eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Kto będzie o was pisał?

Dwa tygodnie temu mieszkańcy miasta żyli charytatywnym turniejem dla Emi. 21-letnia bramkarka UKS Energetyka Junior Gryfino doznała złamania nogi i grupa dobrych ludzi postanowiła pomóc jej w krzywdzie, zbierając dla niej pieniądze. Na prośbę organizatorów, włączyliśmy się w akcję, reklamując wydarzenie. Jako jedyne medium wysłaliśmy też dziennikarza, który na portalu egryfino.pl zaprezentował obszerną fotorelację. Opisaliśmy również historię Emilii w gazecie, akcentując siłę jej charakteru i sympatię, jaką wzbudza (liczba osób, które zaangażowały się w pomoc jest trudna do zliczenia). Po wszystkim dostaliśmy od „Emi” wiadomość. Sportsmenka zarzuciła nam… wchodzenie w jej życie z butami i zniesławienie

 Chodziło o fragment, w którym opisaliśmy jej sytuację rodzinną. Organizatorzy, tłumacząc całą akcję (w końcu Emilia nie jest pierwszą osobą, która złamała nogę na boisku, podczas gdy niektórzy mieszkańcy gminy walczą o życie), odnieśli się do faktu, że „Emi” jest dzielną, charakterną dziewczyną. Mimo młodego wieku, dźwiga na swoich barkach ciężary codzienności.

- Była załamana, bo nie będzie mogła zarabiać. Bała się, że nie starczy jej na życie – usłyszeliśmy od działaczy i trenerów.

Emilia zarzuciła nam szukanie sensacji. Podobnych słów użyła Patrycja Kolęda, mówiąc, że nie zamierza odtąd komentować niczego na łamach naszej gazety. Trenerkę z kolei ubódł tekst o feralnym meczu. Nie spodobała jej się wypowiedź sędziego, który uznał, że gdyby nie złamana noga, bramkarka dostałaby czerwoną kartkę za agresywne wejście w rywalkę. Z tego powodu gazeta stała się „be”. Była „cacy”, gdy nasz dziennikarz przychodził na mecze. Trenerka lubiła nas także, gdy robiliśmy jej sesję zdjęciową do dużego wywiadu, w którym opowiadała o sobie i ambicjach jej drużyny. Nie miała też obiekcji, co do naszej pracy, gdy Zbyszek Włodarczyk wykonał fotorelację z… wręczenia kobiecej drużynie Energetyka koszulek od sponsora.

Podczas spotkania redakcyjnego uznaliśmy, że to z… przesytu. Zupełnie inaczej reagują osoby, które znajdują się na naszych łamach po raz pierwszy. Inaczej na pracę dziennikarzy patrzą też osoby z miast, gdzie nie ma gazet. Kilka tygodni temu opisaliśmy historię Kazimierza Milewskiego i jego syna, rodowitego gryfinianina, który od kilkudziesięciu lat mieszka w Odolanowie w Wielkopolsce.

- Dziękuję za wysłanie gazet. Artykułem żyła cała rodzina i znajomi. Żona wzięła gazetę do pracy i wszyscy go przeczytali – poinformował Tadeusz Milewski.

Artykuł w gazecie był niegdyś wyróżnieniem, powodem do zadowolenia i radości. Działając długo, na jednym terenie, opisaliśmy już tysiące historii i osób. Ludzie nie traktują już tekstów w gazecie jako czegoś wyjątkowego. To przecież obowiązek dziennikarzy, by o nich pisać! I co oczywiste, w samych superlatywach. Doświadczyłem tego czytając komentarze na egryfino. Pod relacją z występu Joanny Oleksiuk pojawił się wpis, że mój artykuł to porażka, bo deprecjonuję czwarte miejsce zawodniczki na Mistrzostwach Świata. Przeczytałem dokładnie cały tekst, wysłałem go do znajomych. Nie znaleźliśmy w nim nic negatywnego. Podałem wynik, miejsce oraz informację ile zabrakło do podium, bez opinii, ani komentarza. Czytelniczka (co jest wyjątkiem, podpisała się imieniem i nazwiskiem), dopatrzyła się negatywnego wydźwięku w… braku peanów pod adresem lekkoatletki. Gdybym zamiast „Joanna Oleksiuk zajęła czwarte miejsce, tracąc do podium 2 centymetry” napisał: „Nasza kochana Asia Oleksiuk zajęła rewelacyjne czwarte miejsce, tracąc do podium bardzo malutko, bo 2 centymetry”, odbiór byłby zapewne inny. No, chyba, że ktoś uznałby, iż bardziej adekwatne słowo od „to „doskonałe”.

Tworzenie gazety to długi i czasochłonny proces, który trwa siedem dni w tygodniu. To nie portalik, na którym zamieszcza się trzyzdaniowe newsy, skopiowane artykuły z innym miejsc, przeklejone informacje od czytelników, bądź zdjęcia źle zaparkowanych samochodów. Doceniajmy i szanujmy wzajemnie swoją pracę. Żyjemy w czasach, gdy gazety umierają powolną śmiercią. Być może taki scenariusz czeka też gryfińskie tygodniki. Tylko, kto wtedy będzie pisał o was i waszych osiągnięciach? 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu