eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Na straży postanowień noworocznych – szczecińska dietetyk już w Gryfinie!

Doświadczona dietetyk z kilkuletnią praktyką, od stycznia swoją wiedzą dzielić się będzie także z mieszkańcami Gryfina. Do tej pory możliwe to było jedynie w jej szczecińskim gabinecie. Mgr inż. Natalia Blachowska ze swoimi klientami spotykać się będzie w czwartki, nieopodal Laguny - w Gabinecie Kosmetycznym Derma Salon w Gryfinie, przy ul. Wodnika 3.

Niniejszy artykuł ukazał się w formie sponsorowanej publikacji w wydaniu 12 stycznia br.

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Wiadomością na miarę pandemicznych realiów jest możliwość indywidualnych konsultacji online. To świetna propozycja dla wszystkich, którzy „utknęli” ze swoimi problemami w domach, a nie chcą czekać z realizacją swych noworocznych postanowień.

 

Preferuje pani żeńskie końcówki? Zwracać się do pani per dietetyk czy dietetyczka?

  1. Blachowska – Akceptuję obie formy.

 

Śródtytuł: INDYWIDUALNIE

Co zadecydowało o tym, że trafiła pani do Gryfina?

- Pochodzę ze Szczecina, co nie przeszkodziło mi zdobywać doświadczenie chociażby w Chojnicach, czy też podczas licznych delegacji zawodowych do różnych miast i miasteczek. Praca w nowym środowisku nie jest dla mnie czymś nowym. To wyzwanie, które rozwija i daje dodatkową motywację, by spełniać się zawodowo. Dlatego, oprócz gabinetu, który prowadzę w Szczecinie, zdecydowałam się otworzyć na Gryfino. Przyznam, w oparciu o głosy, które już do mnie dotarły, że nie spodziewałam się tak dużego zainteresowania.

 

W przypadku dietetyków mówi się o ich klientach, czy pacjentach?

- W moim odczuciu są to pacjenci, ponieważ każdy zgłasza się w celu rozwiązania problemu żywieniowego lub z konkretnym schorzeniem, którego elementem jest leczenie żywieniowe. Prawidłowo zbilansowana dieta często jest tutaj kluczem do sukcesu.

Te kilka lat, które poświęciła Pani pracy na tym polu, jak na dietetyka to sporo?

- Biorąc pod uwagę, że moda na bycie „fit” czy eco żywność stosunkowo od niedawna są na absolutnym topie, to sporo. To ważne zwłaszcza w kontekście zalewu internetowych „mądrości”. Tych mamy wręcz w nadmiarze. Sporo pacjentów, którzy trafiają do mojego gabinetu, ma już na koncie wiele bezskutecznych prób wdrażania cudownych diet na własną rękę. Są rozczarowani i bezsilni. Twierdzą, że próbowali już wszystkiego.

 

Żyjemy w czasach, gdy po przeczytaniu jednego artykułu niewiadomego pochodzenia niektórym zdaje się, że są już specjalistami w danej dziedzinie.

- Moje podejście jest ściśle indywidualne, adresowane do konkretnej osoby. Jakiekolwiek kroki poprzedzam bardzo dokładnym wywiadem i analizą trybu życia. Wręczanie z góry gotowych diet jest fikcją, w której danej osobie trudno jest później wytrwać. Inaczej funkcjonuje matka małych dzieci, a inaczej pracujący intensywnie mężczyzna w średnim wieku. Do tego dochodzą choroby i schorzenia, przypadłości – absolutnie wszystko, co składa się na kompletny obraz danej osoby. Często spotykam się z kimś, kto z uporem trwał przy jakiejś „gazetowej” diecie, wyrządzając sobie krzywdę, bo dany jej element był wbrew jej predyspozycjom.

 

Pani wiedza ma umocowanie medyczne?

- Dietetyka jest dziedziną około medyczną. Nie zajmujemy się diagnozą chorób, niemniej ściśle współpracujemy z lekarzami czy naukowcami na etapie definiowania profilu pacjenta. Jego trafnej diagnozy. Wiedza, którą w praktyce stosuję jest poparta badaniami.

 

Czyli w ramach spotkań z panią, pacjenci są kierowani na przeprowadzenie określonych badań?

- To wręcz niezbędne postępowanie, aby dostosować jadłospis  indywidualnie do potrzeb czy schorzeń danej osoby, aby w pełni jej pomóc oraz by dieta była skuteczna. Zwłaszcza dziś, kiedy powszechnie mamy do czynienia m. in. z insulinoopornością czy z chorobą Hashimoto. W etiologii tych chorób znaczący udział mają czynniki środowiskowe. Do tego nakładają się coraz bardziej widoczne konsekwencje spożywania żywności przetworzonej, szybkiej. Ludzie są zestresowani, w biegu, mają za mało snu i nie regenerują się.

 

Jak jest z tą Hashimoto? Da się to opanować? Niektórzy mówią, że nie.

- Faktycznie jest to ciężka przypadłość, ale przy odpowiedniej diecie z powodzeniem można normalnie funkcjonować.

 

ZMIANA NAWYKÓW

Wśród klientów nadal zdecydowaną przewagę stanowią panie? Czy może panowie tez pomału przełamują wstyd, by zwrócić się po pomoc do dietetyka?

- Tendencja, by o siebie dbać, nadal bardziej zauważalna jest wśród pań. Panowie często wychodzą z założenia, że sami sobie poradzą. Problemem bywa nawet wizyta u lekarza. Chociaż przyznam, że coraz częściej obserwuję sytuację, w której panowie przychodzą do mnie ośmieleni towarzystwem swoich partnerek. Taki wspólny wysiłek zdaje, z całkiem zrozumiałych względów, bardzo dobre rezultaty.

 

Jedno dopinguje drugie, wiadomo (śmiech).

- Też. Chociaż wspólnie łatwiej jest również pokonywać chwile zwątpienia.

 

No właśnie. W te klocki nie ma dróg na skróty. Na efekty trzeba sobie cierpliwie zapracować.

- Zmiana nawyków żywieniowych na pewno wiąże się z nakładem dodatkowej pracy nad sobą i wysiłkiem. Zwłaszcza na początku może się wydawać, że poukładanie sobie tego wszystkiego jest ponad siły. Ja wychodzę tutaj na przeciw i zawsze staram się, aby przygotowywane przeze mnie przepisy były szybkie, a zarazem smaczne. Do tego jadłospis opatrzony jest listą zakupów, a stały kontakt ze mną pomaga uzyskać dodatkowe wskazówki na temat organizacji. Zdarzało się, że przybywały do mnie zrezygnowane osoby, ze łzami w oczach, z różnymi dolegliwościami, nie wiedziały czy cokolwiek im pomoże oraz czy podołają. Na szczęście, co też jest w mojej pracy najbardziej satysfakcjonujące, widuję później tych samych ludzi, którzy uśmiechnięci i zadowoleni przyznają, że było warto i wcale nie było to jakoś szczególnie trudne. Sama dieta z czasem staje się czymś obok, a nie treścią życia, nad którą ciągle musimy się skupiać.

 

Wiadomo, że każdy przypadek jest inny, ale czy możemy hipotetycznie określić czas, po którym można spodziewać się znamion zmiany?

- Organizm musi oswoić się ze zmianą nawyków żywieniowych. Taki nawyk pojawia się mniej więcej po około trzech tygodniach. To tylko wstęp. Tempo chudnięcia zależy od tego jak dana osoba zastosuje się do zaleceń. Kolejnym bardzo ważnym elementem procesu jest prawidłowo przeprowadzona stabilizacja masy ciała. Na przykład po zakończeniu diety, mającej na celu redukcję. Bezpieczne tempo zakłada redukcję na poziomie od pół, do kilograma na tydzień. Lepiej chudnąć powoli. Organizm lepiej wtedy reaguje. Zapobiegamy też efektowi „jojo”. Natomiast pamiętajmy, że są to bardzo indywidualne sprawy.

 

Czy zmiana nawyków żywieniowych, które pani zaleca wiąże się z większym wysiłkiem finansowym? Wszystko musi być z górnej półki, super eco itd.?

- Bez obawy. Nie wymagam, by żywność była wyłącznie ekologiczna, aczkolwiek warto by było. Dietę opieram na produktach ogólnodostępnych. Z kolei w odniesieniu do kosztów, które wiążą się z moją pracą, to z pewnością – w stosunku do konkurencji obecnej na rynku – są one bardzo korzystne.

 

W takim razie konkretnie ile kosztuje korzystanie z pani usług?

- 150 zł za początkowy wywiad z analizą masy i składu ciała za pomocą bioimpedancji. Jadłospis na miesiąc, z listą zakupów i książeczką zamienników – 200 zł. Każda kolejna miesięczna wizyta kontrolna wraz z rozpisaniem diety to koszt 200 zł. Miesięczne wizyty są zalecane, ponieważ rzadsze spotkania nie sprzyjają motywacji. W razie potrzeby istnieje także możliwość zwiększenia częstotliwości spotkań.

 

POSTANOWIENIA W DOBIE PANDEMII

Okres, w jakim przyszło pani otwierać się na Gryfino jest delikatnie mówiąc dość kłopotliwy. Choć po uśmiechu na pani twarzy wnioskuję, że pandemia pani nie odstraszyła (śmiech).

- Optymistyczne spojrzenie pomaga w dążeniu do celu. Dietetyka cieszy się dużym zainteresowaniem. Konsekwencje pandemii, zamknięcie w domach, ograniczony ruch – to wszystko paradoksalnie sprawiło, że ludzie szukają skutecznych metod, by dbać o zdrowie. We wszelkich przejawach. Właściwe odżywianie jest absolutnie jednym z najważniejszych elementów, które temu służą.

 

Przez koronawirusa i te wszystkie lockdowny ludzie siłą rzeczy więcej siedzą, to i tyją.

- Dokładnie. Nie bez znaczenia są też lansowane przez media reklamy niezdrowej żywności, która kusi, by po nią sięgać. Jej dostępność niesie ze sobą niepokojący wzrost także liczby dzieci z nadwagą i otyłością. Możliwe, że dzieci te często wzorce czerpią od dorosłych, rodziców.

 

Interesujący jest wątek indywidualnych spotkań z panią, które odbywają się online, przez internet. To idealne wyjście w dobie pandemii. Jak w praktyce to wygląda?

- Korzystam z aplikacji podobnej do Skype. Wszystko jest wręcz banalne w obsłudze. Po prostu wysyłam linka mailem lub SMSem, klikamy i już. Bez zbędnych formalności, zakładania kont itp. Zachowujemy tym samym walor indywidualnych spotkań. Ma to swoje minusy, bo inaczej wtedy wygląda przeprowadzenie pomiarów, ale w oparciu o konkretne instrukcje radzimy sobie innymi metodami. Klienci przysyłają mi swoje pomiary, ale co najważniejsze – jesteśmy w stałym kontakcie. Realia wymusiły na nas dostosowanie się i przyznam, że takie kuracje cieszą się coraz większym powodzeniem. Dla niektórych jest to wręcz oszczędność czasu.

 

Co poradzi pani osobom, które z zapałem rzucają się realizować swoje zdrowotne postanowienia noworoczne? W dwa tygodnie chcą zrzucić 15 kg, na przykład.

- Tego typu tempo chudnięcia, o którym Pan wspomniał jest przede wszystkim niezdrowe i nietrwałe. Ponadto na wszystko musimy patrzeć realnie. Cele realizujmy małymi krokami. Wtedy, przy wsparciu dietetyka, a nawet kogoś bliskiego, domownika, łatwiej monitorować postępy. Łatwiej też radzić sobie w cięższych momentach. To musi mieć znamiona cierpliwej pracy nad zmianą. Efekty przyjdą, wtedy motywacja szybko rośnie. Musimy tylko dać sobie czas, by one przyszły.

 

- Postanowienia podjęte w wygodnych fotelach nie ziszczą się z niczego.

- To utopia. Zmiana musi być wyważona, ale konsekwentna. Nawet w wariancie minimum. To tak, jak z ćwiczeniami. Lepiej na spokojnie, poświęcić nawet dwadzieścia minut kilka razy w tygodniu, małymi krokami monitorować swoje możliwości w utrzymaniu nowego nawyku, niż z marszu narzucić sobie reżim ostrych i wyczerpujących treningów…

 

Które po dwóch tygodniach skończą się wyczerpaniem, albo - co gorsza kontuzją i końcem planów.

- Dlatego w mojej pracy często zdarza mi się wręcz tonować ten początkowy zapał. Nadać mu znamiona racjonalności.

 

W jakie dni można się z panią spotkać?

- W Gryfinie jestem do dyspozycji klientów w czwartki od godziny 10.00 do 20.00. Serdecznie zapraszam.

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu