eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Statystyki Pana Wełny są jak Yeti …

W dyskusji nad funkcjonowaniem straży miejskiej Konrad Wełna posługuje się głównie własnymi wyobrażeniami, najczęściej dalekimi od rzeczywistości. Szybko i bez większego namysłu formułuje oceny.

Zbyt pochopnie zarzucił mi także „atak” na Jakuba Stankiewicza. Swój wniosek wywiódł ze stwierdzania: „(…) z wielu fragmentów wywiadu wylewa się złośliwość, stronniczość, a także niekompetencja rozmówcy dziennikarza Gazety Gryfińskiej”. W cytacie dodatkowo podkreśliłem słowo „rozmówca”, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, kogo miałem na myśli.

Przechodząc do meritum. Wspominane statystyki uzasadniające likwidację gryfińskiej straży miejskiej są jak Yeti – Konrad Wełna ciągle o nich mówi, ale nikt ich nie widział. Swoją drogą jest to bardzo ciekawy wątek jego wypowiedzi. Mój adwersarz twierdzi, że podał statystki z Chojny. Przytoczę je w całości: „(…) wystarczy pojechać do Chojny, która zatrudniała trzech strażników miejskich. Tam poziom bezpieczeństwa nie obniżył się z momentem zniknięcia strażników. Jako młodej osobie też wydaje mi się, że w przypadku drobnych wykroczeń łatwiej dogadać się z policjantem”. W całym tym sformułowaniu nie ma żadnych danych statystycznych. Jest jedynie wyobrażenie autora wypowiedzi, że „poziom bezpieczeństwa nie obniżył się”.

Z dwóch powodów jestem nawet w stanie w to uwierzyć. Po pierwsze, trzech strażników miało realnie niewielki wpływ na bezpieczeństwo. Tyle tylko, że głównym zadaniem straży miejskiej nie jest utrzymywanie bezpieczeństwa, ale ochrona porządku publicznego oraz egzekwowanie przepisów wynikających z aktów prawa miejscowego. A to jednak nie to samo.

Konrad Wełna stwierdził ponadto, że łatwiej „dogadać się” z policjantem, niż ze strażnikiem miejskim. Zastanawiam się, czy jego pogląd również wynika ze statystyk, czy tylko z osobistych doświadczeń? Może po likwidacji straży miejskiej łatwiej będzie uniknąć odpowiedzialności za „drobne wykroczenia”? Zastanawiam się, czy ten fragment wypowiedzi nie jest kluczowy dla zrozumienia intencji polityka partii KORWIN?

Wrócę jeszcze na chwilę do wywiadu zamieszczonego w Gazecie Gryfińskiej. Konrad Wełna zauważył, że Gryfino jest jedynym miastem w powiecie, w którym działa straż miejska. Jednak statystyka jako nauka kieruje się określonymi regułami. Trudno w tym przypadku zestawiać Gminę Gryfino z liczbą mieszkańców ok. 31 000 z pozostałymi gminami, z których największa - Gmina Chojna, liczy niecałe 14 000, a pozostałe mają średnio po ok. 5500 mieszkańców (http://www.gryfino.powiat.pl/o-powiecie/gminy).

Mój wpis na blogu miał na celu raczej wykazanie błędów w argumentacji, popełnionych przez młodego polityka, niż przekonywanie do swojego poglądu. Niemniej jednak wywołany do tablicy dodam, że funkcjonowanie straży miejskiej jedynie w godzinach 06.00-22.00 nie czyni jej bezużyteczną. Właśnie w tych godzinach strażnicy mają najwięcej zadań i są najbardziej potrzebni. Myślę, że przyjęta konstrukcja nie wynika z oszczędności lub braków kadrowych, ale jest raczej wynikiem świadomego zamierzenia decydentów. Osobiście jestem zwolennikiem innego podejścia. Pisałem już o tym na blogu. Należy raczej zwiększyć nakłady na straż miejską, rozszerzyć zakres działania w odpowiedzi na współczesne wyzwania (np. ochrona przyrody), zwiększyć kadry, doposażyć w sprzęt umożliwiający realizację nowych zadań. Takie podejście do sprawy pozwoli strażnikom służyć obywatelom, także w nowych obszarach, przez całą dobę. Czy jest to możliwe, zależy wyłącznie od założonych priorytetów.

Współistnienie policji i straży miejskiej pozwala objąć pomocą i kontrolą szersze obszary funkcjonowania obywateli. Z dwóch istniejących możliwości jakie są do wyboru, lepiej aby Konrad  Wełna wzywał do wałęsającego  się amstafa  straż miejską,  niż dzwonił na policję np. w sytuacji, gdy jej funkcjonariusze pracują akurat przy zabójstwie. Niestety, ale w obecnych realiach iluzją jest oczekiwanie, że strażników miejskich można zastąpić zwiększoną liczbą policjantów. W praktyce nie zależy to ani od władz gminy, ani nawet od kierownictwa komendy powiatowej. Decyzje w obu tych kwestiach zapadają o wiele wyżej.

Konrad Wełna szczyci się, że „woli działać, niż pokrywać się obojętnością”. Jeżeli doprowadzi np. do powołania policji samorządowej lub przynajmniej zwiększenia liczby policjantów, uznam, że nie są to tylko puste słowa.

Straż miejska przewidziana jest do zwalczania drobnych przestępstw, wykroczeń, przeciwdziałania zakłóceniom spokoju i porządku publicznego. Konkretne przykłady można mnożyć: złe parkowanie, usuwanie z dróg pojazdów bez tablic rejestracyjnych lub pojazdów, których stan wskazuje na to, że nie są używane, niszczenie zieleni, zanieczyszczanie, zaśmiecanie, umieszczanie w miejscach publicznych do tego nie przeznaczonych ogłoszeń, plakatów, niezachowywanie środków ostrożności przy trzymaniu psa, cały pakiet interwencji wobec zwierząt dzikich i domowych, interwencje w sprawie uszkodzonych dróg, chodników, znaków, palenia skoszonej trawy na ogródkach działkowych. Jestem przekonany, że gdyby wszystkie te (i inne tutaj niewymienione) niewłaściwe zachowania mieszkańców recenzowali wyłącznie policjanci, Konrad Wełna narzekałby, że policja „może się jedynie naprzykrzać”.

Poza tym straż miejska kontroluje czystość posesji, miejsc publicznych, monitoruje przejścia dla pieszych w rejonach szkół, jest wzywana do potrzebujących pomocy rannych, czy uwięzionych zwierząt, jak choćby do wspomnianego w wywiadzie liska (niezależnie od oceny prawidłowości przeprowadzonej interwencji). Trudno przypuszczać, że wszystkim tym zadaniom podoła sama policja bez uszczerbku na jakości usługi publicznej.

W odpowiedzi na mój wpis na blogu Konrad Wełna stwierdził m.in.: „może więc warto bardziej dofinansować PUK, niż utrzymywać bezproduktywną straż miejską?”. Młody polityk przyznał tym samym, że oprócz policji potrzebna jest jeszcze inna instytucja, przeznaczona do ochrony porządku publicznego (zgadzam się, że wałęsający się pies też jest zakłóceniem porządku publicznego). Tyle tylko, że produktywność instytucji można zwiększyć odpowiednimi zmianami. Natomiast pomysł zastąpienia straży miejskiej przedsiębiorstwem komunalnym jest, jak rozumiem, żartem.

Nadal nie mogę ocenić prawidłowości interwencji straży miejskiej z liskiem w norze. Mam za mało informacji. Natomiast z całą pewnością interwencja straży miejskiej nie jest „wtargnięciem na teren prywatny”.

                                                                                                          Wojciech Dziekan

 

Dodaj komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz zapisy regulaminu