eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Porozmawiajcie z rodzicami i z dziadkami

Mój znajomy rozpoczął kilka lat temu działalność zajmującą się prowadzeniem badań genealogicznych. Regularnie zwracali się do niego ludzie, chcący dowiedzieć się czegoś więcej o przeszłości i korzeniach swojej rodziny. Przyjął prostą zasadę: połowa kwoty za pracę płacona z góry, druga część, wraz z ewentualnymi dodatkowymi kosztami, po zakończeniu kwerendy. Szybko zorientował się, że w taki sposób nie pociągnie długo biznesu. Kontakt z klientami urywał się niedługo po drugim spotkaniu (bądź wysłaniu maila), z którego dowiadywali się, że nie są spadkobiercami szlachciców, królów Polski lub magnatów, lecz potomkami chłopów, szewców.

- Czy to ważne, kim byli ich praprapradziadkowie? Coś by to zmieniło w ich życiu? – pytał mnie, nieco naiwnie. Obcując z ludźmi wiem, jak ważna dla nich (dla nas) jest przeszłość. Chociaż odkrycie korzeni szlacheckich nic by dzisiaj nie dało (może poza dobrym samopoczuciem a u niektórych irracjonalnym poczuciem wyższości), chcemy wierzyć, że nasi przodkowie dokonywali rzeczy wielkich, byli ważnie w swoich społecznościach. Osobiście wyrażam podobny pogląd do kolegi-genealoga. Dotarcie do członków rodziny z XVII, czy XIX wieku samo w sobie stanowi dla mnie ciekawe wydarzenie. Bez względu, czy piastowali istotne stanowiska, czy byli analfabetami, zajmującymi się uprawą roli. W przypadku mojej rodziny, zdaje się, że wszystkiego jest po połowie. W toku poszukiwań, o których pisałem przed tygodniem, dotarłem do praprapradziadka Kacpra Racinowskiego z Marianowa koło Racięcic. Sugeruje to, że moi przodkowie mogli niegdyś władać wspomnianą wsią na Kujawach (nazwy nadawano od nazwisk właścicieli). Mogło być jednak też tak, że Racinowscy zostali Racinowskimi ze względu na fakt, że… mieszkali obok Racięcic.

Nie wgłębiałem się w to, na tym etapie bardziej interesowały mnie późniejsze dzieje rodziny: narodziny prapradziadka szewca, pradziadka stolarza oraz dziadka, lekarza weterynarii, który w 1960 roku rozpoczął pracę w lecznicy w Widuchowej. Dokładnie dwa tygodnie temu, 29 października, minęło dwadzieścia lat od jego śmierci. Swoisty jubileusz posłużył mi do przeanalizowania nie tylko jego życia, ale także moich korzeni. Jak, z nutką wstydu, pisałem przed dwoma tygodniami, historią rodziny zainteresowałem się na tyle późno, że nie mogłem porozmawiać ani z babcią, ani z dziadkami. To paradoks, bowiem jako historyk i dziennikarz opisałem historię kilkudziesięciu rodzin z okolic Gryfina i Szczecina. Jednocześnie, o swojej wiedziałem niewiele.

Zmieniło się to w październiku, gdy usiadłem do rozmów z siostrami dziadka, rodzicami, wujostwem, a także do analizy dokumentów i ksiąg metrykalnych. Rezultat badań zawarłem w dwóch artykułach, opublikowanych na łamach Gazety Gryfińskiej. Dlaczego je upubliczniłem? Na pewno nie z powodu megalomanii. Nie kieruje ona mną również teraz, gdy piszę wstępniak do aktualnego wydania. Chciałem oczywiście upamiętnić dziadka i babcię, dwie ważne postacie w historii gminy Widuchowa, ale zarazem pokazać czytelnikom, że szperanie w historii może być niezwykłą frajdą, bez względu na to, na kogo trafimy tworząc drzewo genealogiczne.

Proste historie również potrafią być interesujące. Szewcy, stolarze, czy gospodarze, tak samo jak lekarze i prawnicy, byli przedstawicielami swoich epok, ludźmi, którzy prowadzili życie podczas zaborów, czy w obliczu konfliktów zbrojnych, targających polskie ziemie w XX wieku. Tym sposobem, brali bezpośredni udział w wydarzeniach, o których dzisiaj słyszymy w telewizji, czytamy w gazetach. Umiejscawiając życie „pradziadka kowala”, czy „wujka dekarza” w odpowiedniej epoce, dowiadujemy się znacznie więcej, niż jest to widoczne na pierwszy rzut oka. Pozornie błahe historie, właśnie dzięki kontekstowi nabierają znaczenia, definiując dzieje naszych rodzin. Jeśli nie, dostarczają przynajmniej garści anegdot.

Szukając śladów rodzinnych, natrafiłem na cały szereg Racinowskich, niekoniecznie związanych z linią moich przodków. Był wśród nich były carski oficer, powstaniec styczniowy, który został karnie zesłany na Sybir, gdzie miał odbyć honorowy pojedynek na pistolety. Inny Racinowski to z kolei konspiracyjny dziennikarz z Otwocka a jeszcze inny - Joseph Racinowski - zmarły przed rokiem… amerykański weteran wojny w Korei.

Sporo radości sprawiła mi też lektura historii… Straży Pożarnej we Włocławku, z której wynika, że tamtejszą WOSP w 1926 roku kierował zarząd, do którego należeli m.in. Konstanty Racinowski (endek, naczelnik straży) oraz Aleksander Grąbczewski (były prezes WOSP). Jak twierdzi mój gryfiński kolega, Maciek Grąbczewski, jego rodzina wywodzi się właśnie z Kujaw. Co jeszcze lepsze, okazało się, że dziadek Miłosza Dudkiewicza, tak jak mój, pochodzi z Lubrańca. Cóż za piękna koincydencja.

Porozmawiajcie więc z rodzicami, dziadkami, wujkami. Wsłuchajcie się w ich opowieść, zagłębcie w ich życia. Wszak nigdy nie wiadomo, kiedy zainteresuje nas przeszłość i czy będziemy mieli jeszcze kogo o nią zapytać.

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu