eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Wielkanoc dawniej i dziś

„Święta w 1946 roku były skromne i biedne, podobnie jak Boże Narodzenie poprzedzał je okres przygotowań, ogólnego sprzątania mieszkań i obejść gospodarskich, prace w domu wykonywały kobiety, którym dodatkowo przypadło malowanie jaj”. Dokładnie rok temu pisał na naszych łamach śp. Bogdan Matławski. Prezentujemy archiwalny tekst autorstwa profesora z Żabnicy

Wielkanoc w 1945 roku przypadła na 1 kwietnia. Jako że trwały jeszcze działania wojenne, a wojska szykowały się do akcji forsowania Odry, trudno mówić o jakichkolwiek obchodach tego święta przed 75-laty.

Pierwsza, polska Wielkanoc miała miejsce dopiero rok później, dokładnie 21 kwietnia 1946 roku. Do tego momentu wieś powoli zaludniała się. Jak wynika ze wspomnień pionierów, Żabnica nie była zniszczona działaniami wojennymi. Była to wieś z kilkoma ulicami, położona w ciekawym miejscu, tuż nad rzeką. Dodatkowo, znajdowała się w niej fabryka. Jeśli w tym czasie odnotowano jakieś zniszczenia, te wynikały raczej z działalności wszędobylskich szabrowników. Wieś prezentowała się jednak dobrze i wszyscy pionierzy z lat 1945-48 znaleźli w niej dach nad głową i pracę na roli, w fabryce, rzemiośle, czy rybactwie.

Zasiedlanie tych ziem przez Polaków było jednak procesem, który dostarczał również trudności.

Migracje, które oderwały osadników, od ich macierzystego terenu miały zasadniczy wpływ na kształt i proces tworzenia się kultury, szeroko rozumianej, ale głównie lokalnej. Proces ten był ściśle związany z przeniesionymi przez nich własnymi regionalnymi tradycjami kulturowymi, które w przypadku Żabnicy rozwijały się poza Pomorzem Zachodnim.

Nowa rzeczywistość kulturowa na początku kształtowała się w oparciu o tradycje rodzinne osadników. Rodzina była nie tylko przekaźnikiem tradycji, lecz także  obszarem wzajemnego przeżywania ówczesnego, trudnego życia, stanowiła przez to gwarancję zachowania dawnej, rodzimej kultury. Przeciętna rodzina pierwszych osadników w Żabnicy, na ogół nie znała norm i etykiet, na co dzień nie posługiwała się nożem i widelcem, ale była w sposób wyjątkowy szczera i otwarta na drugiego człowieka. W tych rodzinach, przez praktykę zwyczajów dnia codziennego i podczas świąt, przekazywano dzieciom, nie tylko normy moralne, ale i wartości zachowane w tradycji

 

„Pokarmy święcono w domach”

Święta Wielkiej Nocy w 1946 roku były skromne i biedne. Tak jak od wieków poprzedzał je Wielki Post, a samą Wielkanoc Wielki Tydzień, w którym skupiają się najważniejsze rytuały wiosennych uroczystości, takie jak święcenie wody, nowego ognia i pokarmów. Święta to również okres przygotowań: ogólnego sprzątania mieszkań i obejść gospodarskich. Prace w domu, podobnie jak w przypadku Bożego Narodzenia wykonywały kobiety. W przypadku Wielkiej Nocy dodatkowo przypadło im malowanie jaj. W obejściach pracowali mężczyźni, tym w święta Wielkanocne dochodziło jeszcze sprzątanie drogi brukowanej, od krawężnika do środka jezdni na długości swojej posesji. Grabiono chodniki, tam gdzie były, bo nie były utwardzone a krawężniki malowano wapnem. Czynności te wykonywano później niemal co sobotę, aż do zimy.

Jak już wspomniano święta poprzedzało święcenie pokarmów, dawniej odbywało się w prywatnych mieszkaniach, do których sąsiedzi znosili koszyczki z pokarmem. Dla przykładu: mieszkańcy ul. Zielnej i Długiej znosili koszyczki do domu Zofii i Edwarda Zimochów przy ul. Zielnej. Podobny zwyczaj panował w pobliskich Dębcach, gdzie po wojnie noszono jest do Gerarda Depty. Do jego domu przyjeżdżał ksiądz i święcił pokarmy. Jak wspomina Gerard Depta w monografii wsi „Dębce 270 lat. 1747-2017”: „Często ksiądz Kowalski z moim ojcem chodził później na ryby, bo my mieszkaliśmy tam gdzie później Górewicz i tam była spora kładka. Z niej się wygodnie łowiło”.

W koszyczkach oprócz malowanych jaj, chleba, soli, chrzanu, masła obowiązkowo musiał być baranek wielkanocny.

Zwyczaj święcenia pokarmów w domu zniknął wraz z czasem, gdy w Żabnicy pojawił się kościół. pokarmy święci się w kościele, Jedynie zawartość koszyczka nie uległa zmianie, może tylko jajka pomalowane są bardziej abstrakcyjnie.   Czasami pojawią się w koszyczkach plastikowe lub drewniane pisanki, bywa, że dzieci wkładają do nich ulubiona zabawkę świąteczną. Nieustannie przestrzega się zasady poszczenia do chwili poświęcenia pokarmów lub do czasy śniadania wielkanocnego.  Wierni, którzy wcześniej nie chodzili na poranną mszę rezurekcyjną do kościoła w Gryfinie, to od czasu gdy jest kościół w Żabnicy, są świadkami święcenia wody i nowego ognia. Uwagę wiernych zwraca uroczysta i w zasadzie jedyna w swoim rodzaju zmiana warty przy Grobie Pańskim w kościele, jest to rytuał prezentowany od 2010 roku  przez strażaków z drużyny OSP Żabnica.

W żabnickich domach w pierwszy dzień świąt najważniejsze było i nadal jest śniadanie wielkanocne, w którym królowały i nadal królują żurek, jajka i biała kiełbasa. Są oczywiście różnorakie ciasta, dawniej wszystkie pieczone w domu obecnie w większości kupowane w cukierniach. Mieszkańcy Żabnicy, podobnie jak i innych miejscowości, podczas śniadania wielkanocnego dzielą się gotowanym jajkiem jak opłatkiem, składając sobie nawzajem życzenia.

 

Niektóre zwyczaje odeszły w zapomnienie

Wraz z wybudowaniem kościoła w Żabnicy pojawiły się też dawne zwyczaje robienia dużych palm wielkanocnych, których wcześniej tu nie praktykowano. Dotąd wykonywano tylko małe, podręczne, które zabierano do kościoła do poświęcenia. Od kilkunastu lat organizuje się w Żabnicy konkurs na najładniejszą i okazalszą palmę wielkanocną, konkurs ogłasza ksiądz proboszcz, palmy wyplatają mieszkanki poszczególnych ulic i organizacji np. KGW „Barka”. Wszystkie palmy, każdego roku wystawione są w kościele obok ołtarza.

Wielkanoc obfitowała ponadto w inne różnorakie obyczaje i rytuały, praktykowane przez mieszkańców Żabnicy. Niektóre z nich rozpoczynały się już w Wielkim Poście, a właściwie w środku postu. Wtedy to na jeden dzień zawieszano surowe reguły wielkopostne, następnego dnia wracał nastrój powagi i wyciszenia. W środę, gdy „ważył się post”, obchodzono zwyczaj „wybijania półpościa” – młodzi chłopcy rozbijali garnki z popiołem o drzwi domostw, w których mieszkały panny, lub malowali farbą okna. Ten zwyczaj przywieźli do Żabnicy osadnicy z Hajnówki i praktykowali go dość krótko. Oto wspomnienia Bogusława Leczyka, jednego z aktorów praktykowania tego zwyczaju w Żabnicy w latach 1954-1957: „Na Wielkanoc, jak post ma 40 dni, to w połowie czyli w 20 dniu malowało się okna, w tych domach, gdzie były panny, które jeszcze nie wyszły za mąż, i one później musiały te okna myć. Denerwowały się zawsze. Malowaliśmy taką farbą jaką mieliśmy, nieraz wapienną, wtedy to pannom było lżej, ale jak olejną, to musiała się na skrobać. Raz jedna zameldowała na milicję, ale milicja odpuściła, bo to tradycja. Te okna oczywiście chłopaki malowały, tutaj to ja, Marin Kudlewski, Bartosiewicz i inni.  Robiło się to po cichutku, żeby nikt nie widział i nie słyszał, miałem wtedy około 20 lat”.

Starsza młodzież, głównie kawalerowie chodzili po wsi od domu do domu i składali życzenia świąteczne, które oczywiście spełniały się wtedy gdy gospodyni poczęstowała ich jajkiem i kiełbasą, a gospodarz czymś mocniejszym.

Zwyczaje przywiezione przez osadników z Hajnówki dość szybko przestano praktykować, a w ich miejsce nie wprowadzono żadnych innych, ani dawnych ani nowych, składnie życzeń także odeszło w zapomnienie, w zwyczajach nastąpiło wyjałowienie. Jedynie drugi dzień świąt zatrzymał  dawne praktyki.  Do najpopularniejszych zwyczajów wielkanocnych w świąteczny poniedziałek należał Śmigus-Dyngus, tego dnia woda dominowała w zwyczajach, wróżbach i rytuałach. Chłopcy wypatrywali dziewczyn, aby je polać wodą, polewali się wzajemnie wszyscy, a nawet strażacy z Żabnicy wyciągali z remizy ręczną pompę, umieszczoną na wozie i ruszali ulicami wsi polewając obejścia, oczywiście na szczęście. Tak wspomina ten zwyczaj świąteczny Danuta Smolnik z d. Grochowska.   „Straż pożarna oblewał sikawką domy na śmigus dyngus, na Wielkanoc to jeździli po wsi i oblewali domy, np. Gałek napisał afisz, że jest zabawa a tu straż z sikawką i wszystkich oblali, a myśmy z okna to obserwowali”.

 W ostatnich latach strażacy już nie polewają wodą domów, chociaż drużyna strażacka we wsi jest, jedynie młodzież trzyma się dzielnie tradycji i oblewa się wodą obficie, przestrzegając dawnych reguł, aby chłopcy polewali dziewczyny, chociaż te nie pozostają im dłużne.

 

Bogdan Matławski