eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Nie żyje dawny piłkarz Energetyka. „To był świetny, kochany chłopak”

26 kwietnia zmarł Artur Sadowski, były piłkarz Energetyka Gryfino. - Chociaż w naszym mieście grał bardzo krótko, bo przez zaledwie dwa sezony, zapisał się w pamięci wielu osób. Był świetnym piłkarzem, ale też rewelacyjnym kompanem – mówi Marek Blumka. Na naszą prośbę trener opowiedział o byłym podopiecznym, który zmarł zdecydowanie zbyt szybko

Marek Blumka: Gdyby Artur miał silniejszy charakter, to przy jego wysokich umiejętnościach spokojnie grałby na zapleczu ekstraklasy, jeśli nie wyżej. W swojej szkoleniowej karierze prowadziłem kilkuset zawodników w różnym wieku, ale tylko nieliczni mieli to coś, naturalny talent do gry w piłkę. Jednym z nich był właśnie „Sado”.

Poznałem go, gdy był jeszcze nastolatkiem. W 1986 roku odszedłem z Energetyka do Stali Stocznia. To była 2.liga, ale ja prowadziłem juniorów, ściąganych do klubu z całego województwa. Artur przyjechał ze Światowida Łobez, skąd pochodził. Na samym początku  nie grał u mnie. Prowadziłem rocznik 1970, a on był o rok młodszy i należał do grupy prowadzonej przez trenera Zbyszka Gumiennego, który bardzo o niego dbał.

Artur był bardzo zdolnym, wyróżniającym się zawodnikiem, ale jednocześnie sprawiał bardzo dużo kłopotów wychowawczych. Gumienny ściągnął „Sadego” do Szczecina, gdy ten szedł do szkoły średniej. Umieścił go w internacie, ale Artur nie zagrzał tam długo miejsca. Przez kilka lat zmieniał internat łącznie cztery razy. Sprawiał problemy i był wyrzucany z kolejnych miejsc. Zbyszek Gumienny dbał jednak o to, by ukończył szkołę średnią, co się udało. Mniej problemów Sadowski miał na boisku, gdzie czuł się jak ryba w wodzie.

Gdy mój zespół wszedł na ogólnopolski etap Spartakiady Młodzieży, pożyczyłem czterech zawodników z młodszego rocznik, w tym „Sadego”, Krzysia Wiatrowskiego, który też grał w Gryfinie i Sławka Rafałowicza, późniejszego piłkarza Pogoni Szczecin i Amiki Wronki. Cała ta grupa bardzo szybko trafiła zresztą do pierwszej drużyny Stali Stocznia. Jeśli się nie mylę, było to zimą 1989 r., gdy Henryk Waliłko zabrał na obóz kilku zdolnych 18-latków.

Artur, jako młody chłopak grywał więc na poziomie 2.ligi. Wszystkim nam wydawało się, że to zaledwie przystanek w jego karierze, lecz ostatecznie Artur nigdy później nie zagrał już na tym poziomie.

 

Więcej w Gazecie Gryfińskiej.

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu