eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Współczesne niewolnictwo

W ubiegłym tygodniu otrzymałem tajemniczy telefon. Anonimowy rozmówca poinformował mnie, że byłoby dla mnie lepiej, gdybym w swoich felietonach poruszał sprawy globalne lub osobiste, a raczej omijał kwestie krytyki przejawów życia społeczności lokalnej. I stąd właśnie moja absencja na 21 stronie Gazety Gryfińskiej w poprzednim jej wydaniu…

Przez tydzień zbierałem myśli. Zastanawiałem się, czy być może nie nadszedł czas najwyższy, by dla własnego bezpieczeństwa nie zaprzestać pisania, a być może nawet wyrażania swoich opinii w towarzystwie, bo nigdy nie wiadomo, czy rozmówcy nie „puszczą” tego dalej, a wtedy klops i być może pojawi się następny telefon, a być może nawet anonim w skrzynce pocztowej. Przecież w tak małej społeczności wszyscy o sobie wiedzą wszystko lub prawie wszystko, a czego nie wiedzą, to sobie dopowiedzą, co przyczyni się do powstania zupełnie nowej, jeszcze bardziej nieprawdopodobnej historii, z którą często jej główny bohater nie ma nic wspólnego. No ale skoro słyszymy ją od pani Zdzisi, która zna pana Rysia, który koleguje się i często pije piwko z byłym mężem Żanety, czyli Jackiem, tym pracującym w pokoju pod sekretariatem kierownika R., przez który przechodzą wszystkie rozmowy telefoniczne, no to ta historia musi mieć w sobie… choć ziarenko prawdy. Brzmi to niezwykle zabawnie, ale nie da się jednak ukryć, że wielu z nas tak właśnie „buduje” sobie obraz bliźnich i niestety „puszcza” go w świat. Albo przyjmuje go za pewnik, czyniąc z niego oręż przeciwko podwładnym, mimo że na pierwszy rzut oka widać, że nie mają garba i umiejętności chociażby latania, a jedynie korzystają w celach komunikacyjnych z samolotów, nie używając przy tym nawet plecaka, a walizki na kółkach w kolorze czerwonym, takiej z wysuwaną rączką. Nie to jednak miało być tematem moich dzisiejszych felietonowych rozkmin, a jedynie tak jakoś mi się napisało. Tak po prostu ;)

Dzisiaj miało być bowiem, jak wynika z tytułu, o współczesnym niewolnictwie i nie tym dosłownym, znanym chociażby z seriali „Korzenie” czy „Północ - południe”, choć w pewnym sensie z nimi powiązanym. O tak zwanym niewolnictwie telewizyjnym. Otóż wszystkie szanujące się stacje telewizyjne mamią nas tzw. ramówkami. Ramówki rozróżniamy dwie: jesienną i wiosenną. Obie charakteryzują się tym, że wraz z ich rozpoczęciem - ruszają kolejne odcinki znanych i oglądanych wcześniej seriali i programów rozrywkowych, tych do których zdążyliśmy się już uzależnić (lub jak kto woli - bardzo lubimy je oglądać), ale także nadawcy usiłują nas przekonać do nowych propozycji. Jedną z nich jest poniedziałkowy program rozrywkowy „Iron Majdan”, reklamowany jako naturalne przygody najgorętszej pary polskiego szoł biznesu. Nie ukrywam, że zwykła ludzka ciekawość kazała mi obejrzeć pierwszy odcinek, kiedy główni bohaterowie znaleźli się w Las Vegas, by tam znienacka powziąć informację, że za kilka dni odbędą publiczną walkę w kategorii zawodowych zapasów. Przez przypadek stałem się też przypadkowym świadkiem ich przygód na Islandii, ale to z powodu, że nie wyłączyłem telewizora po drugim odcinku kolejnej serii serialu „Druga szansa”, którego jestem niewolnikiem. Z przyjemnością informuję, że jestem uzależniony od wtorkowych propozycji żółto-niebieskiej stacji. Ciurkiem oglądam „Diagnozę”, następnie szoł mojego imiennika, choć w tym wypadku z różnym zaangażowaniem, które warunkują zaproszeni goście oraz „Superwizjera”. W  środę po „Milionerach” leci „Agent - gwiazdy”. W związku z tym, że wśród bohaterów, poza prowadzącą, rozpoznałem w pierwszym odcinku jedynie cztery osoby, to szybko zdecydowałem, że tym razem nie podlegnę uzależnieniu. W czwartek Magda obowiązkowo, a jeśli chodzi o piątek, to ostatnio coś mnie podkusiło i włączyłem „Taniec z gwiazdami”, głównie, by zobaczyć, kto zasiadł w jury w zastępstwie Beaty. Po towarzyszeniu mi ostatniego odcinka w innych czynnościach domowych, a co za tym idzie - jedynie zerkaniu na ekran telewizora wiem, że nigdy więcej. Propozycja z polskim weselem w tle dla prezentowania niezwykle popularnych przecież takiego wieczoru - rumby czy jive’a sprawiła, że nie poczułem potrzeby uzależnienia się w tym sezonie, a być może także w każdym następnym bez wspomnianej jurorki. Podobnie jest z sobotnią „Hipnozą”, ale w przypadku programu „Twoja twarz brzmi znajomo” wiem na setkę, że jestem jego niewolnikiem. Mało tego - pragnę tego i wcale się tego nie wstydzę! W niedzielny wieczór z kolei, pewnie z powodu oglądania „Faktów”, zapominam ostatnio zmienić kanał, bo pooglądać kolejny sezon serialu „W rytmie serca”. Po ostatnim zapomnieniu postanowiłem ustawić w swoim telefonie komórkowym tzw. przypomnienie, choć nigdy tego nie robiłem i nie mam pewności, czy spośród kilku różnych pipczeń rozróżnię to, które „nawołuje”, bym zmienił kanał.

Oj wiem, że wystarczyłoby skorzystać z odpowiednich stron w internecie lub ze sprzętu, który posiadam w domu, służącego do nagrywania pozycji z każdego wieczoru i obejrzeć ciurkiem tygodniową zbieraninę w sobotnie czy niedzielne przedpołudnie, przy kawce. Ale po pierwsze, nie zawsze weekendy mam w stu procentach wolne, a poza tym - nie byłoby to już typowe telewizyjne niewolnictwo, któremu większość z nas dobrowolnie ulega, tłumacząc przed sobą i bliźnimi potrzebę siedzenia w domu każdego wieczoru. No teraz, to normalnie nie ma kiedy wyskoczyć do kina. Cała nadzieja w tym, że każda ramówka, czy to jesienna, czy wiosenna - kiedyś musi się skończyć.

A z tym telefonem, to oczywiście żartowałem. Po prostu nie miałem pomysłu na wstęp tego felietonu ;)

17 marca 2018

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu