eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Zabójca Łukasza pozostaje na wolności. Trwa proces

Minął rok od tragicznej śmierci Łukasza Ferstena. Mimo to rodzina wciąż nie znalazła sprawiedliwości. Tymczasem sprawca śmiertelnego pobicia zamiast w areszcie przebywa na wolności

W Nowy Rok A.D. 2020 odebrała najtrudniejszy telefon w życiu. Znajdowała się w domu z rodziną, gdy usłyszała, że coś złego stało się z jej bratem. Łukasz został pobity i 1 stycznia, zamiast w barze ze znajomymi leżał przypięty do respiratora. Lekarz, z którym rozmawiała, nie ukrywał, że czas odgrywa wielkie znaczenie i najlepiej, by ktoś z bliskich od razu przyjechał do Szklarskiej Poręby. Gdy dwa dni później odłączono sprzęt podtrzymujący 25-latka przy życiu, czuwał przy nim nie tylko przyjaciel, z którym spędził ostatnie dni, ale też rodzice.

- To było dla nas wielkie przeżycie. Do teraz nie otrząsnęliśmy się z tego dramatu - mówi Sandra, oskarżyciel posiłkowy w procesie przeciwko zabójcy swojego brata.

Początkowo nie myśleli o sprawiedliwości. Ich głowy zajmowała kwestia pochówku bliskiego i zamknięcia bieżących spraw. Po dwóch tygodniach zaczęli jednak rozglądać się za prawnikiem, który będzie reprezentował ich interesy podczas pierwszej rozprawy. Zaplanowano ją na wiosnę, lecz na przeszkodzie stanęła pandemia koronawirusa. Z powodu obostrzeń rodzina musiała czekać do września. Szykowali się do tego psychicznie, choć jak mówią dzisiaj, nie da się przygotować do takiej sytuacji. Doskonale wiedzieli, że przyjazd na proces do Jeleniej Góry nie będzie łatwym doświadczeniem, tak samo jak łatwo nie będzie spojrzeć w oczy mordercy ich syna i brata.

Do pierwszej konfrontacji nie doszło na sali sądowej, lecz kilkanaście minut wcześniej. Sandra, w towarzystwie Grzegorza i Natalii, przyjaciół zmarłego, spotkała rodzinę oskarżonego przy parkometrze przed sądem. Mamie i siostrze towarzyszył Jakub K. Bez kajdanek na dłoniach i asysty policji. Wolny jak ptak.

- Spotkanie na parkingu było dla nas trudne, ale nie zaskakujące – przyznaje Sandra, cofając się do czerwca, gdy po częściowym zniesieniu lockdownu jej adwokat otrzymał w końcu dostęp do akt. – Wtedy akta trafiły do sądu i pan mecenas mógł ubiegać się o wgląd do nich. Na początku lipca ja również zapoznałam się z dokumentami. Czytam, czytam i nie wierzę. Jakub K. od 21 stycznia 2020 r., gdzie ja jestem pewna, że znajduje się w areszcie i czeka na termin rozprawy, jest już na wolności. Zamiast w zamknięciu spędził ostatni rok w rodzinnym domu – opowiada 30-latka.

Jadąc do Jeleniej Góry spodziewała się, że może ujrzeć Jakuba K. na wolności, bez skrępowanych dłoni i mundurowych za jego plecami. Jak jednak przyznaje, mimo iż o sprawie myślała nieustannie, nie była na to zupełnie gotowa.

- Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy, ugięły się pode mną nogi. To młody, ale ogromny chłopak. Wysoki, z nadwagą i wielkimi dłońmi, którymi uderzał w głowę mojego szczupłego brata. Łukasz był od niego o połowę lżejszy, drobniejszy i z zabandażowaną ręką, którą kilka dni przed śmiercią skaleczył. Stanowił dla niego łatwy cel –z bólem komentuje siostra.  

Konfrontację przy parkometrze, zanim zaczęła się na dobre, przerwała mama 18-latka, prosząc, by nie oceniać jej syna, który przeżywa trudne chwile i z powodu stresu przytył dwadzieścia kilogramów.

 

Cały artykuł znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu