eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Redaktor Racinowski a „Pani R”  

W okresie przedświątecznym, do naszej redakcji przyszła mama związana z jednym z gryfińskich klubów. Dla potrzeb tej opowieści nazwijmy ją „Panią R.”. Chciała porozmawiać z redaktorem Racinowskim. Nie zastała mnie, co nie przeszkodziło jej odbyć rozmowy z redaktorem naczelnym gazety i użyć takich słów jak: „manipulacja”, „z czyjejś inspiracji”, „wykorzystanie prywatnej rozmowy” a także „plagiat”. Wszystkie zwroty tyczyły się mojej skromnej osoby.

 

Czytelnik musi wiedzieć, że „Pani R” nie jest zwyczajną mamą, przyprowadzającą dziecko na zajęcia a później odbierającą go z treningu. To zaangażowana mama, która odpowiada w klubie (nazwijmy go „Klubem M”) także za kontakty z prasą. Informuje lokalne media o zawodach, wysyła wyniki, a także prowadzi fanpejdż „Klubu M” na Facebooku. „Pani R” współpracowała też z naszym tytułem. Do czasu.

 

***

 

Treść rozmowy i zarzuty „Pani R” przekazał mi naczelny, mnie nie było wówczas w redakcji. Być może, gdy wracałem z „terenu” minąłem się z „Panią R”. Nie wiem tego, nie widziałem jej nigdy na żywo, nigdy nie rozmawialiśmy też przez telefon. Nasze interakcje ograniczały się do maili i rozmowy na Facebooku. Co istotne dla całej sprawy, pisemnej rozmowy na linii G.Racinowski-„Klub M”, nie mając świadomości, że po drugiej stronie znajduje się „Pani R”.

 

***

 

Dowiedziałem się tego 22 października 2018 roku, gdy nastąpiło owe „do czasu”. Na Messengerze otrzymałem wiadomość od „Klubu M”, z której wynikało, że nie jestem „dorosłym”, ani „poważnym dziennikarzem”, ponieważ „wykorzystałem w gazecie prywatną rozmowę bez uprzedzenia” a później „udostępniłem ją osobom trzecim”. Brakowało tylko oskarżeń o zabójstwo Jimmiego Hoffy i głosowanie za uwolnieniem Barabasza a całość wieńczyło zgrabne: „żałosne”.

 

 

***

 

Wiadomość napisała „Pani R”, zła o mój artykuł z października 2018 roku. Wykorzystałem w nim odpowiedź jaką uzyskałem od klubu. Nie mogąc dodzwonić się do prezesa ani trenerów, zadałem pytanie przez Faccebooka, na oficjalnym koncie „Klubu M”. Odpowiedź umieściłem w gazecie (zarzut „Pani R”: wykorzystanie prywatnej korespondencji). Gdy w klubie wybuchła afera i działacze dopytywali skąd mam informacje, pokazałem im źródło (zarzut „Pani R”: udostępnienie prywatnych wiadomości osobom trzecim).

 

***

 

Co istotne dla sprawy, od tamtego momentu minął ponad rok, a nasza redakcja nie ma problemów z „Klubem M”. Regularnie piszemy o jego wynikach, przedstawiamy sylwetki utalentowanych zawodników, przeprowadzamy wywiady z prezesem oraz z trenerami. „Klub M” wykupuje również reklamy w „Gryfińskiej”.

 

***

 

O co chodzi więc „Pani R”? Dlaczego czekała z rozmowę aż trzynaście miesięcy (paradoksalnie nie mogła jednak poczekać jeszcze godziny aż będę jej świadkiem)? Wyjaśniła 23 grudnia 2019 r., gdy uznała, że mój artykuł, który pojawił się na portalu egryfino.pl szkaluje jej syna. „W którym miejscu?”, spytał naczelny, widząc w tekście jedynie suche wyniki uzyskane przez zawodnika podczas Mistrzostw Polski. (nazwijmy go „Zawodnikiem R.”) Według „Pani R” jej syn nie jest osobą publiczną a redaktor (nazwijmy go po imieniu: Racinowski), pisząc tekst działał z czyjejś inspiracji.

 

***

 

Na zarzuty odpowiedziałem od razu, drogą mailową: „Inspirowała mnie moja własna ambicja. Jeżeli przejrzałaby pani, np. "rocznik 2019" naszej gazety, zauważyłaby pani, iż za cel wziąłem sobie opisać możliwie KAŻDE wydarzenie sportowe na terenie i z udziałem zawodników z naszego regionu. Dlatego też można przeczytać u nas m.in. teksty o zawodach w darta, warcabach, tenisie stołowym, smoczych łodziach i wielu innych. Skoro więc interesujemy się "mniejszymi" imprezami, nieuczciwe i nielogiczne byłoby zmarginalizowanie zawodów najwyższej rangi. Tym bardziej, że sama pani tego nie uczyniła, pisząc maila o występie syna innym lokalnym mediom”. Odniosłem się też do innych wątków, dotyczących mnie, a poruszonych pod moją nieobecność.

 

***

 

Niektórzy lubią, gdy ludzie o nich mówią. Ja wolałbym jednak, aby „Pani R” rozmawiała o mnie, w mojej obecności, szczególnie, gdy sprawy nie tyczą się nadchodzącej wiosny, lecz mojej pracy.

Niestety, gdy napisałem jej o tym wszystkim, nie raczyła nawet odpisać. Nie odpowiedziała też na kolejnego maila, w którym wyraziłem zawód takim, a nie innym podejściem do sprawy. „Zastanawiam się, jak zareagowałaby pani, gdybym poszedł do pani szefa i opowiedział o tej sytuacji. Ciekaw jestem też jak zareagowałby pani pracodawca”, wysłałem przed kilkoma dniami.

 

***

 

Piszę o tym nie tylko dlatego, iż w mojej opinii nadgorliwość rodziców jest chorobą toczącą lokalny sport. Po cichu liczę, że „Pani R” w końcu zareaguje, umówi się ze mną na spotkanie i załatwi „sprawę” tak, jak przystało – nie za plecami, lecz twarzą w twarz.

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu