieczoru przed telewizorem. Należę do pokolenia, które nie potrafi oglądać produkcji telewizyjnych w Internecie, nie kręci mnie też oglądanie powtórek. Śmiało więc mogę powiedzieć, że przez kilka miesięcy w roku - na wiosnę i jesienią - jestem uzależniony od wieczornej ramówki telewizyjnej. Przez kilka ostatnich tygodni mój rozkład tygodnia wyglądał następująco: w poniedziałki „Druga szansa”, we wtorki „Diagnoza” i „Kuba Wojewódzki”, w środy „Azja ekspres”, a w czwartki „Kuchenne rewolucje”, choć oglądane jednym okiem, bo to ten wieczór, kiedy należało zabierać się za pisanie materiałów do Gazety Gryfińskiej, które kontynuowałem w piątkowy wieczór. W sobotę miałem przysłowiowy armagedon, bo od godz. 20.00 targały mną emocje związane z niezwykle trudnym wyborem: „Voice of Poland” vs. „Mam talent”, które niestety szły równolegle. Mój pilot rozgrzewał się wtedy do czerwoności, bo żadnego z nich nie chciałem odpuścić. „Twoja twarz brzmi znajomo” szła już na luzie, bo była samotna w swoim paśmie czasowym. Niedzielny wieczór był z kolei zarezerwowany głównie dla serialu „W rytmie serca” ;)

Jesienna ramówka to swoiste antidotum na szybko zapadający zmrok, który niedługo zaczną rozświetlać uliczne świąteczne girlandy. Wystawy w sklepach też wkrótce zyskają bardziej kolorowy wygląd, bo zbliża się czas, kiedy należy zainteresować klientów swoją ofertą. A propos strojenia miast - jeszcze kilka lat temu byłem przeciwnikiem zbyt wczesnego zawieszania na latarniach świątecznych atrybutów. Mało tego! W moim rodzinnym domu lampki na choince rozbłyskają dopiero w Wigilię i jestem z tego dumny. Jest jednak i druga strona medalu…

Nieco ponad dwa tygodnie temu ponownie odwiedziłem Londyn. Tym razem powodem wizyty w tym mieście był koncert Alison Moyet, która wielbię niezmiennie od 1982 r. Kiedy więc kilka miesięcy temu buchnęła informacja, że w związku z wydaniem nowej płyty, artystka planuje też światowe tournée, nie zastanawiałem się ani chwili. Listopadowy koncert w Palladium Theater był wspaniały. Oczywiście największe moje emocje wzbudziły piosenki sprzed lat, kiedy przez ponad dwa lata artystycznej działalności duet Yazoo praktycznie nie schodził z list przebojów, a niedługo potem Alison rozpoczęła karierę solową: „Nobody’s Diary”, „Love Resurrection”, „Situation” czy „Don’t Go”. Szczególne wzruszenie przyszło jednak z pierwszymi taktami piosenki „Only You”, także dlatego, że często rozbrzmiewa współcześnie podczas zajęć ruchowych prowadzonych przeze mnie ze studentami Gryfińskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Pojawiło się charakterystyczne ściśnięcie gardła, które spowodowało samowolne popłynięcie łez. Podobnie jak w czasie finału ostatniego „Mam talent”. Po zakończeniu koncertu, pozwalając ponad dwóm tysiącom współtowarzyszy zabawy wejść wąskimi schodami pod ziemię,  do metra, bo przecież nazajutrz większość z nich udawała się do pracy, postanowiłem pospacerować po okolicznych ulicach. Była godz. 22.45, czyli ostatnie chwile, kiedy na Oxford Street i Regent Street działało jeszcze - gaszone na noc - świąteczne oświetlenie ulic. Wspaniałe, finezyjne, kolorowe, a w połączeniu z fantastycznymi sklepowymi wystawami - tworzące cudowny bajkowy krajobraz. Dzięki takiemu widokowi, mój wspaniały pokoncetowy nastrój trwał nadal. Pewnie nie byłoby to możliwe, gdyby rzecz działa się w Polsce, jakże smutnej w listopadowe wieczory :(

Listopad to także czas, kiedy w Wielkiej Brytanii celebruje się pamięć żołnierzy poległych w I wojnie światowej. Każdego roku, 11 dnia 11 miesiąca o godz. 11.00 w całym kraju życie zatrzymuje się na dwie minuty, a oznaką okazania szacunku dla historii są pojawiające się praktycznie wszędzie czerwone maki. Co roku mieszkańcy Londynu umieszczają symboliczne kwiaty w fontannie na Trafalgar Square, jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w mieście. Z kolei oficjalne uroczystości Dnia Pamięci z udziałem królowej odbywają się w najbliższą dacie niedzielę. Kiedy odwiedziłem stolicę Wielkiej Brytanii o tej porze w 2014 r., byłem świadkiem niezapomnianego widoku. Otóż cała fosa Tower of London, historycznego miejsca, które przed wiekami  zamieszkiwali kolejni władcy państwa, obecnie porośnięta soczyście zieloną trawą, była pokryta tysiącami ceramicznych maków - po jednym dla każdego z 888.250 poległych w czasie wojny brytyjskich żołnierzy. Byłem przekonany, że to coroczny zwyczaj i udałem się w tamto miejsce także ostatnio, z nadzieją na ponowne zobaczenie morza czerwonych kwiatów. Okazało się jednak, że tym razem na miejscu instalacji artystycznej w fosie londyńskiej twierdzy, celebrującej przed trzema laty setną rocznicę wybuchu wojny, znajduje się… wielkie sezonowe lodowisko dostępne dla wszystkich mieszkańców miasta.

Pomimo naszych listopadowych świąt, życzę sobie i nam wszystkim, by świąteczne światełka pojawiały się w Polsce jak najszybciej, bo to niewątpliwie pozwoli nam uniknąć… jesiennej deprechy :)

1 grudnia 2017

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu