eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Ulotny czar wypoczynku

Nie da się ukryć, że urlopowanie na wyjeździe, szczególnie odległym od codziennego żywota, jest niezwykle męczące. No bo zanim uzyskamy szansę wypoczynku, nierzadko w luksusach i za ciężko zarobione lub nie daj panie lub pani - pożyczone pieniądze, to najpierw musimy poddać się czynności, która zwie się podróżowaniem, a ta wymaga nie lada wysiłku. Niezwykle często zdarza się, że już na początku długo oczekiwanej laby jesteśmy już tak umęczeni, że… nie mamy siły na atrakcyjny wypoczynek. O męce powrotu, podczas której szybko zapominamy, że jesteśmy wypoczęci - nawet nie wspominam. Szczególnie, gdy nie mamy już czasu, by po niej… wypocząć przed powrotem do pracy. Spróbuję poprzeć to opisem mojego ostatniego krótkiego urlopu...

Planowanie

Oczywiście najlepiej jest, gdy udajemy się w miejsce, gdzie choć raz już byliśmy, a więc posiadamy pakiet najważniejszych informacji typu, z którego lotniska przyjdzie nam polecieć oraz jakie linie lotnicze wybrać. W przeciwnym wypadku tracimy dodatkowo mnóstwo czasu na wspomniane poszukiwania, które zazwyczaj odbywają się na długo przed planowanym tripem. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek kupił bilet lotniczy przy pierwszym podejściu, bo uczyniłem swoisty sport z poszukiwania najtańszej opcji podróży. Ciągle wspominam czas, kiedy bilet lotniczy z Poznania do Londynu kupiłem za… 9 złotych! Niestety nigdy potem nie udało mi się do tego rekordu nawet choćby nieco zbliżyć, ale nie poprzestaję na ćwiczeniu techniki, a warto, bo okazuje się, że przeloty kupione w idealnym czasie - pomagają zaoszczędzić nawet kilka stówek w złotówkach.

Wyjazd

Błogosławię niedalekie sąsiedztwo lotnisk w Berlinie, skąd polecieć można w niezliczoną ilość kierunków, zazwyczaj tzw. tanimi liniami lotniczymi. Z korzystaniem z lotnisk wiąże się jednak pewna niewygoda, bo należy tam się pojawić na przysłowiowe dwie godziny przed startem samolotu. Oczywiście nie zawsze uda się trafić idealnie w ten czas, w związku z pokonywaniem busem trasy ze Szczecina do Berlina. Od momentu wyjazdu z Gryfina do osiągnięcia bram lotniska mijają już więc już co najmniej trzy godziny. W ostatni czwartek niestety zdarzyło się, że w związku ze strajkiem we Francji - większość samolotów miała opóźnienie. Mój oficjalnie ponad półgodzinne, bo przed wyruszeniem do Genewy zaliczał jeszcze podróż w obie strony do Budapesztu i Marsylii.

Na szczęście mój przelot trwał niespełna półtorej godziny, co stanowi niewielki ułamek całego czasu poświęconego na podróż. Potem jeszcze przejazd z lotniska do celu i po niespełna… 10 godzinach byłem już na miejscu. Piłem lekką wieczorną herbatkę w zupełnie innym świecie ;)

Adaptacja

Pierwszy poranek w nowym miejscu było oczywiście cudowny. Niestety poza snem, potrzebowałem jeszcze kilku godzin, by ciało nabrało potrzeby wyjścia do ludzi, ku niewątpliwej przygodzie obserwowania i korzystania z niewątpliwych przyjemności, jakie niesie za sobą przebywanie we francuskojęzycznej część Szwajcarii. Kiedyś pewnie zrobiłby na mnie wrażenie nieskrępowany dostęp do czekolady Milka, ale teraz, pozostając w kwestii pobytu z spożywczaku, zachwycam się niezliczoną ilością kosmicznych wręcz serów, jogurtów orzechowych, kokosowych czy migdałowych, bananów w jakości idealnej do spożycia, a wiszących w kiściach na haczykach w czymś w rodzaju wielkiej szafy bez ścianek, czy wielkiej powierzchni wystawienniczej niemalże idealnie czerwonych truskawek, z których żadna nie była w stanie sugerującym rychłe podgnicie. O świeżych i pięknych szparagach nawet nie wspominam. Chwilę potem mijałem niewielki sklepik pełen lokalnych pamiątek. Żeby więc kupić choćby magnes z widokiem na Alpy, nie musiałem zastanawiać się, czy szukać może lokalnego kina, czy innego miejsca, w którym turyści raczej nie bywają.

Szał uniesień

Następnego dnia czuję już ogromną potrzebę wyjazdu do Montreux, by tradycyjnie pokłonić się pomnikowi Freddiego Mercury’ego, a wcześniej wpaść do Vevey do… Charliego Chaplina i Henryka Sienkiewicza, który tam właśnie zmarł w 1916 r. Oczywiście pospacerować, przyglądać się pierwszym oznakom wiosny w temperaturze 12 stopni Celsjusza, niczym niezmąconemu błękitowi wielkiego jeziora podsyconym błękitem nieba i pięknie ośnieżonym jeszcze o tej porze szczytom Alp.

Tekst ten piszę w niedzielę około godziny 10 w Szwajcarii, na werandzie z widokiem na Jezioro Genewskie, na chwilę przed wypadem na obiad do niedalekiej Francji. I już czuję, że mimo krótkiego czasu - cudownie wypocząłem. Może nie tyle ciało, co mózg. Ale co z tego, skoro dzisiaj wieczorem czeka mnie podróż powrotna, podczas której znowu się umęczę... :D

25 marca 2018