eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Robota na wysokościach

Nie wiem jak wy, ale ja lubię swoją pracę i tym razem na myśli mam ten spośród licznych moich obowiązków zawodowych, który polega na twórczym pisaniu. Skąd to nagłe wyznanie? A to z powodu, że mogę pisać gdziekolwiek, chociażby wieczorem na wygodnej kozetce w mieszkaniu i to niekoniecznie swoim. Albo gdziekolwiek, gdzie pojawia się szansa wyciągnięcia laptopa, który zawsze towarzyszy mi chociażby w czasie wyjazdów.

Tym razem postanowiłem, że proces twórczy odbędzie się podczas lotu samolotem. Pomyślałem bowiem, że w takich okolicznościach jeszcze felietonu nie pisałem, a skoro nie kapie tu na głowę i klawiaturę, to jest to równie dobre miejsce, jak każde inne, które nie odstręcza od skupienia i myślenia, a więc kwestii niezbędnych w tej robocie. Oczywiście piszę, kiedy samolot, niestety dzisiaj poważnie opóźniony, osiągnął już znaczącą wysokość. Można zatem wyciągnąć narzędzie pracy z niewielkiej walizki, która podróżuje w schowku nad moją głową. Czasu mam niewiele, bo tekst trzeba będzie skończyć zanim rozpocznie się proces zwany lądowaniem. W efekcie pozwoli mi to dostarczyć materiał do redakcji w odpowiednim momencie (pisanie po kilku godzinach podróży i do tego późnym wieczorem - nie sprzyja), tak by pojawił się w egzemplarzu gazety, który właśnie trzymacie w rękach.

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie chodzi mi o chwalenie się, że znowu gdzieś udało mi się wyskoczyć na klika dni - choć w dalszej części tekstu o powodach wyjazdu oczywiście napomknę - a jedynie o swoisty eksperyment twórczy. Wszystko wskazuje na to, że energii w baterii wystarczy, a więc zaczynam… O czym to ja miałem? Już wiem!

Otóż jednym z powodów mojej kwietniowej wizyty w Londynie był koncert Lisy Stansfield, brytyjskiej wokalistki święcącej światowe triumfy od momentu wydania pierwszego singla, piosenki zatytułowanej „All Around the World” w 1989 r. Przy okazji sobotniego wykonania tej piosenki, wróciły w pamięci wzruszające chwile sprzed wielu lat, kiedy DJka Maniuta grała ten numer podczas dyskotek w Gryfińskim Domu Kultury. Jezusie, ale ż to były czasy! Ludzie walili na te dyski drzwiami i oknami, a nikt nie pomyślał wtedy o tym, że sala nie jest klimatyzowana. Dzisiaj to dla wielu nie do pojęcia, ale najprawdopodobniej wszyscy byliśmy wtedy mniej wymagający, a liczyła się jedynie dobra zabawa. A propos klimatyzacji… Odniosłem wrażenie, że wielka sala koncertowa w teatrze Palladium w centrum Londynu, wypełniona w ostatnią sobotę do ostatniego miejsca, też nie  była perfekcyjnie przewietrzona. Nikt z prawdziwych fanów Lisy nie zwracał jednak na to uwagi. Wszyscy bawili się tak dobrze, jak przed niemalże trzydziestoma laty w ciasnej sali dyskotekowej przy ul. Szczecińskiej 17.

Kolejnym punktem programu wizyty w stolicy Wielkiej Brytanii była od dawna planowana przez moja przyjaciółkę wizyta w jednym z tutejszych… parków. Kew Gardens, czyli Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew, w południowo-zachodnim Londynie, to jedno z wielkich zielonych miejsc w tym mieście, chętnie odwiedzane przez ponad milion turystów rocznie, w tym tłumnie przez lokalsów, którzy mają szansę wykupienia rocznego biletu wstępu. Z kolei jednorazowe wejście nie jest tanie, ale godziny spędzone w tym miejscu warte są każdych pieniędzy. Widziałem tu ludzi w każdym wieku i każdego koloru skóry, reprezentantów przeróżnych kultur rozpoznawalnych jedynie dzięki charakterystycznemu ubiorowi, głównie kobiet. Niektórzy z nich  spacerowali, podziwiali i fotografowali nienagannie przystrzyżone trawniki z klombami prezentującymi aktualne kwiatowe piękności. Były zatem dywany czerwonych tulipanów, białych i obłędnie pachnących żonkili oraz dziesiątki innych kwiatów, których nazw nie znam. Wielu odwiedzających to miejsce okupowało ławki, a jeszcze inni po prostu leżeli na trawie i to niekoniecznie na przytarganych ze sobą kocykach. Zaskakujący dla ludzi z naszej części Europy jest fakt, że trawa jest tutaj ogólnie dostępna, a korzystanie z niej nie grozi jakąkolwiek karą. Ani mandatem, ani karcącym wzrokiem innych. Kiedy tylko robi się cieplej, w każdym niemalże zielonym miejscu, chociażby w Hyde Parku w centrum Londynu, tłumy ludzi w porze lanczu czy innej przerwy w robocie, wylegają z biur właśnie na najbliższą trawkę i uwalają się na niej na chwil kilka. Wspaniały nawyk dla relaksu i zdrowotności ;)

Wracając do Kew Gardens, w piątkowe wczesne popołudnie mijaliśmy tutaj mnóstwo grup dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, korzystających z pięknej pogody i równie niezapomnianych widoków. Odwiedziliśmy też kilka wspaniałych budowli - szklarni wielkości średniego stadionu, pełnych chociażby dziesiątek kaktusów przywiezionych tutaj z najdalszych zakątków świata. Całości dopełniały najróżniejsze drzewa, duże i małe, właśnie wzbogacające się po zimowej przerwie w nowe, cudnie zielone liście. No i te magnolie, teraz właśnie tutaj w szale rozkwitu, który za moment także dopadnie Polskę i Gryfino.

Oczywiście nie liczę na to, że rewitalizowany właśnie gryfiński Park Miejski im. Stanisławy Siarkiewicz, po zakończeniu jego naprawy, choć trochę będzie przypominał Kew Gardens, a tym bardziej, że zostanie umieszczony na światowej liście UNESCO. Mam nadzieję, że mieszkańcy Gryfina nauczą się szanować to piękne zielone miejsce w centrum naszego miasta. Chciałbym dożyć momentu, że w któryś wiosenny ciepły dzień pójdę tam kiedyś i zalegnę na zadbanej i eleganckim przystrzyżonym trawniku bez strachu, że zaliczę na przykład psią kupę. Czy to możliwe? Mam wielką nadzieję, że tak.

22 kwietnia 2018

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu