eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Żeby chciało się chcieć

Badania przeprowadzone przez psychologów z jednego z amerykańskich uniwersytetów wykazały, że tylko jedna osoba na dwadzieścia dotrzymuje składanych sobie przyrzeczeń. I nie ma znaczenia, czy chodzi o codzienne spacery, bieganie, pozbycie się zbędnych kilogramów, rzucenie palenia czy lepszą organizację pracy.

Wielu z nas doskonale za to wychodzi tłumaczenie powodów tych niepowodzeń. Zaczyna się grubo, bo od szukania winowajców, na przykład złego rządu, układów i złodziei, przez których uczciwy człowiek do niczego nie może dojść samodzielnie. Może być też znacznie banalniej: pobiegałbym, ale jest zimno czy mokro, poćwiczyłbym, ale brakuje mi czasu lub przeczytałbym książkę, ale moje oczy zamykają się ze zmęczenia. Chociaż każda wymówka jest inna, wszystkie można sprowadzić do jednej: nie chce mi się. Bo ten, któremu naprawdę na czymś zależy, nie szuka wykrętów, tylko stara się to robić.

Mimo że artystka Madonna latem przyszłego roku skończy 60 lat, to jest szczęśliwą posiadaczką sylwetki i kondycji babeczki o kilkadziesiąt lat młodszej. To efekt jej codziennych intensywnych ćwiczeń. Podobno trenuje przez sześć dni w tygodniu po dwie i pół godziny: 40 minut na bieżni, kolejnych 40 na trampolinie, dalej w siłowni pyka sto brzuszków, sto rozciągnięć hantli, po sto ćwiczeń dla nóg, ramion i pośladków. Dlaczego aż tak się… katuje? Jej osobisty trener miał odpowiedzieć krótko i zdecydowanie: bo chce!

Nie, że namawiam teraz wszystkich, aby koniecznie wylewali siódme poty i koniecznie tłumnie zabrali się chociażby za bieganie. Jestem pełen podziwu dla wszystkich, którzy nieprzymuszenie biorą udział w Gryfińskim Transgranicznym  Festiwalu Biegowym lub spotykają się na wieczorne bieganie. Ja z kolei wiem, że sport nie jest dla mnie i nigdy nie był. Może inaczej potoczyłoby się moje podejście do sprawy, gdybym za czasów szkolnych nie był zmuszany do uczestnictwa w biegach przełajowych w parku, kiedy to dwa razy do roku zazwyczaj kończyłem je na ostatnim miejscu w swojej grupie wiekowej, a fakt ten był niestety przedmiotem drwin ze strony koleżanek i kolegów. I mimo że u schyłku pobierania edukacji w szkole średniej pojawił się młody wuefista, który chwalił nawet za ostatnie miejsce, a w dzienniku odnotowywał to najwyższą wtedy oceną, to trauma jest, nie da się ukryć. Rzecz można oczywiście próbować tłumaczyć tym, że wtedy wiele robiło się w tzw. kolektywie i niekoniecznie dobrowolnie. Z drugiej jednak strony, chociażby w olimpiadzie z języka polskiego nie musieli brać udziału wszyscy, a tym bardziej ci, którym nienajlepiej szło pisanie dyktand :)

Wracając do artystki Madonny, tężyzna fizyczna niewątpliwie jest jej niezwykle przydatna w zawodzie, który uprawia z sukcesem od początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Kiedy w 2008 r. nareszcie było mi danym pojawić się na jej koncercie w Wiedniu (Sticky and Sweet Tour), to po mniej więcej przez kwadrans trwającym płaczu ze wzruszenia, że dożyłem jednak czasów, kiedy jako przedstawiciel kraju byłych demoludów, nareszcie mogłem zobaczyć koncert podziwianej od lat gwiazdy, z niekłamaną zazdrością obserwowałem, co ta starsza ode mnie kobieta przez dwie godziny wyprawiała na scenie. I nie mam tu wcale na myśli walorów wokalnych, bo w przypadku jej koncertów idzie się na show, czyli właśnie to, co jest wynikiem jej codziennej ciężkiej pracy nad sprawnością ciała i umysłu. Pani Ciccone słynie z tego, że ogarnia wszystko, co dotyczy jej życia artystycznego, także tego scenicznego. Oczywiście niezbędny jest jej do tego spory sztab ludzi, a otacza się w tym zakresie jedynie najlepszymi. To niekłamani fachowcy, choć często w wąskich dziedzinach sztuki, ale to właśnie ich wspólna robota, ciężka praca tych widocznych na scenie, a więc tancerzy, wokalistów czy muzyków, ale i pracujących przy produkcji - reżyserów show, oświetleniowców, nagłośnieniowców czy wreszcie budowniczych sceny w każdym kolejnym miejscu koncertu trasy trwającej przez nawet kilkanaście miesięcy.

Od 2008 r. nie opuszczam żadnego show Madonny w ramach jej kolejnych światowych tras koncertowych. W 2012 r. w Dublinie oglądałem koncert w ramach trasy The MDNA Tour, a trzy lata później w Amsterdamie był to koncert Rebel Heart Tour. I wiecie co w niej cenię? Przede wszystkim szanuję ją za to, że ciągle intensywnie pracuje. Niespecjalnie zwraca uwagę na krytykę, że jest już za stara, że się niestosownie ubiera, że ma żylaste ręce, że robi słabą muzę, że… babie w tym wieku pewne rzeczy już nie uchodzą. Po prostu robi swoje, bo chce. Bo sprawia jej to satysfakcję i radość. Niejeden pewnie powie, że ona robi to dla pieniędzy. Ja na to odpowiem: każdy z nas pracuje z myślą o pieniądzach. Mniejszych lub większych. Politycy także.

A na koniec niespodziewany dla niektórych zwrot akcji. Madonna urodziła się w 1958 r., a więc dokładnie wtedy, gdy powstał dzisiejszy Gryfiński Dom Kultury :)

 

8 lipca 2017

 

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu