eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Susza wywarła wielkie spustoszenie

Przyszło nam żyć w ciężkich czasach. Panujący od kilku dni upał, wszystkim daje się we znaki. Tytuł tego felietonu jest oczywiście cytatem zapożyczonym z kultowego polskiego serialu. Czy ktoś z was jeszcze nie wie, który z kamieni milowych naszej kinematografii mam na myśli? Dla niezorientowanych lub niezdecydowanych kontynuuję zatem podpowiedź…

- O! Lasy...  pastwiska… koszą traktorem… Zobacz pan, choć no pan tu… Jak to pięknie wygląda…

- Cudownie, tu jest cudownie…

- Snopki siana jedzą krowy, chałupy przykryte okapem, o… pies na uwięzi…

- Zamknąłeś wszystkie okna w mieszkaniu?... Cholerny ten leżak… Susza wywarła wielkie spustoszenie… Maliny się kończą… Co ty tam widzisz?

- Koń, kura, krowa, kaczka… kura, kaczka, drób…

- W tak pięknych okolicznościach przyrody i tego… i niepowtarzalnej… Pani pozwoli i pan również… że skoczę po swoją żonę…

- O! Jest! Widzę! Droga chyba na Ostrołękę!

- Cudownie tu jest. Naprawdę cudownie…

Mam nadzieję, że teraz już wszystko jasne. Mam oczywiście na myśli jedną ze scen filmu „Rejs” w reżyserii Marka Piwowskiego z udziałem Wandy Stanisławskiej-Lothe (w roli Krystyny Mamoniowej), Zdzisława Maklakiewicza (inżynier Mamoń) i Jana Himilsbacha (Sidorowski). Filmu-doświadczenia z udziałem aktorów i naturszczyków, cudownego i niezapomnianego zbioru nieprawdopodobnych dialogów, które weszły przecież do języka potocznego. Dzisiaj, przy okazji upału rzec by można, że także wspaniałej wizji urlopu spędzanego w sposób jakże nietypowy, dostępny tak naprawdę dla niewielu. Sprawiającego wrażenie perfekcyjnie zorganizowanego, a to z powodu obecności kaowca, czyli popularnego w zamierzchłych czasach PRL-u animatora urlopowych rozrywek podczas rodzinnych wczasów w miejscach nieco bardziej ekskluzywnych. Jednym z nich mógł być przecież kołowy parowy statek wycieczkowy Neptun, płynący królową polskich rzek, czyli Wisłą, latem roku tysiąc dziewięćset któregoś.

Dlaczego „Rejs”? No bo kiedy nachodzi nas tak potężna i niekończąca się fala upałów, to nasze myśli oraz wypowiadane jakby leniwiej i rzadziej - w celu oszczędzania umęczonego i spoconego przy okazji byle ruchu organizmu - słowa, zazwyczaj wylewają się w sposób nieuporządkowany. No bo komu, w tak fatalnych okolicznościach przyrody, chciało by się gadać mądrze. Ba! Powiem więcej - cokolwiek też zrobić! Za to nie da się również ukryć, że nasze myśli w sposób nieubłagany biegną ku zbliżającemu się urlopowi. Zazwyczaj niestety zaplanowanemu w lipcu lub sierpniu, bo to typowe przecież miesiące wakacyjne. Upał w czerwcu, a tego roku nawet u schyłku maja, budzi w nas uzasadniony niepokój, że skoro teraz jest skwar, to dla równowagi, na której opiera się przecież cały świat - ciepła i słonecznych dni może nam zabraknąć latem. I co wtedy? Ano pozostaje nerwowe oczekiwanie i śledzenie informacji od pogodowych szamanów. Najpierw jednak, przede wszystkim musimy stoczyć niezwykle ciężką walkę z iście afrykańskimi niedogodnościami aury, do której nikt, no może poza krezusami wyjeżdżającymi do Egiptu i tym podobnych miejsc, nie jest przyzwyczajony.

Ja nie jestem. Przeklinam więc upalne dni i moment, gdy muszę w ten skwar wyjść z domu, bo wiem, że do miejsca, w które mniej lub bardziej obowiązkowo muszę się udać, dotrę umęczony, upocony, a być może i bez dobrego nastroju, którego resztki ulatniają się z każdym krokiem wykonanym w pełnym słońcu, pomiędzy plamami cienia zawdzięczanego wyższym budynkom lub drzewom. Przeklinam powroty w równie wielkim upale, a być może jeszcze potworniejszym. Przeklinam moje mieszkanie z oknami wychodzącymi na południowy zachód, które po powrocie z pracy nagrzane jest do granic wytrzymałości, pomimo szczelnego pozamykania niedomytych okien, a do tego perfekcyjnie opuszczonych rolet na każdym z nich. Przeklinam wreszcie zbyt ciepłe noce, które pomimo otwartych szeroko wszystkich otworów w ścianach, nie są w stanie wyziębić pomieszczeń poniżej 25 stopni Celsjusza.

Nie da się ukryć, że tej wiosny nie idzie żyć w ciągu dnia i nie da się spać nocami. Większość swojej i tak poważnie już nadwątlonej energii, zostaje mi poświęcać na nerwowe oglądanie i przeglądanie różnych informatorów pogodowych. I liczyć, że zapowiadany przez jednych deszcz lub wiosenna burza, a przez innych nie wieszczony, jednak się wydarzy. Cieszyć się z każdej chmury, której choć przez kilka sekund zawdzięczamy trochę cienia. Jeść chłodniki i inne wynalazki kuchni śródziemnomorskiej, by dodatkowo nie pocić się nad schabowym z frytkami. Nie zapominać o zwierzętach, które w ten czas szczególnie potrzebują wody. I o roślinach na działce czy balkonie, by susza nie wywarła wśród nich wielkiego spustoszenia… Jakoś musimy to przetrwać. Damy przecież radę. A zimą i tak powiemy, że od przeszywającego mrozu wolimy przecież upał. I pewnie będziemy tak myslećaż do następnej upalnej wiosny, bo przecież większość z nas nie może wziąć urlopu poza latem…

Teraz nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na kolejną burzę, której na pewno będą towarzyszyły opady deszczu. W tym wypadku… złotego deszczu, bo wartego przecież każdych pieniędzy. I nasłuchiwać cudownego świergotu ptaków, który rozpoczyna się na długo przed świtem :)

3 czerwca 2018

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu