eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Krótka opowieść o tym jak zostałem pisarzem

Początki w Gazecie Gryfińskiej nie były dla mnie łatwe, bo z dziennikarstwem prasowym nigdy wcześniej nie miałem do czynienia. Nie będę ukrywał, że wcześniej pojawiały się propozycje takiej pracy w gazetach kaliskich, ale zawsze odmawiałem, bo wydawało mi się, że praca w radiu mimo wszystko nie predestynuje mnie do tego typu działalności. Kiedy w drugiej połowie 2010 r. dowiedziałem się, że GG szuka dziennikarza, to mieszkałem jeszcze w Kaliszu. Kilka miesięcy wcześniej, po ponad 10-letniej współpracy, rozstałem się z Radiem Eska i - nie ukrywam - poszukiwałem nowych zawodowych wyzwań. Można więc powiedzieć, że właśnie dzięki pracy w GG wróciłem do Gryfina po kilkunastu latach nieobecności.

Na spotkanie z Tomkiem i Kamilem zostałem umówiony przez koleżankę Monikę. Bardzo obawiałem się tej rozmowy. Z tego samego powodu, z którego wcześniej nie zdecydowałem się na pracę w roli dziennikarza prasowego, ale tym razem byłem zdeterminowany, bo jak wiadomo - mężczyzna do 65. roku życia pracować powinien. Po pewnym czasie okazało się, że moi przyszli pracodawcy też mieli pewne wątpliwości, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się spróbować i mam nadzieję, że nie była to jedynie kwestia chwilowych braków kadrowych w młodym wtedy gryfińskim tygodniku.

Pierwsze moje dziennikarskie materiały ukazały się w Gazecie Gryfińskiej 23 listopada 2010 r. Pierwszy z nich dotyczył niedawnej premiery filmu „Chłopaki z… Ferajny”. Ta w stu procentach gryfińska produkcja zgromadziła wtedy komplet widzów w sali widowiskowej Gryfińskiego Domu Kultury, zainteresowanych obejrzeniem w nietypowych rolach swoich znajomych. Scenom z sennego, bliżej nieokreślonego miasteczka towarzyszyły imponujące obrazy pościgów policyjnych, napadów, strzelaniny czy wystawnego życia gangsterów z limuzyną, jacuzzi i pięknymi kobietami w tle - tak wtedy pisałem. Kolejny materiał dziennikarski dotyczył „nieszczęścia”, które dotknęło wszechobecnych palaczy w związku z wejściem w życie nowelizacji ustawy antynikotynowej. Ówczesne nowe przepisy nakładały bowiem na nałogowców (w tym mnie) kary finansowe, a palenie w niedozwolonym miejscu, których od tego momentu było znacznie więcej - mogło wiązać się grzywną w wysokości nawet 500 złotych. Z prawdziwą dumą pragnę także przypomnieć, że do wspomnianego numeru gazety „popełniłem” jeszcze dwa materiały: o planowanej  w Kinie Gryf premierze filmu „Skrzydlate świnie” i towarzyszącemu jej spotkaniu z reżyserką obrazu oraz o występie Teatru Tańca Współczesnego Vogue w Szczecinie. Jak widać z poruszanej tematyki, moi szefowie wzięli sobie do serca moją prośbę, by nie powierzać mi materiałów dotyczących lokalnej polityki i sportu :)

Szybko stałem się specjalistą od interwencji dziennikarskich oraz kultury, w czym pomagało mi podjęcie pracy w Gryfińskim Domu Kultury, go którego wróciłem po 14 latach przerwy. Podczas spotkań redakcyjnych pod koniec 2011 r. pojawił się pomysł, by na łamach GG prezentować losy powojennych osadników. Pomysł coraz bardziej kiełkował w naszych głowach, lecz długo nie było chętnych, by wziąć na siebie ciężar tego odpowiedzialnego cyklu. Ostatecznie spadło to na mnie. Nie ukrywam, że byłem pełen obaw, czy aby podołam, ale co robić - takie było życzenie szefów. Pierwszy wspomnienia z cyklu „Pionierzy Gryfina” ukazały się 17 stycznia 2012 r. Seria okazała się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę i zyskała spore grono wiernych czytelników, z czego byłem niezwykle dumny. Tu muszę wspomnieć, że kontaktowaniem mnie z potencjalnymi rozmówcami zajmowało się spore grona znajomych i przyjaciół, którym niezmiennie jestem wdzięczny. W latach 2012-2015 spotkałem się z blisko dwustoma bohaterami pierwszych lat polskiego Gryfina i okolic, osadnikami lub ich potomkami od Widuchowej na południu po Radziszewo na północy powiatu gryfińskiego. 52 z odcinków złożyły się na wydaną w grudniu 2015 r. książkę „Pionierzy Gryfina”, nie da się ukryć - jedno z dzieł mojego życia. Drugim jest Teatr Tańca EGO VU (wcześniej Vogue), powołany przeze mnie do artystycznego życia w 1991 r., który działa nieprzerwanie i z wielkim powodzeniem kieruje nim Eliza, moje taneczne dziecko.

Po krótkiej przerwie w pisaniu, znowu jestem w składzie redakcji. Bardzo mi miło, kiedy mimo nie najdłuższego przecież stażu pracy w Gazecie Gryfińskiej, Kamil zwraca się do mnie, jako do weterana. Pewnie adekwatnie do wieku :)

26 kwietnia 2019

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu