eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Polonia Gryfino grała z reprezentacją Polski B

Ryszard Kwieciński nie grał w Polonii Gryfino długo, bo przez niespełna trzy sezony. Za sprawą bardzo dobrej pamięci, zapamiętał wiele ciekawych wydarzeń i faktów, związanych z lokalnym futbolem. Przytoczył m.in. zapomniany mecz, który Polonia rozegrała w październiku 1968 roku z reprezentacją Polski B, o czym szerzej napiszemy za dwa tygodnie. A tymczasem, zapraszamy na opowieść o zmierzchu lat 60. i ludziach, których nie ma już wśród nas

byłem piłkarzem C-klasowego Ogniwa Babinek. Graliśmy sparing z rezerwami Polonii. Wygraliśmy, nie pamiętam już ile. Schodząc z boiska zaczepił mnie pan Lucjan Tołłoczko i zaproponował mi grę w Gryfinie. Powiedział, że jeśli wyrażę zgodę, to wszystkie formalności bierze na siebie.

Byłem świeżo po ukończeniu szkoły zawodowej przy ulicy Hożej w Szczecinie. Zdobyłem tam uprawnienia tokarza i zacząłem właśnie pracę w Państwowym Ośrodku Maszynowym w Gryfinie. Zgodziłem się więc a pan Lucjan powiedział, że niedługo się odezwie.

Sparing był w weekend, a przyjechał do mnie razem z panem Romanem Kulawcem, wtedy kierownikiem drużyny, 2-3 dni później, w środku tygodnia. Do pełnoletności brakowało mi pół roku, więc wyrobili dla mnie tymczasowy dowód osobisty, taki czerwony, dobrze go pamiętam. Później dopełniliśmy formalności i poszedłem na trening.

Polonia miała wtedy nie tylko zespół seniorów, który był świeżo po awansie do klasy okręgowej i rezerwy, ale też drużynę juniorską. Myślałem, że zaczną od gry z rówieśnikami, ale po treningu, trener Henryk Osmolak wziął mnie na bok i powiedział, że w sobotę jadę z seniorami na mecz do Goleniowa.

Myślałem, że wejdę po przerwie, ale Polonia miała problemy kadrowe i znalazłem się w pierwszym składzie. To było duże przeżycie i może dlatego swój debiut pamiętam doskonale, tak jak pamięta się pierwszą randkę z dziewczyną. Graliśmy z Iną Goleniów, był 5 października. Prowadziliśmy 2:0, ale po przerwie gospodarze dogonili nas na 2:2. Później było 3:3, ale przed końcem przegrywaliśmy 3:4. Ruszyliśmy do ataku i strzeliłem gola na 4:4.

Remis przyjęliśmy jako dobry wynik. Ja sam też byłem zadowolony z debiutu. W autobusie siedziałem jednak sam. Nie znałem jeszcze drużyny, pochodziłem z małej wioski. Wtedy podszedł do mnie starszy o dwa lata Zdzisiek Wierzbowski, który miał bardzo dobrą sytuację w zespole i widząc mnie powiedział: „Nie martw się, niedługo wszystkich dobrze poznasz i będziesz czuł się jak u siebie”.

 

Cały artykuł znajduje się w Gazecie Gryfińskiej.

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu